Po premierze filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" okazało się, że Sebastian Fabijański to dziś jedno z najgorętszych aktorskich nazwisk. Ma na koncie role u takich reżyserów jak: Wojciech Smarzowski, Jan Komasa, Filip Bajon czy Patryk Vega. W "Gali" ukazał się wywiad z tym fascynującym aktorem, który hipnotyzuje na ekranie.

- Hipnotyczne spojrzenie, nieprzewidywalne zachowanie, seksowny i odpychający jednocześnie.Twoja rola cukrzyka psychopaty zostaje w głowie na długo po obejrzeniu filmu „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”.

Budując postać „Cukra”, uznaliśmy, że dla widza bardziej interesujący okaże się bezwzględny gangster, który jednocześnie będzie słaby  -
fizycznie, chory i zaburzony emocjonalnie. W jednej scenie ma cukrzycowy zjazd, jest nieprzytomny, awdrugiej rzuca kłoda wsamochód
izabija człowieka, który zajeżdża mu drogę. Na dodatek cytuje Schopenhauera iwydaje mu się, że ma prawo decydować o ludzkim życiu.
Tworzy „listę śmierci” po to, by oczyścić świat.

- To Twoja najważniejsza rola do tej pory?

Na pewno najtrudniejsza inajbardziej fascynująca. Praca nad nią była dla mnie nie tylko frajda, ale tez pretekstem do ryzykownych eksperymentów. Testowałem swoje granice na wszelkie sposoby. Stymulowałem ciało, umysł, byłem na specjalnej diecie bez węglowodanów, żeby utrzymać stan cukrzycowego podenerwowania, emocjonalnego rozdygotania. Cukier jest zdolny do wszystkiego. Jeżeli facet może ugryźć węża, to o czymś to świadczy (śmiech)!

- Nie bałeś się?

Oczywiście, ze tak. Niby byliśmy zabezpieczeni, na planie czekała karetka, a opiekun Puszka (tak miał na imię waz) trzymał w pogotowiu zastrzyk uspokajający dla niego, gdyby nagle zacisnął mi się na gardle albo zebrach. Ale to mnie za bardzo nie pocieszało. Kiedy pierwszy raz wszedłem do pomieszczenia, gdzie kręciliśmy scenę z wężem, i zobaczyłem, jak ten 60-kilogramowy pyton się wije, powiedziałem Patrykowi Vedze, ze nie dam rady, nie zrobię tego. Gdyby Patryk mnie zmuszał, nic by z tego nie wyszło, zablokowałbym się. Ale on zachował spokój, a ja zdecydowałem: „Dobra, robimy to!” i wziąłem węża na ręce. Dalej już poszło.

- Nie da się na Tobie niczego wymusić, prawda? Buntujesz się?

Nie lubię, kiedy ktoś mi mówi, że coś muszę. Mam wtedy poczucie niezgody. Nawet jeśli to mówi moja mama albo ojciec. Ludzie często wiele oczekują od innych. A oczekiwania niszczą relacje, zwłaszcza damsko- męskie. Łącząc się w pary, zakochujemy się często w wyobrażeniach na temat siebie nawzajem. Za mało jest wolności i dlatego na słowo „musisz” reaguje elektrycznie.

ZOBACZ TAKŻE: Wywiad z Patrykiem Vegą. "Jestem chłopakiem z blokowiska, który zawsze chciał coś osiągnąć"

- Od dziecka taki byłeś?

Chyba tak. Niektórzy twierdza, ze trudno się ze mną dogadać, ale to pozory. Ja po prostu jestem usposobiony defensywnie wobec świata i zdystansowany. Często bywałem odrzucany. Jako nastolatek zmyślałem, opowiadałem niestworzone historie, by zyskać akceptacje kolegów z osiedla. Mimo ze odrzucenie boli, potrafi być zbawienne. Dla mnie było, bo zbudowałem sobie swój świat, który nie jest uzależniony od żadnej relacji, żadnego człowieka, i przede wszystkim uszanowałem, a może nawet polubiłem samotność.

- Mieszkasz sam?

Tak. Uwielbiam ten moment, kiedy po dniu intensywnego przebywania z ludźmi – bo taka jest specyfika pracy na planie – wracam do domu.

- Twoje role zawsze są bardzo męskie. Co to dla Ciebie znaczy być męskim?

Jestem przeciwny rozgraniczeniu świata na męski i kobiecy. Nie znoszę stereotypu: krucha kobieta i silny mężczyzna. Moja mama ma w sobie więcej waleczności, godności i siły niż niejeden facet. Te cechy, które funkcjonują jako bardzo męskie, wziąłem od niej. Można wiec powiedzieć, ze jest we mnie dużo kobiety… Dla mnie to ważne, by móc bez problemu patrzeć w lustro, żeby nigdy nie mieć sobie do zarzucenia, ze jestem oportunista czy się z kimś układam. Oczywiście taka droga jest trudniejsza, ale daje dużo satysfakcji – póki walczysz, jesteś zwycięzca.

- Był taki moment, ze otarłeś się o celebryctwo.

Może na samym początku. Parę razy poszedłem nawet na jakiś celebrycki event, ale za każdym razem czułem się tam niewygodnie, wiec uznałem, ze to nie dla mnie. Generalnie u mnie decydujący głos maja intuicja i serce. Jeśli chodzi o zawodowe wybory – też.

- Mógłbyś grać amantów? Warunki masz.

Nie czułbym się wygodnie ze świadomością, ze gram w filmie tylko z powodu mojej fizyczności. Ale chętnie zagrałbym upadek amanta.

- A może wstydzisz się, ze jesteś atrakcyjny?

Nie wstydzę się, ale nie chce z tego korzystać. Krępuje mnie, kiedy ktoś zwraca na to uwagę.

ZOBACZ TEŻ: Gwiazdy na specjalne "Kolacji z zabójcą" z serialu "Belfer" [TYLKO U NAS]

- Jakie kobiety lubisz? Niebezpieczne czy przewidywalne?

Wolne. Takie, które są wstanie zaakceptować i zaproponować wolność w relacjach. A o takie relacje jest najtrudniej. Związek to sztuka kompromisu, zgadzam się z tym. Ale to sformułowanie jest nadużywane i ludziom się wydaje, ze maja prawo do kontrolowania życia swojego partnera. Dla mnie to nie do zaakceptowania. Udusiłbym się.

- A może to Ty nie chcesz poświęcić swojej wolności?

Być może. Wolność faktycznie jest moja obsesja. Uciekam, gdy tylko widzę pierwsze próby odebrania mi jej. Być może z tchórzostwa, ale też dlatego, ze wiem, jak to się zwykle kończy. Ze będę musiał znowu Się tłumaczyć, że „problem” jest we mnie, a nie po drugiej stronie. To upokarzające dla obu stron.