Kayah, wokalistka
Życzę wam wiernych czytelników, których nie trzeba kusić skandalami. Życzę wam nieustającej klasy i szacunku dla ludzkich historii. Ósemka to jest cyfra magiczna! W moje 8. urodziny dostałam w prezencie piękną bokserkę Bellę. Była miłością mojego życia. Nauczyła mnie odpowiedzialności i szacunku. Kiedy na rynku pojawiła się „Gala”, byłam inną kobietą niż teraz. Przez minione 8 lat wiele się w moim życiu zmieniło. Mój syn Roch poszedł do szkoły, spotkałam mojego nauczyciela duchowego, rozstałam się z mężem, pokonałam chorobę. Za każde szczęście i klęskę serdecznie losowi dziękuję. Wypracowałam również w sobie dystans i spokój. Jako człowiek stałam się bardziej wyrozumiała nie tylko dla innych, lecz także dla siebie. Zrozumiałam, że scena to nie jest prawdziwe życie, tylko dodatek do mozolnej codzienności. A im głupsze i bardziej skondensowane są ataki z zewnątrz, tym więcej mam siły i dumy z tego, gdzie jestem. W ciągu tych ośmiu lat wiele razy czułam smutek z powodu polskiej polityki. Zasmuciło mnie niewielkie poparcie dla Partii Kobiet i pobłażliwe uśmieszki za plecami jej działaczek. Miałam też kilka bardzo ważnych spotkań. Muzycznie pięknie spotkałam się z Anną Marią Jopek czy z Cesárią Évorą. Fantastycznym spotkaniem była praca z kwartetem Royal. Owocem tej pracy będzie płyta. A w życiu prywatnym? Poukładałam sobie świat. Więcej nie powiem. Wyśpiewam to wszystko na nowej płycie „Skała”

Maciej Zakościelny, aktor
Trudno podsumować te osiem lat, ponieważ mam poczucie, że jeszcze dobrze nie ruszyłem. Naturalnie niczego nie żałuję i oczywiście są fakty związane z tym czasem, których nie mógłbym zapomnieć. To był wrzesień 2001 roku – osiem lat temu. Pierwszy dzień na prawdziwym planie filmowym, serial „Plebania” i rola Marka Bednarka, którą bardzo polubiłem. Mimo że byłem studentem drugiego roku Akademii Teatralnej w Warszawie, podszedłem do tego zadania z lekką obawą. Wszystko miałem przemyślane, wymyślone, wyliczone... Jednak tuż po wejściu na plan zrozumiałem, że to nie ja jestem jedynym i najważniejszym elementem sceny. To była pierwsza lekcja tzw. praktycznego aktorstwa. Mam wrażenie, że teraz dopiero, gdy zbliżam się do trzydziestki, zamykam taki trochę szkolny etap mojego życia, w którym dotknąłem różnych gatunków mojego zawodu, jego smaków, odcieni, serialu, filmu, teatru i... powróciłem do muzyki. Odważyłem się na wiele rzeczy. Zrobiłem inwentaryzację mojego życia i robię swoje. Dobrze się czuję, wiem, czego nie chcę, bo wiem, kim jestem.

Monika Olejnik, dziennikarka
Dokładnie osiem lat temu zmieniłam kompletnie swoje życie i odeszłam z mojej ukochanej Trójki do Radia ZET. Trójka to było miejsce, z którym się utożsamiałam. Tam nauczyłam się zawodu, tam zostali przyjaciele. To była prawdziwa rewolucja w moim życiu. Życzę wam tej „rewolucyjnej odwagi”. Życzę wam też wysokiego nakładu, fantastycznych sesji zdjęciowych i mądrych wywiadów. Żeby „Gala” była nie tylko do oglądania, lecz także do czytania. Kiedy ja byłam w wieku „Gali”, na urodziny dostałam zegarek. Bardzo nie lubiłam go nosić. Uważałam, że to zamach na moją wolność. Właściwie dopiero niedawno zaczęłam nosić zegarki. Życzę wam, żebyście też na swój sposób byli wolni. Najważniejszą rzeczą, która mi się udała w ciągu tych 8 lat, jest to, że rzuciłam palenie. Poza tym zrozumiałam, że należy dbać o kondycję. Zaczęłam systematycznie ćwiczyć. Na siłowni jestem 3 razy w tygodniu, a mimo to nie wyglądam jak Pudzian. Dziwne, prawda? Najlepsza rzecz, która wydarzyła mi się w życiu prywatnym w ciągu tych ośmiu lat? To, że nie mam już programu o godzinie 23, lecz o 20. Życie rodzinne bardzo na tym zyskało. Najbardziej jednak dumna jestem z tego, że wciąż udaje mi się wstawać codziennie o 5.30. I że zwiedziłam kawał świata, że wciąż odkrywam coś nowego w moich ukochanych Włoszech. Żeby nie było zbyt miło, skrytykuję też te 8 lat. Bulwersują mnie media, to, że wkraczają w każdą chwilę życia znanego człowieka. Kiedyś tego nie było. Dziś czujemy się jak w domu Wielkiego Brata. I nie jest to przyjemne uczucie. Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądało moje życie za 8 lat, bo ja żyję teraźniejszością. Najdłuższa perspektywa to popojutrze. W ciągu tych ośmiu lat miałam też niezapomnianą minutę. Otóż na weselu znajomego spotkałam Hugh Granta. I olśnił mnie. Ale tylko na minutę. Wiele się zmieniło w rzeczywistości w ciągu tych ośmiu lat. Wszystko nabrało niewiarygodnej prędkości. Nowe technologie, internet rewolucjonizują nasze życie. Politycy też się zmienili. Są mniej inteligentni. Za to lepiej ubrani.

 

Martyna Wojciechowska, dziennikarka, naczelna „National Geographic”
Minione osiem lat? To świetny i niesamowity okres w moim życiu. „Gala” pojawiła się na polskim rynku, gdy moja kariera była w najbardziej dla mnie zaskakującym momencie. W ciągu jednego dnia z programu motoryzacyjnego wskoczyłam do najszybszego pociągu, jaki jeździł wtedy po Polsce. Był to czas pracy na planie „Big Brothera” – najpopularniejszego programu w historii polskiej telewizji. Moje życie stało się szaleństwem, a „Gala” towarzyszyła mi, relacjonując to, co się wtedy działo – pojawiłam się na drugiej w historii magazynu okładce (i później gościłam na niej jeszcze sześć razy!). Potem nastąpił moment gwałtownego wyciszenia i wystartował program „Misja Martyna” – do dziś najważniejszy dla mnie projekt telewizyjny – na planie uległam wypadkowi, złamałam kręgosłup, zginął mój operator i przyjaciel... „Gala” pisała zarówno o tych dobrych momentach (wyprawa do Kenii), jak i najgorszych. Potem druga seria „Misji Martyna” i znów dziennikarze „Gali” towarzyszyli mi na planie finału programu (w Maroku). Przed projektem „Everest” opowiadałam o swoich oczekiwaniach, po powrocie – jak wygląda świat z wysokości prawie 9 tys. metrów. Była też piękna sesja, gdy zostałam redaktor naczelną „National Geographic”. Przez ten czas zmieniłam się chyba nie do poznania. Na początku drogi, jak to dziś oceniam, byłam bardzo pewna siebie – pod ofensywnością ukrywając fakt, że tak naprawdę nie wiem, kim jestem. Momentem zwrotnym były narodziny mojej córki. Odkryłam w sobie ogromną pokorę, dystans, łagodność, ale też moc. Dopiero teraz nabieram prawdziwej pewności siebie. Nie chciałabym cofać czasu i znów poszukiwać, przeżywać rozterek, miłości, wzlotów i upadków. Jestem zadowolona. Życie nadal jest przede mną.

Małgorzata Kożuchowska, aktorka
Wiele się u mnie w ciągu tych ośmiu lat zmieniło. To był dobry okres, a zmiany dotyczyły zarówno życia prywatnego, jak i zawodowego. Przede wszystkim wyszłam za mąż. To jedna z najważniejszych decyzji, jakie podjęłam w życiu. Stałam się dojrzalsza. Jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za drugą osobę, czyli za Bartka, mojego męża. Już nie jestem ja, tylko jesteśmy my. W czasie tych ośmiu lat zmieniłam teatr. Pierwsze kroki na scenie Teatru Dramatycznego stawiałam jeszcze jako studentka w 1994 roku. Wtedy każda, nawet najmniejsza rola cieszyła mnie i przynosiła satysfakcję. Po jakimś czasie poczułam jednak, że czegoś zaczyna mi brakować. Potrzebne mi były coraz trudniejsze zadania, coraz większe role. Stawałam się coraz bardziej świadoma siebie i tego, czego chcę. Kiedy więc Jerzy Jarocki zaproponował mi w 2003 roku udział w „Błądzeniu” w Teatrze Narodowym, poczułam, że to jest to, na co czekam, za czym tęsknię, że zacznie się dla mnie coś ważnego. I tak się stało. W następnym przedstawieniu Jarockiego „Kosmos” wystąpiłam już jako aktorka Teatru Narodowego. Wielkim zaskoczeniem zawodowym jest dla mnie nieprzerwana praca w serialu „M jak miłość”. Nigdy nie przypuszczałam, że będę w stanie związać się z jakąkolwiek rolą czy produkcją na parę lat. A Hankę Mostowiak gram już dziewięć! Od początku ta rola była pisana z myślą o mnie, więc podejście Hanki do życia, jej priorytety, stosunek do ludzi, są mi bliskie. Tą rolą potwierdzam to, co sama uważam w życiu za ważne. Myślę, że każdy, nie tylko ja, chciałby poukładać sobie pewne rzeczy: mieć czas dla rodziny, na spełnianie swoich pasji i zawodowych ambicji, być w dobrych relacjach z rodzicami, teściami, najbliższymi ludźmi. Mamy duży wpływ na nasze życie. Trzeba o nie walczyć. I dokonywać wyborów. Ja tęskniłam za harmonią i chyba udało mi się ją osiągnąć. Życzyłabym sobie kolejnych trudnych, ciekawych ról. I sił, żebym mogła im sprostać. A „Gali” życzę, żeby nigdy nie zabrakło jej inspiracji i interesujących tematów. A także wiernych czytelników, bez których wasza praca nie miałaby sensu.

Michał Wiśniewski, wokalista
Bardzo szybko upłynęło te osiem lat – zarówno wam, jak i mnie. Właśnie sobie uświadomiłem, że moje pierwsze „maleństwo” idzie do pierwszej klasy. Kiedy rodziła się „Gala”, kiedy spotykaliśmy się na pierwszych wywiadach, razem z zespołem Ich Troje odnosiliśmy nasze największe sukcesy. Cieszę się, że wy również cały czas się rozwijacie, że idziecie do przodu i jesteście takim constans na naszym prasowym rynku. A co najważniejsze, cały czas trzymacie poziom. Mam nadzieję, że przed wami i przede mną następne dobre lata. I że za kolejnych osiem lat również wspólnie będziemy świętować! Nie pamiętam, niestety, co dostałem na swoje ósme urodziny, ale „Gali” chciałbym sprezentować przede wszystkim ciekawych i inteligentnych rozmówców. Życzę wam tego z całego serca i trzymam kciuki za dalszy rozwój! Wszystkiego, co najlepsze dla was i waszych czytelników!

Urszula, wokalistka
Osiem lat, dziewięć okładek „Gali”, kawał życia. W połowie tych ośmiu lat zaliczyłam najtrudniejszy moment mojego życia. Ważyłam wtedy 80 kilogramów – a zawsze byłam dość filigranowa i nigdy nie miałam nadwagi – więc mój wygląd od razu mówił, że coś niedobrego dzieje się wewnątrz. Czułam się kiepsko psychicznie, a tych, którzy chcieli mi pomóc, odpychałam. Potrzebowałam czasu, żeby się sama pozbierać. Obok chwil trudnych w ciągu ostatnich ośmiu lat były też szczęśliwe. Największe szczęście to mój mały syn Szymon. Powtórne macierzyństwo bardzo mnie zbliżyło do mnie samej, do tego dziecka we mnie. Czytałam, że tak się dzieje, ale zanim na świecie pojawił się Szymon, to była dla mnie abstrakcja. Czuję, że dzięki niemu psychicznie bardzo odmłodniałam, uczę się od niego radości i ciekawości. Staram się nie zanudzać go uwagami, jestem bardzo wyrozumiałą matką. A wszystko, co jest związane z moim synem, zachwyca mnie. Ostatnie lata to dla mnie także odkrycie, że brakuje mi moich korzeni. Wracam do Lublina, do mojej mamy, chodzę do sąsiadów i nawet ich zaczepiam, bo oni często nie mają śmiałości, by do mnie podejść. Kiedy byłam ostatnio u mamy przez tydzień wakacji, odświeżyłam kilka dawnych znajomości. To było mi potrzebne. Im jestem starsza, tym bardziej tego łaknę.

 

Alicja Resich-Modlińska, pierwsza redaktor naczelna „Gali”
Wydawnictwo G+J wybrało mnie na naczelną „Gali” po profesjonalnym przebadaniu rynku medialnych osobowości w Polsce. Pierwsza okładka „Gali” była ze mną, jeszcze wtedy w tygodniku ,,Halo”, w którym zapowiadaliśmy przekształcenie go w „Galę”. Towarzyszyła temu akcja promocyjna. Największym hitem okazała się okładka z Joanną Kurowską i jej maleńką córeczką. Musiałam namawiać Joasię na ten materiał, bo nie należy do osób prących na media. Współpracowałyśmy ze sobą długie lata przy wielu moich programach telewizyjnych. Ona mówiła na mnie „matka sukcesu”, a ja na nią „matka okładka”, bo dzięki niej powstał wzorzec z Sèvres okładki ,,Gali” – sławna matka o blond włosach z dziecięciem na ręku. Najlepszą decyzją, jaką podjęłam w „Gali”, było nadanie dużego znaczenia rubryce towarzyskiej. Galaktyka miała starannie dobierane zdjęcia i rzetelne komentarze. ,,Bywanie” w Galaktyce było w dobrym tonie, co wpłynęło na rozwój „rynku gwiazd”. Czy w Polsce są gwiazdy? Tajemnica tkwi w jakości człowieka. Są u nas gwiazdy wielkiego formatu, ale ich to gwiazdorzenie zupełnie nie interesuje. Dla mnie największą gwiazdą w Polsce jest Krystyna Janda. Jej korzenie sięgają sztuki, sposobu bycia, talentu i pracowitości. Życzyłabym gwiazdom, żeby miały takie miejsce, na jakie zasługują. Bo jeżeli są prawdziwe, a nie sztuczne, to należy je za to lubić i szanować, a nie szczuć, podglądać, wyżywać się na nich. Do „Gali” mam stosunek uczuciowy, jak do dziecka. Życzę jej oryginalnych bohaterów, którzy hojnie obdarzą czytelników swoją osobowością i szczerością. Fajnie jest szczerze rozmawiać. To jedna z największych przyjemności w życiu. Taka rozmowa jest możliwa w „Gali”.