GALA: Panie Maćku, zwykł pan mówić o sobie: „Jestem smakoszem i żarłokiem”.

MACIEJ NOWAK: Chyba nawet bardziej żarłokiem. Bardzo lubię jeść, chociaż nigdy w monstrualnych ilościach. Raczej często próbuję. Podczas podróży poznaję świat poprzez jedzenie. Zawsze poszukuję rozmaitych lokalnych specjałów. Uwielbiam odnajdywanie nowych, nieznanych smaków, a nawet konfrontowanie się z potrawami, o których myślałem, że nigdy ich nie wezmę do ust.

GALA: O czym pan tak myślał?

MACIEJ NOWAK: Kilka lat temu widziałem w Iranie duszone baranie łby wystawione w brytfannach na barowych ladach. Wtedy nie miałem odwagi spróbować. Może dlatego, że byłem tam sam i czułem się trochę niepewnie, nie wiedziałem, jak na te łby zareaguję. Ostatniej jesieni pojechaliśmy z przyjaciółmi do Stambułu. Specjalnie szukałem tych łbów i znalazłem. Zjedliśmy każdy po jednym. Nie ma tam dużo mięsa, ale to, co jest, jest bardzo różnorodne. Móżdżek, ozorek, mięśnie policzkowe. Oczy bardzo ciekawie smakują. Mało tego...

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Aż boję się dalej słuchać...

MACIEJ NOWAK: Byłem potwornie zacięty, żeby poznać smak łba do końca. Zacząłem dobierać się sztućcami do przestrzeni zatokowych. Udało się, rozwaliłem i widzę, że jest tam coś ciemnego. Wziąłem kawałek do ust, poczułem potwornie gorzki smak i uświadomiłem sobie, że to był glut tego barana.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Aż tak odważna bym nie była, choć lubię eksperymentować. Dopiero trzy tygodnie temu pierwszy raz w życiu jadłam ryby. W moim domu nie ma takiej tradycji, mama była na nie uczulona. Do tej pory nie przekonałam się też do owoców morza. Nie lubię niczego gumowego, czego nie mogę pogryźć. Nawet nie chcę patrzeć na małże czy ośmiornice.

MACIEJ NOWAK: Ale pani dopiero niedawno odkryła ryby i jestem przekonany, że gdybyśmy poszli na dobre sushi i gdybym powoli wprowadzał panią w ten świat...

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Jem sushi wegetariańskie albo z grillowaną maślaną rybą i wtedy mi smakuje. Surowe nie, nawet próbowałam ostatnio z łososia.

MACIEJ NOWAK: Pokazałbym pani kilka dobrych miejsc. Jestem pewien – oszalałaby pani. To idealna dieta dla osób, które tak jak pani muszą zawodowo dbać o szczupłą figurę. Mnóstwo białka, a do tego niezwykłe smaki.

GALA: Kamilo, czy pani najchętniej odżywia się przysłowiowym liściem sałaty i wodą mineralną, jak większość modelek?

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Nigdy tak nie było, bo zawsze dbałam o zdrowie. Chcę zajść w ciążę, urodzić zdrowe dziecko. Widzę, co się dzieje z moimi koleżankami, które stale się głodzą. Mają zaniki pamięci, mięśni, anemię. Zawsze byłam naturalnie szczupła, nie miałam problemów z wagą. Raz tylko, trzy lata temu, trochę przytyłam i musiałam ograniczyć jedzenie. Ale to nie była ostra dieta. Nie jadłam tylko słodyczy, białego pieczywa, ziemniaków, nad czym najbardziej ubolewałam, bo je uwielbiam. Tylko dwa miesiące miałam takie ograniczenia i wystarczyło.

GALA: Liczenie kalorii to obsesja nie tylko modelek. W dzisiejszych czasach wypada być szczupłym.

MACIEJ NOWAK: Mam nadzieję, że to myślenie o ciele jednak się zmienia. Świadomość społeczna jest coraz większa. Cieszę się, że wicemiss Wielkiej Brytanii jest piękną, puszystą dziewczyną. W niektórych reklamach także czasem widzimy nieco grubsze panie.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Ludzie winią modelki, że tyle dziewczyn popada w anoreksję, dochodzi do tragedii. A my nie mamy nic do powiedzenia, jesteśmy tylko narzędziem. Jeżeli ja przytyję, na moje miejsce wejdzie tysiąc innych dziewcząt. Karl Lagerfeld, który przez 40 lat wybierał do pokazów szczupłe modelki, nagle nie weźmie puszystej. Żeby zmienić myślenie projektantów, przemysłu modowego, wszystkie modelki na świecie musiałyby się zbuntować. To nierealne.

GALA: Często spotyka się pani z zazdrością innych kobiet?

KAMILA SZCZAWIŃSKA: W Polsce często słyszę docinki: „Jaka chuda, zaraz się złamie”. Kiedyś byłam na koncercie, a pani siedząca za mną mówi: „O Boże, skóra i kości zasłaniają mi widok”. Kobiety potrafią być bardzo złośliwe, nawet okrutne. Mam mnóstwo kolegów i bardzo mało koleżanek. To przyjaciółki od wielu lat, zanim jeszcze zaczęłam pracę jako modelka.

GALA: Te złośliwe kobiety marzą, żeby być tak szczupłe jak pani.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Może. Zwykle tak się zachowują kobiety otyłe. Taka była ta pani na koncercie. I co miałam zrobić? Wstać i powiedzieć, że jest grubasem? Ciekawe, jak by się poczuła. Nie każdemu muszę się podobać, ale bolą mnie takie reakcje.

MACIEJ NOWAK: Dzisiaj żyjemy w kulturze opętanej przez kult ciała – i to w obie strony. Pani słyszy o sobie „skóra i kości”, a ja, że jestem obleśnym grubasem. Czuję się dobrze z moją fizycznością i nie zamierzam tego zmieniać.

GALA: Był pan kiedyś na diecie? A jeśli tak, to z jakim skutkiem?

MACIEJ NOWAK: Przy pierwszej próbie, jak miałem dwadzieścia lat, to nawet było skuteczne. Każda kolejna dieta kończyła się tragicznie. W punkcie dojścia byłem grubszy niż na początku. Dziesięć lat temu doszedłem do wniosku, że to kompletnie nie ma sensu. Musiałbym tyle zmieniać w swoim życiu, filozofię kontaktowania się z ludźmi, myślenie o sobie, a ja wcale nie chcę tego robić. Jestem, jaki jestem, i naprawdę nie chcę stać się kimś innym.

 

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Całe życie ubolewałam, że jestem taka szczupła. Do niedawna nie pokazywałam nóg, wydawało mi się, że są za chude. W szkole czułam się za wysoka, za chuda, miałam za długie ręce.

MACIEJ NOWAK: Też miewałem młodzieńcze kompleksy. Dzisiaj jestem stary, ale dalej nie za bardzo lubię rozbierać się na plaży.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Tylko w Polsce czuję się za wysoka i za chuda. Jadę do Stanów, Francji, Brazylii i tam rozkwitam, czuję się ładna, kobieca. Mężczyźni, kobiety potrafi ą podejść na ulicy i powiedzieć: „Ładnie pani wygląda” albo: „Ma pani ładną sukienkę”. W Polsce takie sytuacje się nie zdarzają. Jedyne, co można usłyszeć, to:„Masz zniszczone włosy, brzydkie paznokcie”. Wszyscy są wobec siebie na nie.

MACIEJ NOWAK: To także moje doświadczenie. Tylko w Polsce cały czas czuję się za duży, bo generalnie faceci u nas są kurduplami.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: To prawda. W Polsce, gdy gdzieś idę i wkładam wysokie obcasy, które uwielbiam, czuję się jak wieża Eiffla. Każdego mężczyznę mogę tylko pogłaskać po głowie.

MACIEJ NOWAK: Pełną piersią oddycham w Moskwie i Nowym Jorku. Spacerując po ulicach Moskwy, widzę miłość w oczach kobiet i mężczyzn. Idzie wielki, gruby facet, znaczy, że udało mu się w życiu, jest szczęśliwy.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Dobrze zje (śmiech).

MACIEJ NOWAK: Mam przyjaciółkę Abchazkę, która mieszka w Gruzji nad brzegiem Morza Czarnego. Jej mąż jest szczupłym aktorem w Petersburgu. Ona zawsze mnie namawia, żebym pojechał z nią do Abchazji. Wtedy cała rodzina będzie wiedziała, jak dobrze się jej powodzi. Rosja jest moją wielką miłością. Siostra mieszka w Moskwie, jeżdżę tam bardzo często. Czekam na jej konfitury z egzotycznych owoców. Rosyjski sok brzozowy mogę pić w dowolnych ilościach.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Gdy ląduję w Brazylii, szukam pączków z gorącym, skondensowanym mlekiem w środku i kokosów. Pierwsze zdanie, jakiego się nauczyłam po portugalsku, brzmiało: „Czy możecie mi otworzyć mojego kokosa?”. Uwielbiam jego miąższ.

GALA: Napisał pan: „Gdy na talerzu pojawia się moja ulubiona potrawa, tracę głowę, serce zaczyna bić w przyspieszonym rytmie, a żołądek łopoce ze szczęścia”. Co tak na pana działa?

MACIEJ NOWAK: Wszystko, co mnie zaskakuje smakiem. Wczoraj jadłem w restauracji chłodnik z arbuza przyprawiony na ostro, z ziołami i papryką. Ten chłodnik uruchomił w moim ciele i umyśle wiele niezwykłych doznań. Arbuz na ostro jest dla mnie przekroczeniem wyobrażeń.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Poczułam to samo z rybami. Nie ma nic lepszego niż smażona sielawa z ogórkiem małosolnym. Uwielbiam też wiosenną botwinę mojej mamy.

GALA: A czego nigdy nie zjecie?

MACIEJ NOWAK: Nie znoszę kapusty słodko-kwaśnej, zaprawianej octem i słodzonej. Jako 10- latek miałem pierwszy raz lecieć samolotem, a babcia w przeddzień zrobiła taką kapustę. Pewnie z nerwów całą noc chorowałem, ale przypisałem to kapuście.

GALA: A może jednak warto spróbować? To mniejsze wyzwanie niż baranie łby.

MACIEJ NOWAK: Chyba jednak większe. Już zawsze będę omijał tę nieszczęsną kapustę.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Ja nie jem czerwonego mięsa. Widziałam kiedyś, jak zabijają świnię, słyszałam jej krzyk i to mi wystarczyło.

MACIEJ NOWAK: Gdyby trafiła pani w odpowiednim momencie swojego życia na dobrą jagnięcinę, koźlęcinę, to pewnie polubiłaby pani ich niezwykłe smaki.

GALA: Lubicie gotować?

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Bardzo lubię dla przyjaciół, nie chce mi się dla siebie samej. Miło jest słuchać, że moje jedzenie komuś smakuje. Ponoć świetnie mi wychodzi jabłecznik. Od trzech lat pieczemy z moimi przyjaciółkami pierniki na święta. Ostatnio upiekłyśmy ponad tysiąc. Zawsze z mamą robimy przetwory na zimę, ogórki, kompoty, dżemy. Grzyby w każdej postaci, marynowane, w occie, suszone. Cudownie pachnie wtedy nasza kuchnia.

MACIEJ NOWAK: Co do mojego gotowania, to umiem przyrządzić wszystko, ale jestem zbyt leniwy.

GALA: Nigdy nie chciał pan zobaczyć, jakie zmysły poruszy w panu własnoręcznie zrobiona potrawa?

MACIEJ NOWAK: Dziś jestem już trzeci raz w restauracji. W domu nie chce mi się zmywać, robić zakupów.

GALA: Są takie potrawy, które kojarzą się państwu z fajnym czasem w życiu? Ja wspominam kotlety mielone z buraczkami robione przez moją babcię. Nigdy później nie jadłam czegoś równie pysznego.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Zupy gotowane przez moją mamę. Nie znam niczego pyszniejszego niż grzybowa lub barszcz w jej wykonaniu. Mama nauczyła mnie robić na przykład kapuśniak z młodej kapusty i pierogi z jagodami albo truskawkami. Te potrawy już zawsze będą mi się kojarzyć z moim szczęśliwym domem.

MACIEJ NOWAK: Poruszyła pani czułą strunę, bo kotlet mielony jest również moim ukochanym daniem. Moja koleżanka robiła cudownie puszyste kotlety. Tajemnica jej przepisu polegała na tym, że do mięsa dolewała wody gazowanej. Przychodziliśmy z przyjaciółmi do Ireny na jej kotlety z młodą kapustą.

GALA: Jedzenie w waszych rodzinnych domach było czymś ważnym?

KAMILA SZCZAWIŃSKA: U mnie bardzo. Mama codziennie gotowała pyszne obiady, piekłyśmy razem ciasta. Zawsze zabieraliśmy z bratem do szkoły pyszne kanapki, żeby nie kupować niczego w sklepikach.

MACIEJ NOWAK: Urodziłem się, gdy rodzice byli jeszcze na studiach. Pierwsze lata spędziłem z nimi w akademiku. Pamiętam również czasy późniejsze, kiedy rodzice byli już w lepszej sytuacji finansowej, ale nadal w naszej lodówce był tylko dyżurny żółty ser. Dziwiłem się, kiedy odwiedzałem w domach gorzej sytuowanych kolegów z klasy i widziałem u nich mnóstwo jedzenia.

GALA: To pewnie na przekór stał się pan smakoszem?

 

MACIEJ NOWAK: Jest jeszcze inny powód. Byłem od dzieciństwa odchudzany. Moja mama chciała mieć w domu Micka Jaggera, a miała dziecko przy kości. Ciągle słyszałem: „Maciek deseru nie zje. Nie dawaj tyle Maćkowi, bo on jest za gruby”. Pamiętam, że kiedy zaraz po maturze zamieszkałem sam, czułem się wyzwolony z tych wszystkich zakazów. I nawet dzisiaj w momentach gorszego samopoczucia myśl o tym, że mogę wziąć drugi deser, bardzo mi poprawia nastrój.

GALA: A ja wtedy nie mogę nic jeść.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Ja też. Ale jak są drobne smuteczki, szary zimowy wieczór, lubię się pocieszyć jedzeniem. Pomagają np. ogórki kiszone, sałatka, zupy. W lecie w dobry nastrój wprawia mnie siedzenie u mnie w domu na wsi, mam świeże jajka od sąsiada, lubię pójść na targ po owoce i warzywa. Niedługo będę miała własny kurnik i dziesięć kur zielononóżek. Już nie mogę się doczekać swojej jajecznicy.

MACIEJ NOWAK: W złym nastroju miewam klasyczne objawy tak zwanej nerwicy łakomej. Zawsze robi mi dobrze zapach pieczonego mięsa, świeżego pieczywa. Ale są momenty, kiedy prawie w ogóle nie jem... Wiem, że brzmi to niewiarygodnie, ale to prawda. Gdy intensywnie pracuję, mam dużo rozmaitych doznań i nie muszę ich uzupełniać jedzeniem.

GALA: Magda Gessler mówi, że kuchnią można czarować, wzbudzać emocje.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Mój narzeczony mówi, że moje tiramisu jest najlepsze na świecie. I tak wszystko się między nami zaczęło. Przyjeżdżaj do mnie na tiramisu.

MACIEJ NOWAK: W wyjątkowych chwilach to nawet ja ugotuję. Jedzenie to świetny afrodyzjak. Mielonymi nie uwodzę, ale już owoce morza świetnie się do tego nadają.

GALA: A co sądzicie o jedzeniu palcami? Sama tego doświadczyłam w Jordanii. Baranina z ryżem, jedzona nożem i widelcem, już nie była tak smaczna.

MACIEJ NOWAK: Jedzenie palcami ma w sobie coś erotycznego, sensualnego. Fajnie, że weszła pani w lokalny obyczaj. Na Kaukazie podaje się pierogi w formie mieszków, na górze jest węzełek z ciasta, a w środku mięso, które w trakcie gotowania puszcza sok i powstaje bulion. Eleganccy my kroimy je nożem, bulion się wylewa i to jest bez sensu. Podpatrzyłem w Tbilisi, jak mężczyźni brali pierogi za węzełki na górze i wysysali bulion.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Kiedy coś gotuję, uwielbiam próbować rękoma. Od małego karze się dzieci za jedzenie palcami. A dziecku trzeba pozwolić spróbować, dotknąć, pobrudzić się. Radość z odkrywania potraw zostanie, a ubranie można wyprać.

GALA: Panie Maćku, podejrzewam, że dziś jeszcze zje pan kolejną kolację?

MACIEJ NOWAK: Mam jeszcze zaplanowaną jedną wizytę w restauracji. Moja przyjaciółka obroniła pracę magisterską.

KAMILA SZCZAWIŃSKA: Ja też jadę jeszcze z narzeczonym do przyjaciół na indyka.

GALA: Gdybym skrupulatnie podliczyła, to może by wyszło, że to Kamila je więcej.

MACIEJ NOWAK: Zawsze mówię takim osobom jak pani: irytuje mnie, że wy możecie dużo zjeść i w ogóle tego po was nie widać. To niesprawiedliwe, po mnie wszystko widać.

GALA: Czyli jednak chciałby pan móc dużo zjeść i być szczupłym?

MACIEJ NOWAK: I tu wracamy do początku rozmowy. Generalnie jestem pogodzony, niemniej jakiejś traumie poddawany jestem nieustająco.