Przyzwoicie zagrany film o banalnej fabule, z niezłymi efektami specjalnymi? Nie. Na szczęście „Star Trek” to nie ostatnie trzy części „Gwiezdnych wojen”, czyli nudziarstwo z kilkoma udanymi sekwencjami walk. Przede wszystkim dlatego, że do akcji wpleciono elementy komediowe. Inżynier Rosjanin kaleczący angielski czy brytyjski komik Simon Pegg wypadają zabawnie na tle poważnej sytuacji. Sprawne są też dialogi. A główny aktor (Chris Pine) ma charyzmę. Dowodzi statkiem kosmicznym, który został zaatakowany przez niezidentyfikowany obiekt w kształcie kałamarnicy. Kapitan kałamarnicy chce pomścić rodaków, którzy wraz z planetą w kilka (dosłownie) sekund zamienili się w kosmiczny pył. Nie tylko dla miłośników science fiction.

„STAR TREK”, reż. J.J. Abrams, wyst. Chris Pine, Zachary Quinto, Eric Bana, w kinach od 8 maja