Moje serce należy do Baracka Obamy. Głosujcie na niego” – mówi Scarlett swoim ciepłym, nieco chrapliwym głosem, który miliony telewidzów znają z „Między słowami”, „Dziewczyny z perłą” czy ostatnich fi lmów Woody’ego Allena. Aktorka wzięła udział w reklamie wyborczej czarnoskórego kandydata na prezydenta USA i w ten sposób zdobył on kolejny ważny punkt w walce z Hillary Clinton o nominację Partii Demokratycznej. „Jestem przekonana, że tylko on może wprowadzić Amerykę na nowe tory. Zasługujemy na takiego prezydenta” – przekonuje Johansson, a jej przyjaciele zachodzą w głowę, co takiego się zdarzyło, że aktorka tak zaangażowała się w politykę.

WYBORY HOLLYWOOD
Wygląda na to, że deklaracje polityczne są w modzie, a kampania wyborcza robi się coraz bardziej gorąca. Gwiazdy znane z okładek magazynów chętnie fotografują się z Barackiem Obamą. George Clooney agituje na konwencjach: „Od półtora roku obserwuję tego faceta i, uwierzcie mi, będzie świetnym prezydentem”. Deklaracje poparcia Obamy zgłaszają też Laurence Fishburne, Ed Norton, Will Smith, Warren Buffet, Matt Damon, Sharon Stone, Halle Berry, Ben Affleck i Jessica Biel. W Chicago spotkania wyborcze czarnoskórego kandydata prowadzi Oprah Winfrey, a w Nowym Jorku Robert De Niro. Kampanię Hillary Clinton z kolei wspierają Jack Nicholson, Barbra Streisand, Danny DeVito i gwiazda koszykówki Magic Johnson. Demokratów czeka jednak ciężka przeprawa, bo w obozie republikanów też znalazły się mocne nazwiska, m.in. sławy kina akcji: Arnold Schwarzenegger, Sylvester Stallone i Chuck Norris.

POŻEGNANIE Z SUKIENKAMI
Scarlett w wybory angażuje się po raz pierwszy. Do tej pory pochodząca z Nowego Jorku gwiazda głośno deklarowała, że kompletnie nie zna się na polityce. W Hollywood powszechnie uważa się, że wpływ na ewolucję jej poglądów ma związek z Ryanem Reynoldsem – pochodzącym z Kanady aktorem, który aktywnie działa w organizacjach ekologicznych. Pod wpływem Ryana Scarlett zmieniła nie tylko stosunek do polityki. Dla ukochanego coraz częściej rezygnuje z seksownych sukienek, na rzecz dżinsów i ukrywających jej apetyczne kształty swetrów. Podobno Reynolds nie mógł znieść, że jego partnerkę wszędzie ścigały pełne zachwytów spojrzenia mężczyzn. Chce mieć ją tylko dla siebie. Starszy od wybranki o osiem lat, gra u jej boku rolę przewodnika i mentora. A jej bardzo się to podoba. Do tego stopnia, że myśli o założeniu rodziny. To spora zmiana w stosunku do tego, co mówiła wcześniej.

SZALEŃSTWA PANNY SCARLETT
Gdy była w luźnych związkach z Jaredem Leto i Joshem Hartnettem, stanowczo twierdziła, że odpowiada jej rola singla. Uwielbiała uwodzić. Rywalizowała z przyjaciółkami (m.in. z Jessiką Biel) o to, która zdobędzie więcej mężczyzn. Nie znosiła pytań o małżeństwo i dzieci. „Jestem młoda, chcę się wyszaleć” – kwitowała, pytana o plany na najbliższe lata. Dziś, choć stanowczo zaprzecza doniesieniom dziennika „Daily Mail”, że przyjęła oświadczyny Ryana, mówi już o założeniu rodziny jako o jednym z priorytetów. Być może wzięła sobie do serca słowa swojego przyjaciela Woody’ego Allena, który przestrzegał ją, by nie dała się wciągnąć w bankietowo-nocny styl życia obowiązujący w Los Angeles. Reżyser przekonywał podopieczną, że najlepszym sposobem na uwolnienie się od presji Hollywood jest założenie rodziny i zajmowanie się przyziemnymi problemami związanymi z wychowaniem dzieci. 31-letni Ryan Reynolds nie należy do aktorskiej pierwszej ligi i znany jest ze „zdroworozsądkowego” podejścia do kariery. Być może o takim mężczyźnie marzyła aktorka, uznawana za jedną z najseksowniejszych kobiet na Ziemi.