GALA: Masz kilkadziesiąt medali, tysiące wielbicieli, nawet wywalczoną sportową emeryturę za brąz na igrzyskach w Atenach... Po co ci był ten „Taniec z gwiazdami”?

SYLWIA GRUCHAŁA: Lubię aktywne życie. Po igrzyskach w Pekinie mam trzy miesiące przerwy w sporcie. Zawsze chciałam zacząć naukę tańca, ale nigdy nie miałam czasu. Przyjęłam tę propozycję z uśmiechem na twarzy.

GALA: A jak przyjęłaś porażkę?

SYLWIA GRUCHAŁA: Sport i program rozrywkowy to dwa różne światy. To szermierkę uważam za swoją pracę. Ciężko pracuję i czuję się za to odpowiedzialna. „Taniec z gwiazdami” to była gra, zabawa, wyzwanie, coś nowego, kolejne doświadczenie. Tego, że odpadłam, nie traktuję jako porażki, ponieważ gdybym wygrała, nie uważałabym tego za swój sukces. W zabawie nie ma zwycięzców ani pokonanych. W sporcie – tak. W szermierce wszystko jest w moich rękach. W tym programie oceniali mnie inni. Uważam, zresztą nie tylko ja, że bardzo dobrze zatańczyłam, ale i tak odpadłam. Nie miałam na nic wpływu. Zdecydowali widzowie, jury.

GALA: Żałujesz?

SYLWIA GRUCHAŁA: Nigdy niczego nie żałuję. Dla mnie to była szkoła życia. Przeprowadziłam się na miesiąc do Warszawy, do obcego miasta. Nie znałam prawie nikogo. Trudne doświadczenie. Ale też poznałam mnóstwo fantastycznych dziewczyn: Kasię, Ankę, Agatę, Natalię. Zżyłam się z nimi, było dużo radości i śmiechu.

GALA: A treningi z Rafałem?

SYLWIA GRUCHAŁA: Cieszę się, że mogłam tańczyć z Rafałem Maserakiem. Uwielbiam go, choć na treningach mi nie odpuszczał. Było ciężko! Nadal boli mnie szyja, a stopy mam opuchnięte. Nie spodziewałam się, że to taki ogromny wysiłek. W tańcu pracuje zupełnie inna partia mięśni niż w dzień. W tańcu pracuje zupełnie inna partia mięśni niż w szermierce. Moje ciało jest za „luźne” do tańca, dlatego tańcząc, mam problemy z utrzymaniem równowagi. Na początku Rafał musiał mnie mobilizować. Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, każdego dnia po 7–8 godzin, mogliśmy się poznać, porozmawiać na wiele tematów. Uwierzyłam, że mistrz Maserak może mnie nauczyć tańczyć.

GALA: I zdążył?

SYLWIA GRUCHAŁA: (śmiech) On naprawdę jest dobry.

GALA: „Bezkompromisowa, ma niewyparzony język, mówi, co myśli”. To o tobie.

SYLWIA GRUCHAŁA: Pełna sprzeczności – tak bym się określiła. Z jednej strony łagodna, delikatna, wrażliwa. Z drugiej – jestem łobuzem. Jak trzeba walnąć pięścią w stół, robię to. Czasami zaskakuję ludzi, bo jak się wkurzę, potrafię być bardzo ostra.

GALA: Słyszeliśmy twoją ostrą opinię o sytuacji w Polskim Związku Szermierczym: o pijaństwie, libacjach, lekceważeniu zawodników, prywatnym folwarku prezesa.

SYLWIA GRUCHAŁA: To nie była wypowiedź spontaniczna. Wcześniej wszystko bardzo dokładnie przemyślałam. I nadszedł czas, że musiałam wreszcie powiedzieć to głośno: w polskiej szermierce jest źle. Zrobiłam to celowo. Uważam, że jestem odważna. Tylko takie osoby, walczące o prawdę, mogą do czegoś dojść w życiu. Dlatego żyję w zgodzie ze sobą.

GALA: Zdarza ci się myśleć o konsekwencjach swoich słów?

SYLWIA GRUCHAŁA: Publiczne pranie brudów jest nieeleganckie, wiem, ale nie było wyjścia. Wielokrotnie rozmawiałam z trenerem, ale ciężko mi było do niego dotrzeć. Nie mogłam milczeć, bo ta sytuacja dotyczyła mnie osobiście. Mam 27 lat i nie czuję się spełniona zawodowo. Wiem, że mam wielki talent, ale jeszcze nie do końca go wykorzystałam. Jeśli nic się nie zmieni w związku, nie będę mogła się rozwijać. Po igrzyskach olimpijskich w Pekinie poczułam się przegrana w sporcie.

GALA: Przesadzasz.

SYLWIA GRUCHAŁA: Poniosłam porażkę!

GALA: Tadeusz Pagiński, twój trener, mówił, że sama sobie „zawdzięczasz” tę porażkę, bo zbyt dużo czasu poświęcałaś swojemu narzeczonemu.

SYLWIA GRUCHAŁA: Nawet nie będę tego komentować.

GALA: Spróbuj.

SYLWIA GRUCHAŁA: Trener przyzwyczaił się do tego, że może wpływać na moje życie prywatne. Zawsze go słuchałam, ale w końcu przekroczył granice. Już nie mam 12 lat. Jestem dorosłą osobą, młodą kobietą i chcę sama o sobie decydować.

GALA: Masz świadomość, że będziesz musiała zmienić trenera?

SYLWIA GRUCHAŁA: Mam świadomość, że czasem mogę kogoś urazić. Powiedzieć coś, co zaboli.

GALA: Dwa dni temu twój trener przez telefon powiedział mi: „Nie znam tej pani. Wyrzuciłem ją z mojej komórki, z mojej pamięci, z mojego życia”.

SYLWIA GRUCHAŁA: ... (milczenie)

GALA: Zabolało?

SYLWIA GRUCHAŁA: To, co ci powiedział, świadczy o tym, że w jakiś sposób mogłam go zawieść. Zabolały mnie te słowa, ale trener mnie też zawiódł... (milczenie). To wszystko nie jest takie proste. Między trenerem i zawodnikiem jest relacja: szef – pracownik, ale także po wielu wspólnych latach rodzi się silna więź. Nie skończyłam 12 lat, gdy zaczęłam trenować szermierkę. Miałam różnych opiekunów, ale trener właściwie od początku gdzieś tam był z boku, czuwał nade mną, doradzał. Przez ostatnie siedem lat trenowaliśmy razem. Małe dziecko jest wpatrzone w swojego mistrza jak w obrazek. Szybko rozumie, że jeśli chce odnieść sukces, musi mu zawierzyć, zaufać.

GALA: I zaufałaś.

SYLWIA GRUCHAŁA: Cały czas pamiętam, że naprawdę bardzo dużo mu zawdzięczam. To on nauczył mnie fechtunku, pokazał filozofię tego sportu.

GALA: Dlatego teraz czujesz żal?

SYLWIA GRUCHAŁA: Żałuję, że nasza wspólna praca, nasza przeszłość tak się zakończyła. Wolałabym rozstać się z trenerem w dobrej komitywie. Stało się, trudno, tak bywa.

GALA: Lubisz się?

 

SYLWIA GRUCHAŁA: Czasami nie bardzo.

GALA: Kiedy?

SYLWIA GRUCHAŁA: Czasami wydaje mi się, że jestem bardzo słaba. Ta słabość polega na tym, że u mnie nie ma nic pomiędzy. Żyję na maksa. W uczuciach jestem maksymalistką – albo cholernie szczęśliwa, albo zupełnie zdołowana. Mam huśtawki nastrojów i tego u siebie nie cierpię. Lubię, kiedy jestem poukładana, mam wolę do życia, mnóstwo energii. Nie lubię, kiedy mam słabsze dni, źle się czuję i nawet nie wiem dlaczego. Niby wszystko układa się tak, jak chcę, ale coś mnie dręczy. Wtedy zaszywam się w domu, nie wychodzę – i to jest najgorsze – ucieczka od ludzi. Pracuję nad tym. Ostatnio, jak mnie dopadło, od razu złapałam za telefon, zadzwoniłam do przyjaciółki, wygadałam się i kryzys minął.

GALA: Chłopcy mają w genach wolę walki. Co sport daje atrakcyjnej dziewczynie?

SYLWIA GRUCHAŁA: Poczucie wolności przede wszystkim. Walcząc, osiągasz taki stan emocjonalny, jakiego doświadczasz tylko w głębokiej koncentracji, wyciszeniu wewnętrznym. To rodzaj euforii, uwielbiam to uczucie. Na pewno sport dowartościowuje mnie jako kobietę.

GALA: Daje przewagę nad mężczyznami?

SYLWIA GRUCHAŁA: Nie chcę jej mieć. Długo szukałam mężczyzny, którego nie mogę zdominować. Z natury jestem osobą władczą. W poprzednim związku zawsze musiało być tak, jak ja chcę, nie potrafiłam ustępować nawet w drobiazgach. To ma katastrofalne konsekwencje. Mój były partner zaczął żyć moim życiem. Cały swój czas, całą swoją energię i uwagę skupił na mnie. W pewnym sensie sama do tego doprowadziłam, ale nieświadomie. Nie kontrolowałam swojej dominacji. Poświęcenie w związku jest fajne, ale są granice, których nie należy przekraczać. Każdy musi mieć swój świat, swoje zajęcia. Nawet w najbardziej szalonej miłości nie wolno zapominać o sobie.

GALA: Dlatego po pięciu latach odeszłaś?

SYLWIA GRUCHAŁA: Uczucie się wypaliło, miłości już nie było. Wolałabym, żeby ta druga osoba powiedziała mi: „Żegnaj, mam cię dość”. Psychicznie byłoby mi łatwiej się rozstać. Trudno patrzeć na kogoś, kogo kochałaś i kto cierpi z twojego powodu.

GALA: Masz w sobie trochę litości.

SYLWIA GRUCHAŁA: Strasznie mnie to bolało. Przez pięć lat byliśmy bardzo blisko, dzień w dzień, mieszkaliśmy razem. Ale z drugiej strony, patrząc na znajome pary, widziałam, że ludzie często zostają razem na siłę, z litości, bo boją się samotności, zaczynania wszystkiego od nowa. Też się bałam, ale w końcu zdecydowałam się na rozstanie i nie żałuję. Jestem z siebie dumna. Najtrudniejszy moment przeżyłam, kiedy zamieszkałam sama. Wynajęłam mieszkanie, źle się tam czułam. Cały czas włączona głośna muzyka, telewizor grający non stop, byle tylko zagłuszyć ciszę. Nie potrafiłam zostać sama z własnymi myślami.

GALA: A teraz?

SYLWIA GRUCHAŁA: Jest inaczej. Może to wynika z mojej dojrzałości? Mam już 27 lat! Jestem bogatsza o jakieś doświadczenia, może bardziej świadoma swojej kobiecości? Luigi, mój partner, to Włoch, jest dziewięć lat ode mnie starszy, silniejszy psychicznie. Bardzo długo o mnie walczył. Spotkaliśmy się na zawodach szermierczych, byłam wtedy jeszcze dzieckiem, miałam 16 lat. Nie byłam gotowa ani na związek na odległość, ani na miłość dojrzałego mężczyzny. Aż w końcu dwa lata temu zaryzykowałam i to był strzał w dziesiątkę.

GALA: Co to znaczy zaryzykowałaś?

SYLWIA GRUCHAŁA: Zmieniłam całkowicie moje życie. Kupiłam własne mieszkanie, urządziłam je tak, jak chciałam. Mam związek na odległość, jesteśmy razem mniej więcej dziesięć dni na miesiąc, w dwóch „porcjach”. Latamy samolotem między Neapolem a Gdańskiem. Dzieli nas też bariera językowa. Luigi nie mówi po polsku, ja nie mówię po włosku, rozmawiamy po angielsku. Przyszedł taki moment, kiedy wydawało mi się, że to nie ma sensu. Rozstaliśmy się na pięć miesięcy, ale ta miłość okazała się silna. Zapisałam się na lekcje włoskiego...

GALA: Czyli masz konkretne plany?

SYLWIA GRUCHAŁA: Chcę jechać do Włoch, już się zdecydowałam. Nie można w nieskończoność ciągnąć związku na odległość. Ważna jest bliskość, takie zwyczajne bycie ze sobą, spędzanie razem czasu, budzenie się obok siebie. Drobiazgi dnia codziennego cementują, wtedy rodzi się przyjaźń potrzebna w miłości. Wierzę, że wszystko można pogodzić. Mogłabym trenować we Włoszech, ale walczyć dla Polski, to tylko kwestia organizacyjna, ale mój związek musiałby się zgodzić na taki układ. Na razie jestem jeszcze zmęczona, a w takich stanach nie podejmuję żadnej ważnej decyzji. Mam jeszcze dwa miesiące przerwy w sporcie, potem wszystko poukładam.

GALA: Jesteś skazana na zaczynanie od początku. Kolejny raz w życiu.

SYLWIA GRUCHAŁA: Miałam sześć lat, gdy zostałam w Polsce z tatą, mama wyjechała do Stanów. Od 21 lat nie mieszkamy razem. Kiedyś miałam do niej żal. Teraz jej przebaczyłam. Każdy człowiek ma prawo do wyboru. Ona dokonała swojego. Dużo czasu minęło, zanim to wszystko sobie poukładałam. Wiem, że jej również nie było łatwo. Mam dużą rodzinę, dwie siostry, brata, mama miała 39 lat, gdy mnie urodziła, jestem najmłodsza. I cieszę się, że jestem, podobno w późnym wieku rodzą się dzieci utalentowane (śmiech). Bardzo za nią tęskniłam jako dziecko i właściwie nadal tęsknię. Wolałabym ją mieć blisko, ale cóż...

GALA: Szybko się zahartowałaś.

 

SYLWIA GRUCHAŁA: Tata kochał mnie strasznie. Wierzył we mnie, był dobry, bardzo wrażliwy i tym mnie zaraził. Zmarł, jak miałam 15 lat. Musiałam sama decydować za siebie. Skupiłam się na sporcie, na sukcesie i osiągnęłam go. Puchary, medale, dożywotnia emerytura – to nie jest ważne. Osiągnęłam sukces osobisty, jestem dumna z siebie, że wybrałam taką drogę. Gdyby mama mnie wtedy nie zostawiła, może nie byłabym tym, kim jestem? Nie wiem. Moje dzieciństwo to samodzielność, bunt i walka o swoje. To mi dało siłę i niezależność. Dlatego irytuje mnie, gdy ktoś z rodziny wypowiada się krytycznie na temat moich decyzji, ocenia moje wybory. Nie pozwalam na to.

GALA: Masz przyjaciół?

SYLWIA GRUCHAŁA: Dwie przyjaciółki i mnóstwo koleżanek. Może z powodu braku mamy miałam niedosyt kobiecej energii, czułości, miękkości. Wierzę w kobiety, zabiegam o nie, lubię się z nimi spotykać, dbam o te relacje.

GALA: Każdy potrzebuje pomocy, rady.

SYLWIA GRUCHAŁA: Wtedy mówię wprost: „Potrzebuję pomocy, powiedz, co o tym myślisz”. Proste. Sama staram się nie oceniać ludzi, nie podważać ich osobistych wyborów. Zakładam, że jeśli ktoś podjął taką, a nie inną decyzję, to znaczy, że w tamtym momencie życia tak musiał postąpić. Nie lubię, kiedy krytykuje się moje życie osobiste, sama nie wchodzę z butami w prywatne sprawy innych. Nauczona własnym doświadczeniem, staram się być sprawiedliwa dla siebie i dla innych.

GALA: Co po „Tańcu z gwiazdami”?

SYLWIA GRUCHAŁA: Na razie chcę pojechać na wakacje, muszę trochę odpocząć, pozbierać myśli. Bardzo też chcę pójść na kurs gotowania. Nie gotuję, potrafię zrobić jajecznicę, a naleśniki to już szczyt moich możliwości. Luigi robi podstawowe pasty. Chcę być bardzo dobra w kuchni, zapraszać z Luigim gości na kolację i karmić ich tak, żeby wychodzili zadowoleni. To będzie mój wielki sukces.

GALA: Ambitne zadanie przed wyjazdem do Włoch!

SYLWIA GRUCHAŁA: (śmiech) Z wiekiem łagodnieję. Już nie chce mi się o wszystko ze wszystkimi walczyć. Skupiam się na marzeniach. W przyszłości chcę zawalczyć tylko o rodzinę. Teraz mam taki cel.