GALA: Co to za tatuaż na twoim lewym przedramieniu?

RYAN REYNOLDS: 9 o’clock gun (ang., w tym przypadku: armata z godziny dziewiątej). To symbol mojego rodzinnego Vancouver. Codziennie o 9 wieczorem armata przypomina o swoim istnieniu wystrzałem w morze.

GALA:: Co to dla ciebie oznacza?

RYAN REYNOLDS: Może wymieszaną ze wstrętem tęsknotę za rodzinnym miastem?

GALA: W filmie „Narzeczony mimo woli” w jednej ze scen wpadasz nagi na rozebraną Sandrę Bullock. Miło było?

RYAN REYNOLDS: Ej, daj spokój! Jestem zawodowcem i nie rozpatruję tego w tych kategoriach. Taką mam robotę, że czasem muszę wpaść na kogoś całkiem na golasa. Tak samo myślałem zarówno przy pierwszym podejściu do ujęcia, jak i po dwudziestym dublu.

GALA: Podobno sporo trenowałeś wcześniej na siłowni, żeby zrobić wrażenie na Sandrze?

RYAN REYNOLDS: Jasne... Na szczęście nie było takiej potrzeby. Znamy się i przyjaźnimy z Sandy od dawna, chyba od dziewięciu lat. To fantastycznie uczucie, kiedy masz okazję pracować z przyjaciółmi. Na planie ważna jest chemia. My mieliśmy czas, by tę chemię w naszych relacjach zbudować. Bez popisywania się muskulaturą. Bawiliśmy się świetnie, co wcale nie oznacza, że każdą naszą scenę przerywały salwy śmiechu. Przeciwnie. Wierz mi, że na planie komedii jest dużo poważniej niż na planie dramatu. Zgodnie ze starą zasadą: „Im śmieszniej na planie, tym smutniej na ekranie”. A trenowałem z innego powodu. Po „Narzeczonym mimo woli” kręciliśmy „X-Men genezę: Wolverine” i szybko musiałem się przystosować do dużo cięższej fizycznie roboty. Ten film naprawdę mnie przeczołgał. Od tego czasu staram się cały czas dbać o formę.

GALA: W jaki sposób?

RYAN REYNOLDS: Biegam. W ubiegłym roku ukończyłem nawet maraton nowojorski. Przed startem codziennie biegałem po 10–12 km. Czasem więcej.

GALA: Jak ci poszło w Nowym Jorku?

RYAN REYNOLDS: Dobiegłem do mety w trzy godziny i pięćdziesiąt minut. Niewątpliwie był to mój duży sukces.

GALA: Gratulacje!

RYAN REYNOLDS: Nie było źle...

GALA: Jesteś w stanie wyobrazić sobie kogoś innego niż Sandrę w roli Margaret Tate w „Narzeczonym mimo woli”?

RYAN REYNOLDS: Jeśli chcesz mnie naciągnąć na rozmowę o Scarlett, to zapomnij!!!

GALA: OK, możemy się domyślać, że twoja żona również – podobnie jak magazyn „People” – uważa cię za jednego z najseksowniejszych mężczyzn na ziemi.

RYAN REYNOLDS: Musiałbyś sam ją o to zapytać.

GALA: Ranking miał dla ciebie znaczenie?

RYAN REYNOLDS: Stary, daj spokój, byłem na tej liście dopiero trzeci, za Mattem Damonem i Patrickiem Dempseyem! Z czego tu się cieszyć?!

GALA: Wyprzedziłeś jednak nawet Brada Pitta!

RYAN REYNOLDS: No dobra, przyznaję: ucieszyłem się. To zawsze przyjemne, gdy ktoś cię docenia, nawet za coś, na co nie masz specjalnego wpływu. Ale też nie mogę powiedzieć, że po tej nominacji moje życie nabrało całkiem nowego tempa, a ja stałem się lepszym człowiekiem. Nic z tych rzeczy. Tego rodzaju plebiscyty to rewia pochlebstw, a z pochwałami tak już bywa, że raz są, a za chwilę ich nie ma. I jak za bardzo się do nich przywiążesz, możesz się potem mocno rozczarować.

GALA: Czy czujesz się teraz bardziej atrakcyjny dla hollywoodzkich producentów?

RYAN REYNOLDS: Myślę, że tak. Z marketingowego punktu widzenia to świetny strzał. Producenci myślą, że jak zatrudnią „ciacho”, to im się film lepiej sprzeda. Boję się tylko, że któregoś dnia mogą dokładniej wczytać się w ranking i zacząć zatrudniać tych dwóch przede mną.

GALA: Anne Fletcher, reżyserka „Narzeczonego mimo woli”, przyszła na wywiad z matką i siostrą, bo – jak mówi – one pomagają jej w pracy. Też czujesz takie rodzinne wsparcie?

RYAN REYNOLDS: To nic niezwykłego, że rodzice od zawsze mi kibicowali. Teraz robi to mama... Ojciec, który był gliniarzem, zmarł na chorobę Parkinsona i na pewno nie był człowiekiem, który się chętnie uzewnętrznia. Jeśli był ze mnie dumny, to raczej chował to w sobie. Ale wiem, że bardzo mnie wspierał. I jestem mu za to wdzięczny – to dla niego pobiegłem w maratonie nowojorskim. Wiem, że na pewno doceniłby wysiłek, jaki w to włożyłem. Z drugiej strony, nie myśl, że w Vancouver ktokolwiek robi wydarzenie z tego, że „tańczę i śpiewam w Hollywood”. Dla nich nie jest to żaden wielki temat. I dobrze. Dzięki temu mogę złapać odpowiednią perspektywę w momentach, gdy za głęboko się zanurzę w światku hollywoodzkim.

GALA: Kiedy wyprowadziłeś się z domu?

RYAN REYNOLDS: Miałem 16 lat. Żeby się utrzymać, pracowałem w klubie nocnym, na przystani żeglarskiej, sprzedawałem nawet pieczywo. Miałem na czynsz i bułkę z masłem. To mi wtedy wystarczało. Na szczęście dość szybko zacząłem też grywać w serialach dla młodzieży. Wtedy przeprowadziłem się z Vancouver na Florydę i musiałem w przyspieszonym tempie dojrzeć. W wieku 20 lat byłem już jako tako ustawiony i dostawałem całkiem poważne propozycje. W naszej rodzinie takie szybkie wyfrunięcie z gniazdka to tradycja. Mam trzech starszych braci, którzy dali mi przykład.

 

GALA: W „Narzeczonym mimo woli” dzięki Andrew, którego grasz, Margaret (czyli Sandra) przechodzi niezwykłą przemianę – z zimnej i nieprzystępnej w kobietę pełną emocji, namiętności. Musiałeś się mocno wysilić, by to z niej wykrzesać?

RYAN REYNOLDS: Pamiętaj, że jestem trzecim najseksowniejszym gościem na świecie! Mam w sobie ogromną moc i nieprzeciętny seksapil. A mówiąc poważnie, musiałem napracować się nad swoją rolą. Bo wcale nie tak łatwo jest zagrać tego dobrego. Każdy aktor ci powie, że łatwiej zbudować wyrazistą postać, gdy grasz na negatywnych emocjach, a nie na pozytywnych. Poza tym w komediach romantycznych przeważnie wszystko kręci się wokół facetów. I to oni są źli. W tym przypadku jest inaczej. Tu kobieta jest tą wredną. Ona jest odpowiednikiem samca alfa. Margaret przez trzy lata pracuje z Andrew, a mimo to nic o nim nie wie. Nie wie, skąd pochodzi, co lubi, co jest dla niego w życiu ważne. No, może poza tym, że chciałby wreszcie awansować i zostać wydawcą. Dopiero kiedy szantażem zmusza go do fikcyjnego ślubu i lądują razem u jego rodziców, całkowicie się zmienia. Jego rodzinna Alaska jest dla Margaret szczytem egzotyki, nie bardzo wie, jak się tam odnaleźć. Z tego bierze się efekt komediowy. Mam nadzieję, że widzowie to docenią.]

GALA: W filmie Margaret jako Kanadyjka ma problem z uzyskaniem zielonej karty dającej prawo stałego pobytu w USA. Ty również jesteś imigrantem z Kanady...

RYAN REYNOLDS: Czy ja mam zieloną kartę? Tylko, proszę, nie dzwoń po wywiadzie do urzędu imigracyjnego. Trzymajmy się wersji, że jestem tu legalnie, dobrze?