SALMA HAYEK Dla dziecka zawalczę o świat

Udostępnij

Odkąd związała się z François-Henri Pinaultem, biznesmenem, którego majątek ocenia się na 15 miliardów dolarów, nie tylko producenci filmowi, ale i politycy słuchają jej uważniej. A Salma ma coś do powiedzenia. Używa władzy i pieniędzy François, by uratować świat przed globalną katastrofą. Robi to dla swojej córki.

SALMA HAYEK Dla dziecka zawalczę o świat

Chcę, żeby moja córeczka żyła w zdrowym środowisku i mogła pić dobrą wodę. Użyję wszystkich środków, by powstrzymać globalne ocieplenie i poprawić sytuację ekologiczną na naszej planecie” – oświadczyła Salma na oscarowym Green Party. Dostała owacje na stojąco. Wśród gości, którzy zabrali głos w tej sprawie, byli Leonardo DiCaprio, Tom Hanks, Susan Sarandon czy Charlize Theron, ale agencje przekazały tylko słowa 42-letniej Meksykanki.

Odkąd aktorka związała się z François- Henri Pinaultem, biznesmenem, którego majątek ocenia się na 15 miliardów dolarów, jej słowa od razu nabrały mocy. Salma Hayek, matka półrocznej Valentiny Palomy, jest dziś uważana za najbardziej wpływową kobietę Hollywood i tylko najbliżsi przyjaciele – Hiszpanie Penélope Cruz i Antonio Banderas – mają odwagę żartować z jej nie zawsze odpowiednich strojów i manii kupowania butów na niebotycznie wysokich obcasach (Salma ma tylko 157 cm wzrostu). Reszta znajomych nie ma odwagi krytykować jej otwarcie, bo gniew aktorki jest wprost proporcjonalny do jej ego.

„NIE MÓW DO MNIE: MAŁA” Czym grozi rozdrażnienie Meksykanki, przekonała się na własnej skórze słynna Oprah Winfrey. Gwiazda telewizyjnego show, u której prezydenci płaczą na skórzanej kanapie, a osobistości Hollywood jak na spowiedzi wyznają największe sekrety, pozwoliła sobie na poufałość wobec Salmy, nazywając ją pieszczotliwie maleństwem. Aktorka natychmiast jej odpaliła: „Tylko nie mów do mnie: mała! Jestem niska, OK, ale nie jestem mała. Gdybym była ciut wyższa, pewnie zostałabym jakąś godną pożałowania modelką albo ostatecznie Miss Meksyku i prowadziłabym teraz nędzny żywot u boku beznadziejnego faceta. A tak jestem aktorką i jeśli tylko chcę, mogę zagrać nawet wysoką blondynkę”.

PANNA Z DOBREGO DOMU Salma od dzieciństwa doprowadzała wszystkich do szału, ale dostawała to, co chciała. Pochodzi z bogatego domu. Ojciec był dobrze prosperującym biznesmenem, a matka bujającą w chmurach śpiewaczką operową. Oboje byli zgodni co do tego, że córka powinna zostać ambasadorem w którymś z zamożnych krajów Europy Zachodniej. Ona jednak miała własne plany. Podrobiła podpisy rodziców i wysłała w ich imieniu swoje zgłoszenie do katolickiej szkoły dla dziewcząt z internatem w Nowym Orleanie. Gdy wszystko było już załatwione, wybuchła awantura. Rodzice nie chcieli się zgodzić, by 12-latka sama pojechała do obcego kraju. Jednak Salma jak zwykle postawiła na swoim. U surowych sióstr wytrzymała dwa lata. Uchodziły jej na sucho typowe wybryki: przestawianie szkolnego zegara czy podkładanie nauczycielkom pinezek. Wyleciała z hukiem dopiero wtedy, gdy wyszło na jaw, że do sprzątania swojej skromnej klasztornej celi wynajęła pokojówkę.

Wróciła do domu i zgodnie z wolą ojca poszła na Universidad Iberoamericana w stolicy kraju – Mexico City. Zamiast jednak zająć się dyplomacją, zgłosiła się na casting do opery mydlanej „Teresa”. Debiutantka zachwyciła reżysera i tak Salma została aktorką.

W latach 1989–1991 nie było w Meksyku popularniejszej gwiazdy. Losy młodej, ambitnej dziewczyny z ubogiego przedmieścia wielkiej metropolii śledziły miliony telewidzów. Tym większym zaskoczeniem była decyzja aktorki o przeprowadzce do Los Angeles. Plotka głosiła, że zmuszono ją do emigracji po tym, jak na jaw wyszedł jej romans z prezydentem Meksyku. W rodzinnym kraju 24-letnia Salma była ikoną, w Hollywood zasiliła rzeszę bezrobotnych aktorek. Miała fatalny, meksykański akcent i urodę, która predestynowała ją do grania pokojówek w filmach z „różowej serii”. I początkowo wyłącznie takie role dostawała.

DZIEWCZYNA DESPERADO „Była sfrustrowana i wściekła. Wyrzucała z siebie słowa jak karabin maszynowy, ale nikt nie rozumiał jej angielskiego. Patrzyłem na nią zafascynowany” – wspomina Robert Rodriguez, reżyser i scenarzysta, który zobaczył Salmę w porannym programie lokalnej telewizji.

Właśnie takiej aktorki szukał do roli seksownej partnerki Antonio Banderasa w fi lmie „Desperado”. Przebój z 1995 roku otworzył Hayek drogę do sławy. Nagrała jeszcze kilka filmów z Rodriguezem. Miała już pieniądze i nowych fanów. Jednak wciąż nie była zadowolona. Nosiła ze sobą scenariusz do filmu swoich marzeń – historii o uwikłanej w hetero- i homoseksualne związki niepełnosprawnej meksykańskiej malarce Fridzie Kahlo. Pokazywała go wszystkim spotkanym reżyserom i producentom. Nikt nie chciał się za to zabrać. Ale niepowodzenia jeszcze bardziej zmobilizowały aktorkę. Sama wybrała się do najgroźniejszego, ale i najbardziej szalonego, lubiącego ryzyko hollywoodzkiego producenta Harveya Weinsteina. Szef Miramaxu dał się przekonać, a Salma za rolę Fridy dostała nominację do Oscara.

SEXIPISTOLS Po „Fridzie” aktorka mogła przebierać w propozycjach, ale gra przed kamerą zaczynała już ją nudzić. Zabrała się więc za produkowanie filmów. Jej serial „Brzydula Betty” zachwycił amerykańską widownię. Wszystko, za co się zabierała, przynosiło zyski i kończyło się sukcesem.

Tylko w życiu prywatnym dobiegająca czterdziestki Salma ponosiła wciąż porażki. „Mężczyźni się mnie boją, bo mam większe jaja od nich” – mówiła z pogardą po niezbyt przyjacielskim rozstaniu z Edwardem Nortonem, z którym spędziła cztery lata. Później był Josh Lucas, który szybko jej się oświadczył, a potem równie szybko zniknął z jej życia.

 

„Jestem rozczarowana, ale wolę być sama niż z jakimś kretynem” – wystawiła aktorowi cenzurkę po rozstaniu. W rewanżu mężczyźni, którzy jej nie zdobyli, rozpuścili w Hollywood plotkę, że Salma jest lesbijką. Na dowód miały służyć zdjęcia z mocno dwuznacznej sesji Hayek z Penélope Cruz. Wkrótce okazało się, że to tylko promocja ich wspólnego filmu „Bandidas”, który u nas pojawił się pod niezbyt zachęcającym tytułem „Sexipistols”.

DROGA DO MILIARDÓW Gdy już wydawało się, że Salma niczym nas nie zaskoczy, gruchnęła wiadomość, że jest zaręczona, a na dodatek spodziewa się dziecka. Aktorka bawiła się z prasą w kotka i myszkę, sącząc powoli informacje. Dopiero po kilku tygodniach ujawniła, że François-Henri Pinaulta, dziedzica fortuny rodu Pinault i zarządzającego koncernem PPR, do którego należą takie marki jak Gucci, Yves Saint Laurent czy Stella McCartney, poznała w kwietniu 2006 roku na wystawie sztuki nowoczesnej w Wenecji.
Przystojny miliarder poprosił Salmę, która po roli we „Fridzie” kojarzyła mu się z malarstwem, żeby objęła honorowy patronat nad fundacją opiekującą się młodymi artystami.

Romans biznesmena i aktorki udało się ukryć aż do dnia, w którym ona, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, pokazała pierścionek zaręczynowy i oznajmiła, że rzeczywiście jest w ciąży.

Valentina Paloma urodziła się we wrześniu zeszłego roku. Ale Salma i François-Henri nie spieszą się do ślubu i doprowadzają tym do szału czekających pod ich domem paparazzich. Tymczasem aktorka i producentka z energią szuka dla siebie nowych wyzwań. Zabrała się właśnie za problemy ekologi-czne, z którymi nie może się uporać ONZ.

Gwiazda czuje, że jest wreszcie na właściwym miejscu. Z satysfakcją zauważa, że odkąd okrzyknięto ją najbogatszą i najbardziej wpływową aktorką w Hollywood, nikt już nie krzywi się, słysząc jej akcent. Nikt nie traktuje jej protekcjonalnie. Nie wytyka, że chce zbawić świat, choć na ekologii kompletnie się nie zna. Ktoś, kto zdobył serce jednego z najbogatszych ludzi świata, a na dodatek ten romans umiał utrzymać niemal przez rok w tajemnicy, budzi w Hollywood zrozumiały szacunek. Bo skoro potrafił to, może wszystko.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł