Uciec stąd jak najprędzej! – chodziło mi po głowie po pierwszych godzinach w centrum Sewilli w Niedzielę Palmową. Ale wszechobecny tłum porwał mnie i niósł wąskimi uliczkami. Poddałem się. Zresztą w labiryncie sewilskiej starówki trudno się połapać nawet w zwykły dzień. W czasie Semana Santa wiele przejść jest zamkniętych barierkami lub po prostu zablokowanych przez tłum. I choć przeklinałem ten tłum, to nieodparta siła kazała mi wracać na ulice starej Sewilli dzień po dniu w najgorętszym dla miasta okresie w roku.

Andaluzyjskie obchody Wielkiego Tygodnia naleza do najbarwniejszych na świecie. Nic dziwnego, że przyciągają coraz więcej turystów. Mieszkańców stolicy łatwo w tym czasie rozpoznać: mężczyźni paradują w czarnych garniturach, kobiety w falbaniastych długich sukniach i garsonkach z czarnymi woalkami. W sandałach i z plecakiem nie bardzo pasuję do odświętnego charakteru miasta. Na szczęście turystów jest więcej. I to pomimo wysokich cen w hotelach. Nawet poza świętami trudno tu znaleźć pokój za mniej niż 50 euro. W Wielkanoc za tę cenę dostaniemy co najwyżej łóżko w campusie uniwersyteckim.

Ze wszystkich stron miasta sciągają do katedry procesje pokutników (nazarenos). Każda reprezentuje jedno braterstwo, a procesja może liczyć nawet 2000 osób! Codziennie, od Niedzieli Palmowej do Wielkanocy, przez starówkę maszeruje ok. 6–7 takich pochodów. Pokutnicy są odziani w różnokolorowe habity (każde bractwo ma swój styl) i wielkie szpiczaste czapy. Niektórzy z nich całą trasę pokonują boso, w rękach trzymając wielkie świece. Ulubioną zabawą miejscowych dzieci jest – obok prośby o cukierek, czy pamiątkowy obrazek – ulepienie jak największej woskowej kuli. Głównym punktem procesji są dwie platformy: jedna przedstawia scenę z męki Jezusa Chrystusa, a druga Matkę Boską opłakującą syna. Niosą je na plecach costaleros, młodzi i krępi chłopcy. To ich praca jest najczęściej oklaskiwana przez gapiów. Manewrowanie ciężką i niestabilną platformą na wąskich i krętych uliczkach centrum miasta to prawdziwy majstersztyk. Chwieją się elementy dekoracji, figury i kwiaty, a costaleros krok po kroku – nie widząc nic spod plandeki – skręcają w kolejne uliczki. Emocje podgrzewają werbliści towarzyszący procesjom, a po udanym manewrze rozlegają się dźwięki trąb. Paso idzie dalej! To jeden z najbardziej efektownych momentów. Takich emocji nie ma nawet na odcinku ofi cjalnym, który zaczyna się od Plaza de la Campana, mija ratusz i kończy przejściem przez katedrę. Można tu zobaczyć wszystkie procesje danego dnia.

Dla złapania oddechu uciekam na chwile w boczne uliczki i docieram do ogrodów Alcázar. O dziwo jest tu cisza i spokój. Równie spokojnie jest na Plaza de España, ulubionym miejscu sewilczyków na niedzielne spacery. Wreszcie mogę bez przeszkód obejrzeć słynne kafelki przedstawiające hiszpańskie prowincje. Nie mniej znana jest pobliska Fabryka Tytoniu, rozsławiona przez Georges’a Bizeta jako miejsce pracy Carmen. Teraz mieści się tu uniwersytet. W głowie podświadomie kołacze mi melodia „Toreadora”. Na Plaza de Toros de La Maestranza jest zresztą niedaleko. Sezon korridy rozpoczyna się tradycyjnie w Niedzielę Wielkanocną. Na arenie o 17.30 wystąpi lokalna gwiazda: Manuel Jesús zwany „El Cid”.

Kulminacyjnym momentem Semana Santa jest noc z Wielkiego Czwartku na Wielki Piatek. To Madrugada. Od północy ruszają wtedy najważniejsze procesje. Wśród nich El Silencio, której uczestnicy poruszają się w całkowitym milczeniu. Od momentu, kiedy założą habity i czapki, mogą się porozumiewać jedynie za pomocą gestów. Po drugiej stronie rzeki Gwadalkiwir ruszają procesje z Triany, starej cygańskiej dzielnicy, z której wywodzi się flamenco. Nie dziwi więc, że podczas nich co rusz gra orkiestra lub ktoś rzewnie zawodzi z balkonu. Nocnym procesjom towarzyszą największe tłumy. Choć jest chłodno, to wszystkich rozgrzewa walka o jak najlepsze miejsca. Każdy chce dotknąć przechodzącej platformy. Nie wiem, jakim cudem udało mi się wyrwać z tej „bulli”, jak mawiają Andaluzyjczycy. Na sąsiedniej ulicy też było gwarno, ale ...dzięki klubom nocnym, barom i dyskotekom. Gdy jedni mieszkańcy Sewilli wpadają w ekstazę religijną, tuż obok po ulicach spacerują spragnieni dobrej zabawy hedoniści. Niektóre rzeczy nie zmieniają się od tysięcy lat. Za to jednych i drugich niebiosa godzą o poranku. Pada deszcz. A gdy pada, procesje są odwołane. W Wielki Piątek jest to szczególnie wymowne, gdyż sklepy są wtedy pozamykane, a na trasie straszą setki pustych krzeseł. Ludzie błąkają się bez celu uliczkami Sewilli, czekając na poprawę pogody. A za dwa tygodnie miasto znów będzie pełne turystów, chcących obejrzeć regionalne święto – Fiesta de Abril.