Osiedlowy dom kultury na warszawskim Zaciszu. Na widowni tłoczno. Koncert daje Soyka Trio, czyli Sextet, najnowsza formacja Sojki, w kameralnym składzie. Perkusista Kuba Sojka jest kopią taty. Drugiego syna, Antka, z widowni nie widać, ale bez niego koncert by się nie odbył, bo to on dba o nagłośnienie. Antek i Kuba mają jeszcze szesnastoletnich braci bliźniaków: Janka i Marcina. Janek od muzyki woli rysowanie komiksów, ale Marcin już teraz chętnie wprawia się w grze na perkusji. Obaj mieszkają na wsi pod Olsztynem z mamą Iwoną, która skończyła Akademię Muzyczną, a dziś współpracuje z Teatrem Wiejskim Węgajty.

Przed laty, kiedy Kuba i Antek mieli 12 i 9 lat, Stanisław odszedł do innej kobiety. Tamten związek nie przetrwał, ale zainspirował pulsującą emocjami płytę „Radical Graża” i zmienił życie rodziny. Spotykamy się w klubie jazzowym Akwarium. Staszek, elegancki, w czarnym, dobrze skrojonym garniturze, nieustannie poprawia pąsowy szalik pod szyją. Synowie ubrani na sportowo, piją kawę. Miłe uśmiechy i deklaracja panów S. na wstępie: Nie zamierzamy się zwierzać. Strefa prywatna jest absolutnie zastrzeżona.

GALA: Macie już za sobą męską rozmowę o zasadach, życiowych rozterkach, uczuciach?

STANISŁAW SOJKA: Na nią jeszcze czas. Na razie dzieli nas zbyt duża różnica doświadczeń. Mnie się taka rozmowa przydarzyła, gdy dochodziłem czterdziestki i z tatą obaliliśmy pierwsze duże pół litra (śmiech). Przybliżyła mi tatę, a jego z kolei upewniła, że jestem poważnym mężczyzną. Ale z Kubą i Antkiem mieliśmy już trochę wspólnych prywatek. Zdarza się nam też dla rozluźnienia posiedzieć w gronie muzyków i pogadać.

GALA: Przestrzegasz synów przed błędami, które kiedyś popełniłeś?

STANISŁAW SOJKA.: Nie pouczam. Odebrali zasadnicze uzbrojenie – w asertywność, empatię, wrażliwość na drugiego człowieka. Do tego mają dekalog. To wystarczy. Przed popełnieniem błędów nie ustrzegły mnie ani rady rodziców, ani innych doświadczonych ludzi. Najpierw uważałem, że mnie nie dotyczą, później w ogóle nie orientowałem się, że ich potrzebuję. Jeżeli cokolwiek doradzam, to w sprawach handlowych, etyki w interesach, słowności, wiarygodności.

GALA: Co chłopcy odziedziczyli po tobie?

STANISŁAW SOJKA.: Cieszy mnie, że kilka fajnych rzeczy. To, co najważniejsze – miłość do życia i ludzi. Nie boją się świata i podobnie jak ja wierzą, że miłość wszystko zwycięży. Ale martwi mnie, że również kilka przyzwyczajeń, których lepiej, żeby nie dziedziczyli.

KUBA I ANTONI SOJKOWIE (razem): Późne wstawanie.

STANISŁAW SOJKA.: I zamiłowanie do decydowania o własnym czasie, co może nie jest wadą. Ale też lenistwo, z czym wiąże się konieczność jego nieustannego przezwyciężania. Obaj są palaczami. Mówiło się: nie zaczynaj. Niestety. I teraz chłopcy też już rzucają palenie.

ANTONI SOJKA.: Rzuciłem raz, ale aż na rok.

KUBA SOJKA.: To znaczy, że już umie rzucić (śmiech).Ja jeszcze nie próbowałem.

GALA: Czy Stanisław jest bardziej wymagający jako ojciec, czy jako szef?

KUBA SOJKA.: Nie ma różnicy. Kiedy zacząłem grać w zespole i dostawałem od taty burę, buntowałem się. Potem zdałem sobie sprawę, że to praca i nie ma przebacz. Tata jest szefem i nie zwraca uwagi bez powodu. Ochrzania nie mnie jednego. Jeśli coś zrobiłem nie tak, jak trzeba, muszę poprawić.

STANISŁAW SOJKA.: To się zdarza coraz rzadziej. Pracujemy razem już ponad trzy lata. Ja też nieraz biję się w piersi. Jak się zagalopuję, przepraszam. Antoni jest siódmym członkiem naszego sekstetu. Na początku był stage managerem, odpowiedzialnym za ułożenie urządzeń i instrumentów na scenie. Teraz zajmuje się stołem mikserskim, gdzie rozstrzyga się jakość przekazu.

ANTONI SOJKA.: Kiedy przyjeżdżamy na koncert, kończą się relacje tata–synowie. Obowiązuje pełna koncentracja. Jeśli coś partaczę, jest to natychmiast komentowane.

STANISŁAW SOJKA.: Akcja komandosów (śmiech).

GALA: Jesteś dumny z synów?

STANISŁAW SOJKA.: Jestem kapelmajstrem i cieszy mnie, że Kuba ze mną gra. Młody muzyk powinien praktykować z lepszymi, bardziej doświadczonymi od siebie. Tak było ze mną. Miałem szczęście pracować z mistrzami. Dzięki temu nauczyłem się rzeczy, których w szkole nie uczą. Szczęściem jest też mieć u boku takiego akustyka jak Antoni, który zna repertuar od podstaw. To orkiestra mojego życia!

GALA: Czy kiedyś zespół powiększy się o szesnastoletnich dziś bliźniaków Janka i Marcina?

STANISŁAW SOJKA.: Niewykluczone, gdyż obydwaj są niezwykle muzykalni. Jaś od dziecka wykazywał również talent plastyczny. Gdy miał sześć lat, narysował kredkami rosnącą na podwórku lipę w ośmiu fazach, od rana do wieczora, w zależności od oświetlenia. I Janek widzi inaczej. Najpierw rysował komiksy, teraz z przyjacielem, klatka po klatce, animują filmy. Marcin to wybitny piłkarz, tętno wyczynowe, i humanista. Ale także świetny rytmik. Gra na bębnach jak stary afrykański dobosz. W ciągu dnia ma trzy koncepcje, co chce robić w przyszłości. Więc co będzie dalej,nie wiadomo. Może się zdarzyć, że Antek i Kuba zechcą działać na własny rachunek. Już teraz mają własną grupę 12th Floor Records i majsterkują przy muzyce.

KUBA SOJKA.: Wiedza zdobyta od taty przydaje mi się podczas pracy z innym zespołem, rock’-n’rollową grupą Rajd Maszyn, którą tworzą chłopaki z trzech wsi pod Olsztynem. Właśnie nagrywamy płytę.

GALA: Najwcześniejsze wspomnienia o tacie?

 

KUBA SOJKA.: Zabiera nas na koncert, a ja chodzę po zakamarkach sceny w jakimś teatrze, po drabinach i rusztowaniach. Lubiłem te wyjazdy. Po próbie zawsze mogłem podejść do bębnów, dotknąć ich, uderzyć i posłuchać. Byłem oczarowany.

ANTONI SOJKA.: Tata nosi mnie na barana. Też pamiętam te koncerty. Chciałem dorównać Kubie, więc łaziłem za nim. Nie było to łatwe, bo zawsze ktoś mnie pilnował. Czasami udawało mi się uciec i w czasie występu potrafiłem się nagle pojawić na scenie. Tata przyjmował to ze spokojem. A kiedy miałem osiem lat, zatrudnił mnie do rozkładania anteny bezprzewodowej do gitary. Jaki ja byłem dumny! Na scenę przychodziłem pierwszy. Stawałem z anteną i mówiłem wszystkim, że tu będzie stała i potrzebuję gniazdka (śmiech).

GALA: Jakim ojcem był Staszek?

ANTONI SOJKA.: Innym niż wszyscy.

KUBA SOJKA.: Jak trzeba, surowym. Ale nie mam mu za złe, bo wiem za co. Zrobiłem coś głupiego.

GALA: Gdy z kolegą naciągaliście ludzi na ulicy na parę groszy? Miałeś 11 lat, dostałeś od ojca lanie.

KUBA SOJKA.: Niestety tak.

STANISŁAW SOJKA.: To ciekawe, bo w dzieciństwie zrobiłem to samo. Wyłudziłem od pani listonoszki dwa złote. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy. A ona wzięła mnie za rękę i z tą darowizną zaprowadziła prosto do mamy (śmiech).

KUBA SOJKA.: Ale z drugiej strony tata nas rozpieszczał. Często wyjeżdżał i przywoził prezenty. Głównie matchboksy, których nie można było kupić w sklepach. Miałem szczęśliwe dzieciństwo.

ANTONI SOJKA.: Zawsze wiedziałem, że mogę się do taty zwrócić, o wszystko zapytać. Gdy byliśmy mali, chodziliśmy do niego z Kubą „komisyjnie”, we dwóch. Stawaliśmy przed nim, a jeden mówił: Tato, mamy pytanie. Co to znaczy fuck you? Świadomość, że nie ma rzeczy, o którą nie możemy zapytać, była budująca. Do dzisiaj rozmawiamy z tatą o wszystkim.

GALA: O dziewczynach też?

KUBA i ANTONI SOJKA.: Oczywiście, zdarza się.

STANISŁAW SOJKA.: Ja też, i to nieraz, dostałem od chłopaków niespodziewanie silne i dojrzałe wsparcie.

KUBA SOJKA.: Nie wiedzieliśmy, że tatę wspieramy. Kierowała nami intuicja.

STANISŁAW SOJKA.: To była empatia, uznanie wagi moich problemów. Nie umiem ukrywać się z emocjami, uczuciami. Jeśli ktoś mnie zapyta, a ja poczuję autentyczną troskę tej drugiej osoby, szczerze odpowiadam. Sam również staram się wczytywać w te fale u najbliższych. A Kuba i Antoni są po prostu czułymi facetami. Gdyby nie chłopaki, przy moich skłonnościach prawdopodobnie bym się stoczył.

GALA: Mówisz o skłonnościach do uzależnień?

STANISŁAW SOJKA.: Nie chcę do tego wracać, ale tak. Dzieci są wielką nauką, doświadczeniem i darem. Kiedy urodził się Kuba, miałem 22 lata. Obawiałem się, czy w ogóle sobie poradzę jako ojciec. Ciągle poza domem, emocjonalna huśtawka. Kiedyś w samolocie żaliłem się starszej pani, że rzadko przebywam z synami. A ona mądrze poradziła: trzeba ilość przekuć w jakość. I udało się!

GALA: Ale również dlatego, że trafiłeś na mądrą kobietę, żonę, która po twoim odejściu tak dobrze wychowała synów.

STANISŁAW SOJKA.: Oczywiście, to nie byłoby możliwe bez niej. Mimo różnicy poglądów i krytycznych sytuacji zdołaliśmy zachować rodzicielską zgodę. Staliśmy murem, nie można było nami manipulować.

GALA: Po rozstaniu rodziców wyjechaliście z mamą z Warszawy na warmińską wieś. Antek miał wtedy 9 lat, Kuba 12. Co zyskaliście, a co straciliście?

KUBA SOJKA.: Straciliśmy kolegów, ale szybko zdobyliśmy nowych. Poza tym same zyski. Gdybym się nie wyprowadził z Warszawy, może byłbym teraz nabzdyczonym synem celebryty albo browniarzem chodzącym po klatkach.

ANTONI SOJKA.: Na początku było trudno. Do szkoły siedem kilometrów, a w Warszawie szkoła była naprzeciwko domu. Daleko do sklepu. Zimą śnieg po pachy.

KUBA SOJKA.: Wodę trzeba było nosić w wiadrze ze studni, do kąpieli gotować ją w garnku, a wcześniej pójść po drewno.

GALA: Nie złościliście się?

ANTONI SOJKA.: Ja się złościłem.

KUBA SOJKA.: A ja walczyłem z lenistwem. Teraz jestem szczęśliwy, że tam mieszkałem. To nie jest zwyczajna wieś, gdzie dom stoi obok domu, tylko kolonia – wielkie odległości między gospodarstwami. Chodziłem po lesie, spotykałem dziki, jelenie. Spędziłem tam piękne lata.

ANTONI SOJKA.: To nie było dzieciństwo przed ekranem komputera. Wychodzisz z domu, a przed tobą łąka, las. Dziesięcioletnia zielona szkoła.

GALA: Nie mieliście żalu do ojca, że was zostawił? Nie tęskniliście za nim?

KUBA SOJKA.: Tata nas nigdy nie zostawił. Zawsze mogliśmy na niego liczyć. Często do nas dzwonił, więc bolesnej tęsknoty nie odczułem.

ANTONI SOJKA.: Nie było to trudne, przyzwyczailiśmy się do jego nieobecności. Przecież stale wyjeżdżał.

GALA: Co dziś najbardziej lubicie razem robić?

KUBA SOJKA.: Grać z tatą. Nawet w kości.

STANISŁAW SOJKA.: Gramy w chińskiego tysiąca, zen. To gra losowa, nie hazardowa.

ANTONI SOJKA.: Wspólne koncerty. One się wiążą z podróżami, poznawaniem ludzi. Bardzo to lubię, może nawet kocham.

STANISŁAW SOJKA.: Lubię każdą chwilę, którą spędzamy razem. Na przykład wczoraj leżeliśmy na podłodze ze śmiechu, bo przeglądaliśmy archiwum z zarejestrowanym odcinkiem „Mamy cię!”, w którym zostałem oskarżony o plagiat.

GALA: Bywa, że Staszek mówi: Panowie, mam coś dobrego do jedzenia, wpadnijcie wieczorem?

ANTONI SOJKA.: Trafiony, zatopiony! Dokładnie tak jest: Wpadnijcie na kości, na jedzonko.

STANISŁAW SOJKA.: Ja też już byłem zapraszany, bo Antek potrafi parę rzeczy ugotować. Nawet dziczyznę.

KUBA SOJKA.: Czasami wykorzystujemy tatę do swoich projektów muzycznych: wpadnie i wymyśli melodyjkę, coś zaśpiewa.

GALA: Czy wolno go krytykować?

 

KUBA SOJKA.: Oczywiście, że tak.

ANTONI SOJKA.: To jest nawet oczekiwane.

STANISŁAW SOJKA.: Innej drogi nie ma. Choćby po to, by się wspierać i rozwijać, potrzebujemy wzajemnej krytyki. Gdy Kuba zaczął z nami grać, muszę przyznać ze wstydem, że nie rozstałem się jeszcze z rolą kaprala. Po którejś zbyt ojcowskiej frazie, którą mógłbym wydać trzynastolatkowi, powiedział: Tato, jeżeli chcesz, żebym się uczył samodzielności i świata, nie możesz być trepem. Zrozumiałem, że to ja muszę się teraz nauczyć, jak być z dorosłymi synami. Jeśli chcę pozostać z nimi w przyjaźni, koniec z wszystkowiedzącym kapralem. To był sygnał, że nie ma żartów. Dostałem szansę, zanim Kuba zdecydowałby się odwrócić ode mnie.

GALA: Za co podziwiacie ojca?

ANTONI SOJKA.: Jestem zafascynowany taty śpiewaniem. Choć znam te utwory od dziecka, wciąż słyszę nowe rzeczy.

KUBA SOJKA.: Za to, że odkąd pamiętam, w domu leciała zawsze świetna muzyka. Dzięki temu ukształtował się mój gust.

ANTONI SOJKA.: Tego jest bardzo dużo.

KUBA SOJKA.: Za to, że żyjemy (śmiech).