Karl Lagerfeld czuł się zakłopotany, gdy w 1997 roku obejrzał jesienno-zimową kolekcję Chloé stworzoną przez Stellę McCartney. Musiał przyznać w duchu, że niesłusznie czynił zarzut młodej projektantce: „Dyrektorem kreatywnym znanej marki powinien zostać ktoś z nazwiskiem. Ale nazwiskiem związanym z branżą mody, a nie muzyki” – mówił, kiedy 25-letnia Stella obejmowała prestiżowe stanowisko w znanym domu mody. Zmienił zdanie, gdy zobaczył na wybiegu modelki ubrane w seksowne, bardzo kobiece sukienki. Okazało się, że zaprojektowane przez Stellę ciuchy spodobały się młodym klientkom. „Francuski dom mody odżył dzięki utalentowanej Brytyjce. Choć jej propozycje nie są rewolucyjne, przyciągają uwagę kunsztownymi wykończeniami i prostą linią” – napisano w „The Washington Post”. Od tamtej pory o Stelli zaczęło być naprawdę głośno. Wszyscy chcieli nosić jej ubrania. Nawet Madonna, która wzięła ślub z Guyem Richie w sukni zaprojektowanej właśnie przez córkę eks-beatlesa. I co najważniejsze, sceptyczny jeszcze do niedawna Lagerfeld stał się jej fanem numer jeden!

KOBIECOŚĆ TO JEJ SPECJALNOŚĆ

Stella zawsze budziła dużo emocji. I to zanim stała się sławna. Wiele osób uważało, że wszystko, co osiągnęła zawdzięczała znanemu ojcu. To on miał pomóc jej w dostaniu się do prestiżowej uczelni St. Martin’s College i to on, podobno, załatwił, by na pokazie dyplomowej kolekcji córki wystąpiły Naomi Campbell i Kate Moss. Stella starała się jednak nie przejmować złośliwymi komentarzami. Robiła swoje. „Przywykłam już do tego, że inni wciąż wytykali mi to, z jakiej rodziny pochodzę. Ale cóż, przyzwyczaiłam się do tego” – wyznała. W 2000 roku rozstała się z domem mody Chloé z silnym postanowieniem, że stworzy własną markę, o której będzie sama decydować. „Już jako 12-latka wiedziałam, że będę projektantką. Wchodziłam do szafy mojej mamy i marzyłam, że ludzie zaczną kiedyś nosić moje rzeczy” – opowiadała w wywiadach. W 2001 roku zaprezentowała swoją pierwszą kolekcję sygnowaną nazwiskiem. Modelki miały na sobie obcisłe sukienki-koszule, kapelusze i obszerne T-shirty z dwuznacznymi napisami. Kolekcja nie spodobała się jednak dziennikarzom. „Gdzie jest kobiecość, która do tej pory była cechą charakterystyczną projektów McCartney?” – pisano. Stella od razu zareagowała na słowa krytyki. W kolejnym sezonie pokazała ultrakobiece szyfonowe sukienki i dopasowane marynarki. „To jedyna projektantka, która wie, co chcą nosić dziewczyny koło trzydziestki” – powiedziała stała bywalczyni jej pokazów, Gwyneth Paltrow. Świat mody oszalał na punkcie McCartney. Już na dobre!

100% NATURY

Jest jednak coś, co odróżnia Stellę od innych kreatorów. To ekologiczne spojrzenie na modę. Wręcz fanatyczne! „Moja mama ciągle mi tłumaczyła, że trzeba chronić środowisko za wszelką cenę. To dzięki niej nie jem dzisiaj mięsa i nigdy nie zacznę jeść! W pracy nie wykorzystuję skór ani futer. Jestem przeciwniczką zabijania zwierząt” – podkreśla na każdym kroku. Do szycia ubrań używa głównie jedwabiu i bawełny, ale tylko takiej, której włókna nie były zbierane przez dzieci zmuszane do niewolniczej pracy. Choć wszystkie jej dotychczasowe kolekcje były prawie całkowicie ekologiczne, McCartney postanowiła pójść o krok dalej. W zeszłym roku wprowadziła do nowojorskiego sklepu Barney’s linię odzieżową w 100 proc. naturalną. W tym roku postanowiła zrobić to samo, tylko że w Wielkiej Brytanii. Do jej butiku na Bruton Street i do słynnego Harvey Nichols trafi specjalna kolekcja na jesień/zimę 2009 wykonana wyłącznie z organicznych tkanin i barwiona naturalnymi metodami. „Chcę w ten sposób udowodnić kobietom, że mogą wyglądać oszałamiająco nie tylko wtedy, gdy owiną się zabójczo drogą etolą z norek. Prawdziwe piękno pochodzi bowiem z natury.