SEAN PENN Słodko-gorzki drań

Udostępnij

Amerykański aktor będzie przewodniczącym jury tegorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes. Ale Sean Penn nie ma z kim świętować sukcesu. W tym samym czasie, gdy agencje podawały informacje o jego nominacji, Robin Wright Penn wystąpiła o rozwód.

SEAN PENN Słodko-gorzki drań

Sean i Robin przyjechali do luksusowego hotelowego apartamentu stacji narciarskiej Lake Tahoe Squaw Valley na północy Kalifornii. Pary meldują się tu zwykle podczas miodowego miesiąca albo gdy chcą odświeżyć uczucie po kilku latach małżeńskiej rutyny. Za oknami widać ośnieżone szczyty Gór Skalistych, a w kominku wesoło trzaskają żywiczne polana. Hollywoodzkie gwiazdy rzadku tu zaglądają – wolą drogi i zatłoczony kurort Aspen. Za to sporo jest wesołej akademickiej młodzieży z nieodległego San Francisco. Sean i Robin liczyli zapewne na spokój od fotografów i kolegów z branży.

Razem, czyli osobno
Ostatnio w ich małżeństwie nie działo się najlepiej. Rozstali się na kilkanaście tygodni. Chcieli naprawić popsute relacje między sobą. Jednak w górach wynajęli dwa osobne pokoje. Czy po drodze znów się pokłócili? Robin przez większą część pobytu siedziała w swoim pokoju sama. W tym czasie Sean zaprosił do siebie dwie młode Rosjanki. Według kobiet, do których dotarli reporterzy magazynu „Star”, aktor był kompletnie pijany, gdy w drzwiach apartamentu stanęła wściekła Robin. Zobaczyła męża w łóżku z Rosjankami. Sean na jej oczach kontynuował przerwaną na moment zabawę. Gdy jedna z dziewczyn speszona zapytała, czy nie powinien przestać, w końcu patrzy na nich jego żona, Penn miał odpowiedzieć: „I cóż z tego!?”. Pozew rozwodowy w takiej sytuacji wydaje się dość oczywisty. Choć pozostają pytania: czemu Sean i Robin w ogóle wyjechali na „romantyczny” weekend? Dlaczego zamieszkali w oddzielnych pokojach? I wreszcie po co aktor, uznawany za jednego z najinteligentniejszych ludzi w Hollywood, imał się tak prostackiego sposobu na okazanie żonie lekceważenia?

W pierwszym szeregu
Jedenaście lat małżeństwa to i tak w środowisku hollywoodzkich gwiazd wynik, którym może pochwalić się niewiele par. Do tego trzeba doliczyć prawie sześć lat, które aktorski duet spędził ze sobą bez „papierka”. To w czasie długiego narzeczeństwa urodziła się dwójka ich dzieci: 16-letnia dziś Dylan i 14-letni Hopper Jack (imiona odziedziczył po przyjaciołach Seana – Dennisie Hopperze i Jacku Nicholsonie). Sean i Robin mieli czas, by na wylot poznać swoje dobre i złe strony. Nie powinni rozstawać się w atmosferze skandalu. Przyjaciele Seana pytani o to, co stało się z małżeństwem, które miało opinię jednego z najlepszych w branży filmowej, jednoznacznie wskazują na śmierć brata Seana jako na moment, w którym wszystko zaczęło się psuć. Chris Penn w styczniu 2006 roku zmarł w swoim mieszkaniu w Santa Monica po przedawkowaniu narkotyków. „Dla Seana to był wstrząs. Postanowił wtedy bardziej zaangażować się w sprawy publiczne i zabrał się za ratowanie świata. Ciągle był w rozjazdach. Brał udział w demonstracjach – najczęściej maszerował w pierwszym szeregu. Pomagał ofiarom huraganu „Katrina” w Nowym Orleanie, a potem miesiącami siedział na planie filmowym. W tym czasie Robin czuła się samotną matką w pustym domu. To się musiało źle skończyć” – mówi jeden z bliskich przyjaciół aktora.

Cztery paczki dziennie
Na domiar złego Sean łatwo wpadał w uzależnienia. Kilkanaście razy próbował rzucić palenie, ale zawsze szybko wracał do swojej normy – palił cztery paczki dziennie. Fotoreporterzy „Los Angeles Times” urządzili kiedyś nieformalny konkurs dla paparazzich – chcieli zdobyć zdjęcie Penna bez papierosa. Ale aktor nawet na czerwonym dywanie przed ceremonią rozdania Oscarów nerwowo zaciągał się dymkiem. Nie umiał też przestać pić. Miewał krótkie okresy abstynencji, ale korzystał z każdej okazji, by wpaść w kolejną „trzydniówkę”. „Alkohol mnie rozluźnia. Sprawia, że czuję się pewniej. A że mnie przy tym zabija? Cóż...” – mówił z rozbrajającą szczerością podczas promocji jednego ze swoich najlepszych filmów – „Rzeki tajemnic” w reżyserii Clinta Eastwooda. Nie wygląda na amanta. Zawsze nadawał się raczej do ról nerwowych facetów na skraju załamania nerwowego. Zaledwie 175 centymetrów wzrostu, wiecznie potargane włosy, rozbiegane wodniste oczy i niezbyt urodziwa twarz sprawiały, że nie miał szans na role kochanków i herosów. Był zazwyczaj drobnym cwaniaczkiem („Rzeka tajemnic”) albo życiowym nieudacznikiem, ale zarazem genialnym gitarzystą jazzowym („Słodki drań” Woody’ego Allena), skorumpowanym prawnikiem („Życie Carlita”) czy upośledzonym umysłowo ojcem walczącym o prawo do opieki nad 7-letnią córeczką („Sam”).

 

Francuski łącznik
Czy to dlatego granie w filmach mu nie wystarczało? Gdy pojawiła się ku temu okazja, chętnie podjął się reżyserii. Film „Into The Wild” opowiadający historię studenta, który porzuca wygodę i wyrusza na Alaskę, by żyć w zgodzie z naturą, jest faworytem tegorocznych Oscarów. Już pierwszy film Penna „Indiański biegacz” zdobył świetne recenzje i był przyjęty owacyjnie na festiwalu w Cannes w 1991 roku. Od tamtej pory aktor i reżyser był regularnie zapraszany na południe Francji. Propozycja, by amerykański outsider objął przewodnictwo międzynarodowego jury w stolicy europejskiego kina, nikogo nie dziwi. Europejczycy, a szczególnie Francuzi, kochają amerykańskich antybohaterów, a trudno byłoby znaleźć w Hollywood aktora, który by bardziej odbiegał od ekranowego wizerunku twardego, muskularnego kowboja niż Sean. Penn nienawidzi zadufanej w sobie, aroganckiej i bogobojnej Ameryki. Otwarcie wypowiada się przeciwko polityce George’a W. Busha. Jako pierwszy w Hollywood protestował przeciwko amerykańskiej interwencji w Iraku. Jeszcze zanim prezydent podjął decyzję o wysłaniu wojsk, w październiku 2002 roku aktor wykupił za 56 tysięcy dolarów całą stronę w czytanym przez establishment „Washington Post”, by opublikować otwarty list do Busha. Prosił o zaniechanie planów inwazji. Później brał udział w dziesiątkach antywojennych demonstracji i podpisywał niezliczone petycje. Irytował Biały Dom, wyjeżdżając do Iranu, by popierać tamtejszy reżim w dniach, gdy ważyły się losy ataku na irańskie instalacje jądrowe. Spotkał się też z wyklętym przez USA prezydentem Wenezueli Hugo Chávezem. Gdzieś w tym wszystkim musiał się kiedyś zagubić.

Porażka wojownika
Robin prowadziła dom aktora, reżysera i aktywisty. Wiele lat temu wspólnie podjęli decyzję o przeprowadzce z Los Angeles do małego miasteczka nieopodal San Francisco. Chcieli być jak najdalej od Hollywood i zgiełku wielkiego miasta. Ale Sean nie ma głowy do strzyżenia trawy i odwożenia dzieci do szkoły. Wciąż gdzieś gna. Ma tysiąc myśli na minutę. Żona i dom znalazły się na dalekich miejscach wśród jego priorytetów. Zapomniał już, dlaczego 17 lat temu odszedł od Madonny, z którą tworzył szalony, naładowany emocjami związek, i poszukał spokoju w ramionach Robin. Wtedy miał dosyć niekończących się imprez, bijatyk, kłótni i skandali. Gdy Robin się w nim zakochała, jej przyjaciele byli przerażeni. Za Pennem ciągnęła się opinia gwałtownika i damskiego boksera. Przy niej nieco się uspokoił. Przeciwności się przyciągają – to prawda, ale życie z artystą, niespokojnym duchem, ma swoją cenę. A Robin po 10 latach nie miała już siły zmagać się z demonami męża. Nie wiadomo tylko, czy Sean zajęty ratowaniem świata w ogóle zauważył, co stracił.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł