Spotykamy się w garderobie w przerwie nagrania programu „Ranking gwiazd”. Borys podekscytowany, nie przestaje żartować, ale wyraźnie jest zmęczony. Zaraz po wywiadzie pojawia się lekarz z zastrzykiem. To ma być szybka metoda na wyleczenie przeziębienia, żeby w pełni sił stawił się na spektaklu w teatrze, a następnego dnia na zdjęciach próbnych do filmu „Handlarz cudów”. Do garderoby wpada Rinke z rozwianym włosem i błyszczącym wzrokiem. Widać, że to człowiek, który kocha to, co robi. Podobno jego głośny śmiech z wozu transmisyjnego działa mobilizująco na całą ekipę. Chłopcy, dokazując, sadowią się na wersalce i udzielają wywiadu w pozycji leżącej. Wybaczam im to, gdyż są rozbrajający w swojej bezczelności i szczerości.

GALA: Rinke, mam wrażenie, że psujesz rynek. W wymyślonym przez ciebie „Rankingu gwiazd” elegancka Edyta Górniak i świetny aktor Borys Szyc częstują nas okołorozporkowymi dowcipami.

RINKE ROOYENS: W Polsce mamy tabu „rozporka”. A tak naprawdę jest to problem ze swobodnym mówieniem o seksie. Ta woda ma bardzo głębokie dno. Na powierzchni spokojnie, ale pod spodem...

GALA: I myślisz, że wszyscy tylko marzą o tym, żeby wziąć udział w trójkącie erotycznym? Dlaczego w waszym programie fajne dziewczyny muszą odpowiadać na takie pytania?

BORYS SZYC: Wcale nie muszą odpowiadać... A swoją drogą, ty nie myślisz czasami o trójkącie?

GALA: A ty, Rinke, lubisz trójkąty erotyczne?

RINKE ROOYENS: To może być bardzo fajne.

GALA: Przyjemnie się odpowiada na takie pytania? Bo jakoś widzę, że ci mina zrzedła.

RINKE ROOYENS: No wiesz... Widzisz moją minę, a widzowie chcą zobaczyć miny gwiazd.

BORYS SZYC: Dziewczyny też się troche wstydzą, ale czasem padają zaskakujące i pikantne odpowiedzi. To najlepsze momenty tego programu, bo o to w nim chodzi. Żeby prowokować.

GALA: Zadam wam jeszcze kilka takich pytań, jakie wy zadajecie kobietom w programie. Macie fajne pośladki?

RINKE ROOYENS: Kobiety mówią, że to najładniejsze, co mam. Borys na pewno ma brzydsze.

BORYS SZYC: Nie widziałem z bliska twoich, ale myślę, że mogę podjąć rękawicę i stoczyć walkę o honor mych pośladków...

GALA: Kto miał więcej kochanek? Ty czy Borys?

RINKE ROOYENS: Kobiety pewnie myślą, że Borys miał ich więcej. I ja też tak myślę.

BORYS SZYC: Nie mam potrzeby chwalenia się liczbą. To niemęskie.

GALA: Który z was lepiej całuje?

RINKE ROOYENS: Ja!

GALA: A skąd wiesz?

RINKE ROOYENS: A chcesz spróbować?

BORYS SZYC: Spróbuj, bo ja raczej podziękuję...

GALA: Który z was jest gorszym kandydatem na męża?

RINKE ROOYENS: Ja. Raz już mi się nie udało. Poza tym Borys ma mamę, która otacza go opieką i pilnuje, żeby nie robił głupot.

BORYS SZYC: Czasami nawet mama nie jest w stanie uchronić przed głupotami, zwłaszcza tak niespokojne dusze jak my. Poza tym wcale nie jest dobrze, kiedy za bardzo chroni. W życiu trzeba się także sparzyć.

GALA: Który z was głośniej krzyczy podczas seksu?

RINKE ROOYENS: Nie chodzi o to, który z nas głośniej krzyczy, tylko przy którym z nas głośniej krzyczy kobieta, he, he, he…

GALA: Za co można was pokochać?

RINKE ROOYENS: Mnie za moje podejście do życia. Jestem fajny, ale coraz częściej się przekonuję, że w bliskich relacjach raczej zamknięty. W intymnym związku musiałbym odkryć swoje słabości, a ja bardzo tego nie lubię. Z własnej woli nie chcę ich dotykać. Uciekam przed tym, dlatego uciekam przed prawdziwymi związkami.

BORYS SZYC: Nie podoba mi się, że Rinke odpowiada pierwszy, bo z racji podobieństwa zabiera mi to, co miałem zamiar powiedzieć. O mnie także ludzie z reguły myślą jak o osobie bardzo otwartej i bezproblemowej. W rzeczywistości trzeba się do mnie długo przebijać. Zyskać moje całkowite zaufanie jest bardzo trudno.

GALA: A może trzeba to głośno powiedzieć, że wam kobiety, poza seksem, nie są do niczego potrzebne?

RINKE ROOYENS: Nie, tak nie jest. Można mieć kobietę przyjaciela, pod warunkiem że się z nią nie sypia.

BORYS SZYC: Kobiety są niezbędne. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Podziwiam je, fascynują mnie, irytują i śmieszą. Boję się ich i ciągle chcę być obok nich.

GALA: Chodzicie razem na piwo po pracy? Odwiedzacie się? Ile godzin na dobę razem spędzacie?

BORYS SZYC: Jesteśmy bardzo zajęci i nasze spotkania są w pędzie. To tak, jakbyś widziała dwa mijające się w powietrzu samoloty ponaddźwiękowe. Spotykamy się na chwilę, a potem z ogromną szybkością lecimy dalej.

GALA: Chłopaki, dokąd tak lecicie? Za czym gonicie?

BORYS SZYC: Nie wiem... Nam w trakcie lotu wciąż zmieniają trasę...

GALA: A ty, Rinke, za czym gonisz?

RINKE ROOYENS: Czy ja wiem? Wszystko mi jedno, dopóki lecę.

BORYS SZYC: Jeden z moich ulubionych filmów, „Nienawiść”, zaczyna się skokiem bohatera. On leci i mówi: „Na razie jest dobrze”. Więc ja też tak mówię: „Jeszcze nic się nie stało”. W końcu kiedyś będzie wielkie BUM!, ale na razie jest dobrze.

GALA: Nie jesteście tym zmęczeni? Że w waszym życiu wszystko się dzieje za szybko, za płytko?

BORYS SZYC: Ja czasem mam takie poczucie.

RINKE ROOYENS: Zaraz, zaraz. Dlaczego mówisz, że za szybko, za płytko?

 

GALA: Płytko dlatego, że Borys to świetny aktor, a teraz jest tylko konferansjerem w twoim programie.

RINKE ROOYENS: Borys cały czas jest kimś innym. I to jest świetne.

BORYS SZYC: Obawiałem się tego programu. Ale też pomyślałem sobie, że biorę to jako kolejną rolę: rolę gościa, który ma być showmanem. I za takiego tu robię.

GALA: Pierwsza wasza praca? Najdziwniejsze zlecenie, jakie dostaliście w życiu?

RINKE ROOYENS: Zagrałem w spektaklu zrobionym przez Roberta Wilsona w Paryżu. To była dla mnie wielka rzecz. Moja mama, która jeszcze wtedy żyła, była z tego bardzo dumna. Ta duma w jej oczach była jedną z najfajniejszych rzeczy, jakie mi się zdarzyły w życiu. Przez wiele lat chciałem to dostać od mojego ojca, który był reżyserem. Myślałem, że jak sam będę reżyserem, on spojrzy na mnie z uznaniem.

BORYS SZYC: Chciałbym mieć taką głęboką opowieść jak Rinke, ale moja historia o początkach pracy zawodowej jest dosyć zwariowana. Zaczynałem jako 9-latek od chodzenia po Kasi Figurze.

GALA: ?!?

BORYS SZYC: W „Kingsajzie”. Jako krasnoludek.

GALA: Pracujecie dużo, bardzo was to bawi, a mieliście jakieś porażki zawodowe?

RINKE ROOYENS: Ja na swoim koncie mam większe porażki w życiu prywatnym niż zawodowym.

BORYS SZYC: Ja tak samo. Znowu jesteśmy podobni.

GALA: Panowie, nie wygłupiamy się. Jakie błędy popełniliście w związkach?

RINKE ROOYENS: Błędy sercowe.

BORYS SZYC: Dziś myślę, że nie umiałem pójść na kompromis. Byłem przekonany o tym, że moje zdanie jest jedynie słuszne. Poza tym chciałem za dużo srok złapać za ogon.

RINKE ROOYENS: Moim zdaniem niby jesteśmy dorośli, ale tak naprawdę jesteśmy dzieciakami. I jak mali chłopcy narobiliśmy dużo błędów.

GALA: Co uważacie za swoją największą życiową porażkę?

RINKE ROOYENS: Chciałem stworzyć rodzinę, a jej nie mam. Straciłem ją na własne życzenie. A najgorsze jest to, że widzę w moim życiu powtórzenie tego, co się przydarzyło moim rodzicom.

BORYS SZYC: Najgorzej jest, jak na siłę chcesz uciec od przeznaczenia. Tak uciekając, biegniesz dookoła i wracasz w to miejsce, do którego nie chciałeś trafić. I dlatego myślę, że mądrość życiowa to po prostu: nie uciekać, tylko być w tym miejscu, w którym się jest.

GALA: Chłopaki, moglibyście powiedzieć uczciwie, że nie macie szczęścia do kobiet?

RINKE ROOYENS: Ja mam bardzo duże szczęście.

BORYS SZYC: Ja też. Każda kobieta, z którą się związałem, była i jest superbabką.

GALA: To może one nie miały szczęścia do was?

BORYS SZYC: Pewnie tak. Wszyscy mi zazdrościli kobiet, z którymi byłem blisko, że są wierne, fajne, uczuciowe, wrażliwe.

RINKE ROOYENS: Bo my pozornie jesteśmy dojrzałymi facetami. Ale gdzieś tam, w środku, czai się mały, nieznośny chłopiec.

GALA: A czym was kobiety drażnią? Jaką, waszym zdaniem, mają najgorszą cechę?

RINKE ROOYENS: Z jakiegoś powodu zwykle zakochuję się w kobietach, które są bardzo zazdrosne. Według mnie zazdrość u kobiety to najgorsza rzecz.

BORYS SZYC: Bo tak naprawdę nie da się zmienić charakteru. Można iść na pewne kompromisy, ale to jest bardzo trudne. Sting ma taką piosenkę: „If You Love Somebody, Set Them Free” („jeśli kogoś kochasz, daj mu swobodę”). I to jest najprostsza instrukcja obsługi w miłości. I kobiety, i mężczyzny.

GALA: Rinke, Polacy wszystko kupią? Każdy format telewizyjny da się nam wepchnąć?

RINKE ROOYENS: Nie, ale Polacy lubią, jak coś się komuś nie udaje albo ktoś się z kimś kłóci. Zauważyłem, że chętnie oglądacie walkę albo skandale. Myślę, że w dzisiejszych czasach fajnie jest zobaczyć program o tajemnicach alkowy. Coś na totalnym luzie, co cię zrelaksuje. Usiąść i zapomnieć. Jest bałagan w polityce, na świecie, a widz, oglądając moje programy, ma o tym zapomnieć. Moim zadaniem jest oczarować widzów i sprawić, żeby zapomnieli o tym, co ich gnębi.

GALA: Nawet największą chałę ładnie opakowaną jesteś w stanie nam wcisnać?

RINKE ROOYENS: Obrażasz moich widzów.

BORYS SZYC: Chałą są wszystkie plotkarskie gazety i portale, a zobacz, jakie mają wzięcie. Może człowiek z natury lubi chałę?

GALA: Rinke, zaczynałeś u Roberta Wilsona, a teraz promujesz żarty jak spod budki z piwem. Nie czujesz się z tym źle?

RINKE ROOYENS: Dla ciebie to są „żarty spod budki z piwem”, dla innych to dobra zabawa. Każdy ma swojego odbiorcę. Sądzisz, że w „Rankingu gwiazd” powinniśmy analizować Szekspira?

BORYS SZYC: A ja będę jeszcze dokładał żarciki w stylu Strasburgera z „Familiady”, he he, he.

GALA: W „Rankingu gwiazd”, a przede wszystkim w „Szymon Majewski Show” przekraczane są różne tabu, m.in. seksu. W twoich programach niewybrednie żartuje się z autorytetów.

RINKE ROOYENS: Cieszę się, że zauważyłaś moje nieśmiałe próby przełamywania tabu. Bo monogamia i heteroseksualizm nie są jedynie obowiązującymi zasadami. A z Wajdy, prezydenta czy premiera też się można pośmiać. Teraz marzę o programie, w którym gwiazdy, które prywatnie się nie znoszą, robią razem wydarzenie muzyczne. Chcę pokazać, że wbrew powszechnej opinii nawet wrogowie mogą współpracować.

GALA: Wychowujesz Polaków?

RINKE ROOYENS: Raczej bawię. I sam się przy tym świetnie bawię. Gdybym myślał tak jak ty, nic bym nie zrobił.

BORYS SZYC: Tak, brakuje nam dystansu. Do świata, ale przede wszystkim do samych siebie.

GALA: Co się wam w polskim „szołbizie” nie podoba?

 

RINKE ROOYENS: Odkąd tu jestem, wielokrotnie widziałem, jak dawano ludziom „5 minut” i równie szybko im je zabierano. Nie da się latać z podciętymi skrzydłami. Dlaczego ty mi usiłujesz wmówić, że robię coś złego? Dlaczego wpędzasz mnie w poczucie winy? Dlaczego zarzucasz mi, że w moim programie jest za dużo seksu? Dlaczego mam czuć się winny, że mam w programie dziewczyny, które są gwiazdami i są fajne? Dlaczego?! Przecież ja, pokazując takich ludzi, mówię tylko: „Uwierz w siebie. Każdy może być gwiazdą”.

BORYS SZYC: No tak się rozgadał, że ja już nic nie powiem.

GALA: Czy ty, Rinke, masz jakieś autorytety?

RINKE ROOYENS: Tak, mam, zawodowy: Bob Rooyens – mój ojciec, reżyser i producent.

BORYS SZYC: Moim autorytem zawodowo jest Janusz Gajos. Prywatnie każdy, kto stara się być sobą, ma charyzmę i osobowość. Coraz trudniej z tym w czasach unifikacji.

GALA: Rinke, nie powiedziałeś o swoim autorytecie w życiu.

RINKE ROOYENS: Chyba nie mam takiego. Ale umiem to uczciwie przyznać. Natomiast wielu się wydaje, że mają autorytety, podczas gdy tak naprawdę się z nimi nie liczą. Np. deklarują, że są katolikami, ale według mnie biorą tylko udział w grze pozorów. Religia wtedy staje się martwa, jest tylko pustym obrzędem. Odkąd mieszkam w Polsce, większość osób deklaruje, że wierzy w Boga. Po jakimś czasie widzę, że to tylko puste słowa. To taka gra z własnym sumieniem. Moim zdaniem zdrowsza jest sytuacja, gdy człowiek wierzy w siebie, bo wtedy nie musi oszukiwać ani świata, ani siebie. Moje programy mają jeden przekaz: „Uwierz w siebie, ciesz się życiem”. Widziałaś kiedyś Edytę Górniak tak wyluzowaną jak w moim programie? Ta kobieta pokazuje, że warto być sobą wbrew wszystkim. Miała taki okres, gdy wszyscy ją atakowali, afera goniła aferę, a tu jest po prostu szczęśliwa, dobrze się bawi i jest sobą.

GALA: Wszystko obśmiejesz?

RINKE ROOYENS: Ze wszystkiego można się śmiać, ale trzeba to robić tak, żeby nikt nie płakał, żeby to nie był śmiech niszczący. Może jestem nieskromny, ale dlatego nie mam wrogów.

BORYS SZYC: Śmiech jest doskonałą bronią przed przytłaczającą rzeczywistością. Bronią i tarczą. Przed chamstwem, głupotą, okrucieństwem. Błazen to bardzo tragiczna postać. Dużo bardziej boli go świat. Pewnie dlatego ucieka w wąsy i czerwony nos z piłeczki. Ucieka w formę i maskę, żeby się ochronić, ale także po to, by innym pokazać absurdy świata, w którym żyją.

GALA: Czym dla was jest obciach, żenada, wstyd?

RINKE ROOYENS: Niektórzy politycy to żenada. Nadęci intelektualiści, którym się wydaje, że mają rząd dusz, to również żenada. Ale już Doda w żadnym wypadku nie jest żenująca. Ta dziewczyna ciężką pracą, wiarą w siebie i konsekwencją osiągnęła sukces. Podziwiam ją.

BORYS SZYC: Wstyd jest wtedy, gdy pod przykrywką problemów narodowościowych Rosja napada na inne kraje i wycina w pień ich mieszkańców. A wszyscy wiedzą, że chodzi o kasę i pokaz władzy. Żenuje mnie sporo rzeczy, ale ponieważ nie lubię narzekać, zamilknę.

GALA: Lata pracy w „szołbizie” nie zniszczyły w was delikatności? Nie staliście się przez ten czas mniej wrażliwi?

RINKE ROOYENS: Ja nie stałem się mniej wrażliwy, tylko podejście ludzi do mnie bardzo się zmieniło. Patrzą na mnie przez pryzmat pieniędzy.

BORYS SZYC: Trzeba zbudować sobie pewien rodzaj pancerza – właśnie po to, by nie zniszczyć swojej wrażliwości. Nie zabić w sobie małego dziecka, które patrzy na świat zachwycone, z otwartymi ustami.

GALA:  Łatwo was zranić? Dotknąć?

RINKE ROOYENS: Nie, bo nigdy delikatny nie byłem. Mam dystans do wszystkiego. Może wzięło się to z tego, że miałem bardzo silną relację z mamą, która latami cierpiała na depresję, i kiedy miałem 16 lat, odeszła. Zostałem sam. Po tym wydarzeniu już nigdy z nikim nie chciałem być blisko. Najważniejsza kobieta mojego życia odeszła, zostawiła mnie. Już nigdy nie chcę się czuć tak zraniony jak wtedy. To znaczy nikt do mnie nie będzie miał dostępu. Nie pozwalam sobie na bliskość.

BORYS SZYC: To ja chyba nie jestem taki twardy. Jednak czymś się od siebie różnimy. Ja szukam bliskości. Chcę z kimś „bliżej niż tylko dotyk być”.

GALA: W relacjach z kobietami jesteście delikatni?

RINKE ROOYENS: Nie mam dużo bliskich delikatnych relacji z kobietami. Gdy już jestem zakochany, wszystko wygląda jak film romantyczny ze mną w roli głównej. Wtedy latamy na lunch helikopterami, obsypuję kobietę kwiatami, wyjeżdżamy do egzotycznych krajów. Tylko że w pewnym momencie ląduję na ziemi. A one dziwią się, że wciąż nie lecimy. Jest też proza życia i potrafię się rozstać z kobietą. Bywam bezwzględny. Bo okazuje się, że nie dopuszczam pewnej bliskości. Boję się zranienia.

BORYS SZYC: Jestem delikatny. Zwłaszcza gdy mi na kimś bardzo zależy, wtedy staję się wręcz nieśmiały. Ale nie umiem udawać uczucia, więc również potrafię powiedzieć stanowczo: „dosyć”.

GALA: Zawsze udaje się wam zdobyć te kobiety, które chcecie mieć?

RINKE ROOYENS: Są kobiety, których nie chcę tykać, bo są za delikatne, za dobre. Nie chcę ich zniszczyć.

GALA: Rinke, co dziś czujesz do Kayah?

RINKE ROOYENS: To mama Rocha i na swój sposób ją kocham. Tak. Uważam, że to jest miłość...

BORYS SZYC: Nie wiem, co Rinke czuje do Kayah, więc się nie wypowiadam. Wiem natomiast, że jeśli ma się z kimś dziecko, to ta osoba jest ci w pewien sposób bliska przez całe życie.

GALA:  Zostaniesz w Polsce na zawsze, Rinke? Chcesz się tu zestarzeć? A może jeszcze powinieneś pracować np. z Madonną?

 

RINKE ROOYENS: To może być dla niej niebezpieczne! A na serio, to moją miłością są Kayah i Roch. I ja będę wszędzie tam, gdzie oni. To przy nich będę się starzał.

GALA: Odnieśliście sukces. Dlaczego wam się udało?

BORYS SZYC: Bo jesteśmy otwarci, pozytywni. Ludzie nas lubią, łatwo nawiązujemy kontakty. Bo jesteśmy utalentowani.

RINKE ROOYENS: Bo wiemy, czego chcemy. Każdy, kto naprawdę czegoś chce, z pewnością może to osiągnąć.

BORYS SZYC: Myślę, że przyczyna naszego sukcesu leży w tym, że my potrafimy dobrze wyczuć ludzi. Ja sobie poradzę w każdej sytuacji. Umiem się zmienić jak kameleon. O rany. I wyjdzie wywiad z dwoma zadufanymi, zakochanymi w sobie facetami!