TERI HATCHER Gotowa na miłość

Udostępnij

Prywatnie ma za sobą dwa małżeństwa i niedawne rozstanie z kolejnym partnerem. W serialu „Gotowe na wszystko” gra rozwódkę, która znów wychodzi za mąż. Teri Hatcher opowiada „Gali”, jak utożsamia się ze swoją bohaterką i co robić, kiedy w życiu nie wszystko idzie tak, jak powinno.

TERI HATCHER Gotowa na miłość

Jest piękną kobietą. Wita mnie ubrana w zwykły biały bliźniak i dopasowaną spódnicę, na nogach szpilki od Manolo Blahnika. Nawet w tym codziennym stroju zrobiłaby furorę na niejednym hollywoodzkim przyjęciu. Bo Teri Hatcher jest prawdziwą gwiazdą. Obsługa planu „Gotowych na wszystko” traktuje ją inaczej niż resztę obsady serialu. Ona nie jest typem przyjaciółki z sąsiedztwa, jak Marcia Cross czy Eva Longoria. Nie jest też tak bezpośrednia jak Nicollette Sheridan i Felicity Huffman, z którymi można wypić kawę i poplotkować o niczym. „Teri jest chłodna i traktuje ludzi z dystansem. Stara się to zmienić, ale chyba nie umie inaczej” – mówi jeden z dźwiękowców. Aktorka jak ognia unika też wszelkich tematów związanych z życiem prywatnym. Może dlatego, że niedawno rozstała się z reżyserem Stephenem Kayem, z którym spotykała się prawie rok.

GALA: Wierzysz jeszcze w miłość?

Teri Hatcher: Chciałabym. Mimo wszystkich rozczarowań staram się myśleć, że wszystko, co najlepsze w miłości, jest jeszcze przede mną.

GALA: Susan Mayer, twoja bohaterka z „Gotowych na wszystko”, w końcu odnalazła szczęście. Wyszła za Mike’a Delfino (w tej roli James Denton) i jak do tej pory układa jej się idealnie.

Teri Hatcher: Rzeczywiście nasz ślub to był świetny pomysł na ożywienie scenariusza.

GALA: Chciałabyś jeszcze stanąć przed ołtarzem?

Teri Hatcher: O nie. Zrobiłam to już dwa razy, co nie skończyło się dla mnie dobrze. A poza tym serialowy związek w zupełności mi odpowiada. Przyjeżdżam na plan, mój „mąż” już tam jest. Później, po skończonych zdjęciach wracamy do domu, on do swojego, ja do swojego. Zero problemów, prawie w ogóle się nie kłócimy. Układ idealny.

GALA. Ale nierealny. Tego właśnie szukasz w związku?

Teri Hatcher: Tylko tak mówię. Naprawdę jestem normalną kobietą, z normalnymi potrzebami. Lubię romantyczne kolacje i kwiaty dawane bez okazji. Wiem, że wspólne życie to nie tylko wzloty. Mogę się denerwować, że znajduję włosy w umywalce czy brudną skarpetkę w przedpokoju, ale muszę mieć poczucie, że dobre i złe cechy co najmniej się równoważą.

GALA: Tolerujesz skarpetki, jeżeli ukochany zasypuje cię kwiatami. Zarost, kiedy zaprasza na kolację.

Teri Hatcher: Kiedy bardzo go kocham, mam do niego pełne zaufanie i czuję się przy nim komfortowo bezpieczna.

GALA: Susan będzie mieć problemy w małżeństwie?

Teri Hatcher: Mogę zdradzić, że kiedy zajdzie w ciążę, zacznie się trochę dziać. Będzie mniej sielanki, a więcej dramatycznych momentów.

GALA: Nie powiesz nic więcej?

Teri Hatcher: Za bardzo lubię swoją pracę. A poza tym Marc Cherry, twórca „Gotowych na wszystko”, nawet nam wcześniej nie zdradza swoich sekretów. Na pewno będzie jeszcze bardziej śmiesznie i zaskakująco niż do tej pory. Poziom wariactwa osiągnie apogeum.

GALA: Lubisz Susan.

Teri Hatcher: Kocham ją z całego serca. Chyba dlatego, że jest tak różna ode mnie. Ludzie mówią, że jest wariatką, życiową niezdarą. Ja tak nie uważam. Ona po prostu chce, żeby wszystkim było dobrze, stara się na siłę uszczęśliwiać ludzi. Przez to popada w coraz to nowe tarapaty.

GALA: Przylgnęła też do niej etykietka tej, która nie chce albo raczej nie umie być szczęśliwa.

Teri Hatcher: Będę jej bronić. Po ponad trzech serialowych latach przestałam być obiektywna w osądzaniu zachowań Susan czy decyzji, jakie podejmuje. Zdaję sobie sprawę, że to właśnie ona kreuje wszystkie swoje życiowe dramaty, ale nie chcę w to wierzyć. To tak, jakby przyznać się przed samym sobą do wielkiej ułomności. Ja już nie umiem tego zrobić. Szukam w niej tylko dobrych cech. Ma pasję, wierzy, że wszystko co robi, będzie miało dobry skutek.

GALA: Ślub i dziecko ją zmienią?

Teri Hatcher: Będzie bardziej kontrolować swoje życie.

GALA: Do tej pory Susan miała na nie niewielki wpływ. To los decydował za nią. Będzie bardziej asertywna?

Teri Hatcher: Na pewno się postara. Spłata hipoteki może być początkiem tej przemiany.

GALA: To już czwarty sezon waszej pracy. Większość ekipy pozostała ta sama.

Teri Hatcher: Dziewczyny są super. Wciąż mamy mnóstwo dobrej zabawy na planie. Przez drugi i trzeci sezon brakowało mi zdjęć z Jamesem (Dentonem, przyp. red.). Spotykaliśmy się na lunchu w wytwórni i każda nasza rozmowa zaczynała się w ten sposób: „Jesteś jeszcze w serialu? Jestem. Ufff. A ty jesteś?”. Tęskniliśmy za tą chemią, którą stworzyliśmy na planie pierwszego sezonu.

GALA: James jest twoim najlepszym przyjacielem z obsady?

Teri Hatcher: Wszyscy dogadujemy się bez problemów. Każdy oferuje coś innego. Ostatnio rozmawiałam z Marcią o sklepie internetowym, w którym można zamówić dobre rzeczy do jedzenia. Zapytała: „Jak go znalazłaś? Możesz mi podać namiary?”. Jeszcze tego samego dnia wysłałam jej maila z informacjami. Okazało się, że obsługują też dzielnicę, w której mieszka. Niby mała rzecz, ale taka znajomość trwa już trzy lata. To prawie zażyłość. Wiem, że mogę liczyć na nie, tak jak one na mnie.

GALA: Zdradzasz im swoje sekrety?

Teri Hatcher: O sekretach rozmawiam z przyjaciółkami, które znają mnie od 20 lat.

GALA: One znają twoją tajemnicę urody?

 

Teri Hatcher: O tym lepiej porozmawiaj z Evą Longorią. Ona jest tą piękną. Ja jestem przeciętną dziewczyną. Ćwiczę, odżywiam się zdrowo, ale bez przesady. Nie odmawiam sobie pizzy. Mój sposób na dobre samopoczucie: jedzenie z umiarem, dużo wody, warzywa na przekąski i osiem godzin snu.

GALA: Opisałaś to w swojej autobiografii?

Teri Hatcher: Zachować umiar w każdej sytuacji – to jedno z jej ważniejszych przesłań. W „Burnt Toast: And Other Philosophies of Life” radzę, jak osiągnąć szczęście, zmagając się z przeciwnościami losu. Jak nie załamywać się, kiedy ciasto, które przygotowujesz od kilku godzin, staje się zakalcem albo kiedy twój mąż po latach wspólnego życia oświadcza ci, że znalazł sobie młodszą kobietę. Ale nie jest to zwykły poradnik. W tej książce opisałam swoje doświadczenia. Ja już wiem, że ze wszystkim można sobie dać radę. Teraz pora, aby uwierzyły w to inne kobiety.

GALA: Dla swojej dziesięcioletniej córki od dawna jesteś wzorem. Po premierze „Burnt Toast...” zaczęłaś być nim też dla innych.

Teri Hatcher: To miłe, kiedy kobiety zaczepiają mnie na ulicy i mówią, że wykonałam świetną robotę. Sama wychowuję córkę, spełniam się zawodowo, z sukcesem (śmiech), daleko mi do stanu depresji. Dla wielu to duży sukces. Ale z tym wiąże się też odpowiedzialność. Kiedy Emerson mówi, że jestem dla niej wzorem, rozpiera mnie duma, ale nie mogę być wzorem dla innych. Chcę kobietom pokazać, że można dać sobie radę. Nie mam nic przeciwko, kiedy czytelniczka znajdzie punkty wspólne z moją historią. Super, jeżeli pomoże jej to wyciągnąć wnioski, ale decyzję musi podjąć już sama.

GALA: Książka szybko stała się bestsellerem. Idziesz za ciosem?

Teri Hatcher: Tak, piszę kolejną. O kobietach, które we współczesnym świecie stają przed coraz to nowymi zadaniami, problemami. Wszędzie – w domu, w biurze, gdziekolwiek się pojawią. Nie wymyśliłam jeszcze tytułu, ale praca nad nią daje mi dużo satysfakcji.

GALA: A co byś powiedziała na „Gotowe na wszystko”?

Teri Hatcher: Byłby idealny. Ale mam wrażenie, że skądś go już znam.



Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł