Karola Wojtyłę poznał jesienią 1957 roku. Studiował na pierwszym roku seminarium duchownego w Krakowie, a przyszły papież był jego profesorem. „Pamiętam, że miał zielony płaszcz. Chodził w nim przez cały rok, na zimę zakładał podpinkę. Nosił te same buty – wspomina kardynał. – W czasie przerw widywaliśmy Go w kaplicy zatopionego w modlitwie. Myślę, że ten obraz został w każdym z nas”.

W czerwcu 1963 roku w katedrze na Wawelu Stanisław Dziwisz otrzymał święcenia kapłańskie z rąk swojego dawnego profesora. Trzy lata później biskup Wojtyła niespodziewanie wezwał go do kurii. „Powiedział: »Przeniesiesz się tutaj, będziesz mógł kontynuować studia i będziesz mi pomagał«. Zapytałem: »Kiedy?«. Odpowiedział: »Nawet dzisiaj«. Byłem przejęty. Kiedy wychodziłem, patrzył na mnie z uśmiechem”.Od tej chwili Dziwisz zawsze już był przy Wojtyle, 12 lat w Krakowie, 27 w Rzymie.

W książce „Świadectwo” kardynał przejmująco opisał swoje ostatnie pożegnanie z Ojcem Świętym, kiedy musiał położyć na Jego twarzy białą tkaninę. „Zrobiłem to delikatnie, jak gdybym się bał, że mogę Go zranić. On przebywał już przed obliczem Pana... Zacząłem przeżywać na nowo prawie 40 lat, które ja, taki zwyczajny ksiądz, ocierając się o Tajemnicę, spędziłem u Jego boku...”.

Drugiego kwietnia, w trzecią rocznicę śmierci Jana Pawła II, kardynał Dziwisz będzie w Watykanie. Rano wspólnie z papieżem Benedyktem XVI odprawi mszę świętą w intencji beatyfikacji Jana Pawła II. O 21.30, na siedem minut przed godziną śmierci Papieża, rozpocznie się czuwanie przy Jego grobie.

GALA: Bardzo brakuje księdzu kardynałowi, tak po ludzku, Ojca Świętego?

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Brakuje mi Jego obecności, Jego twarzy, uśmiechu, spojrzenia, które tak przyciągało uwagę. Trudno nie odczuwać braku osoby, przy której pracowało się 39 lat. Tym bardziej, kiedy ta osoba była całym życiem. Moje życie nigdy nie miało wymiaru prywatnego.

GALA: Doświadcza ksiądz Jego obecności?

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Stale. Zawsze, kiedy muszę podjąć trudną decyzję, proszę o Go o natchnienie. I tej pomocy Ojciec Święty nigdy mi nie skąpi. Choć już za życia był święty, to jednak w czasie każdej mszy modlę się, aby ta świętość znalazła odzwierciedlenie w postaci urzędowego wyniesienia na ołtarze.

GALA: Jakie chwile z tych 40 lat najczęściej wracają do księdza kardynała?

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Najbardziej pozostaje w mojej pamięci Jego odchodzenie do Domu Ojca. To była piękna lekcja ostatecznego rozstania. Ojciec Święty był w tym naturalny i spokojny. Nigdy nie zapomnę, jak z każdym się żegnał, przeczuwając odejście.

GALA: Jan Paweł II kochał przyrodę, mówił, że „człowiek w obcowaniu z nią odzyskuje spokój, przebywa bliżej Boga”. Jeszcze kiedy był w Krakowie, jeździł z młodzieżą na spływy kajakowe, chodził po górach.

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Góry były Jego pasją. Pięknie mówił, że „są wyzwaniem, prowadzą do przezwyciężania samych siebie. Są zachętą, by wznosić się coraz wyżej”. Po raz pierwszy poszedł w Tatry z bratem Edmundem, już studentem medycyny, który wziął Go, małego chłopca, na prawdziwą wyprawę.

GALA: Już w Watykanie, kiedy młodzi ludzie z włoskich Alp napisali list, w którym zapraszali Go na narty, powiedział: „Trzeba pojechać ze względu na nich”.

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Gdy usłyszał o tym prezydent Włoch Alessandro Pertini, też postanowił z nami jechać, mimo że nie umiał jeździć na nartach. Siedział w schronisku, czasem wychodził na stok i patrzył, jak Papież jeździ. Jazda na nartach była czymś naturalnym w papieskim życiu. Jeżeli tylko była dłuższa wolna chwila, organizowałem wypady w góry. O wielu z nich nikt nie wiedział, ani w Watykanie, ani pośród dziennikarzy.

GALA: Pisze ksiądz w swojej książce „Świadectwo” o pierwszej z takich „potajemnych” wypraw. Wyruszyliście około 9 rano samochodem księdza Kowalczyka...

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Żeby przy wyjeździe z pałacu w Castel Gandolfo nie zwrócić na siebie uwagi stojących na warcie gwardzistów szwajcarskich. Prowadził ksiądz Józef, obok niego siedział ksiądz Tadeusz Rakoczy z rozłożoną gazetą. Udawał, że czyta, aby zakryć siedzącego z tyłu Ojca Świętego. Ja siedziałem obok. Dojechaliśmy do trasy narciarskiej w Ovindoli. To był wspaniały, niezapomniany dzień. W drodze powrotnej Ojciec Święty, uśmiechając się, powiedział: „A jednak się udało!”. Myślę, że właśnie uprawianie sportu pozwalało Mu na tak wielki wysiłek, jakiego wszyscy byliśmy świadkami. Pamiętam późniejsze pielgrzymki do krajów afrykańskich. Jan Paweł II zawsze był w doskonałej formie fizycznej, natomiast biskupi afrykańscy mieli problem, aby dotrzymać mu kroku w czasie trwania pielgrzymki.

GALA: Podobno około stu razy udało się wymknąć Ojcu Świętemu z Watykanu?

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Nikt z nas nie liczył górskich wypadów. Podczas jednej z naszych narciarskich eskapad pewien mały chłopiec zobaczył Papieża na zboczu stoku. Ojciec Święty stał zagłębiony w modlitwie. Chłopiec podjechał do Niego, patrzył i patrzył, bardzo zaskoczony. W pewnym momencie powiedział: „Santo Padre”, przeżegnał się i uciekł! Do tej pory widział Ojca Świętego jedynie publicznie, a tu nagle i niespodziewanie ich drogi zeszły się na szlaku narciarskim.

GALA: To nieprawdopodobne, że w czasie tylu wypraw tylko mały chłopiec rozpoznał Ojca Świętego.

 

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Zawsze staraliśmy się wybierać odosobnione miejsca. Ale spotkania z ludźmi nie sposób było uniknąć. Ojciec Święty zachowywał się jak zwyczajny narciarz. Ubrany był jak inni, w kombinezon, czapkę, okulary. Stał w kolejce do wyciągu. Jeden z nas zawsze stawał z przodu, drugi za nim. A dlaczego nikt go nie poznawał? Nikomu nawet nie przyszło do głowy, że papież tak po prostu wybrał się na narty i stoi zwyczajnie w kolejce.

GALA: Jaki był Ojciec Święty podczas wspólnych wypraw?

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Zawsze starał się, aby przez jakiś czas pozostać samemu na szlaku i móc porozmawiać z Bogiem. To było niezwykłe widzieć go wtedy. Cisza w górach sprzyja skupieniu i modlitwie. A piękno przyrody uwrażliwia na drugiego człowieka, a zarazem daje poczucie bezkresu Bożej obecności.

GALA: Na wielu zdjęciach z gór widać Go z różańcem w ręku.

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Z różańcem nigdy się nie rozstawał, modlitwę różańcową ukochał. Jak tylko miał jakąś wolną chwilkę, wyciągał różaniec i modlił się. Modlił się właściwie wszędzie. Myślę, że różaniec i przyroda stworzyły Jego piękne wnętrze, które na co dzień tak potężnie oddziaływało na ludzi.

GALA: Jak wyglądały wakacje Ojca Świętego w Castel Gandolfo?

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Chociaż przyjeżdżał tam na odpoczynek, to nadal przyjmował na audiencjach pielgrzymów, odbywał narady ze współpracownikami, dużo pisał. Między innymi w Castel Gandolfo powstawała „Pamięć i tożsamość”. Ojciec Święty, dopóki mógł, wypoczywał czynnie. Pływał w basenie. Nawet w czasie wakacji zawsze bardzo wcześnie wstawał, lubił patrzeć, jak wschodzi słońce. Bardzo dużo czytał. To było niezwykłe, interesował się całym spektrum wiedzy! Zawsze też czytał codzienną prasę.

GALA: Jak odpoczywa ksiądz kardynał?

KARDYNAŁ STANISŁAW DZIWISZ: Staram się wypoczywać czynnie. Gdy mam czas, albo dokładniej mówiąc, kiedy czas wygospodaruje mi mój sekretarz, wyjeżdżam na narty w nasze góry. Najczęściej do Białki Tatrzańskiej. Lubię na stoku rozmawiać z ludźmi. Podchodzą do mnie, robimy wspólne zdjęcia. Zawsze interesowała mnie piłka nożna. Gdy chodziłem do liceum w Nowym Targu, polubiłem narciarstwo i hokej. Mieliśmy przy liceum lodowisko i tam rozgrywaliśmy nasze mecze hokejowe. Do dziś kibicuję hokeistom Podhala Nowy Targ. To mi pozostało z czasów szkolnych.