The Verve wracają jako klasycy britpopu – gatunku muzycznego, na którym wychowała się generacja dzisiejszych trzydziestolatków. Obok Radiohead, Oasis, Blur czy Suede The Verve stanowili o sile brytyjskiej popkultury w drugiej połowie lat 90. Przełomowy dla zespołu był 1997 rok, kiedy to cała Anglia i pół Europy nuciło „Bitter Sweet Symphony”, z charakterystycznym motywem „wypożyczonym” z symfonicznej wersji „The Last Time” Stonesów. Ale to, co stało się przyczyną sukcesu Verve, było też gwoździem do ich trumny. Powtórzył się znany od lat rockowy scenariusz: popularność, gotowe na wszystko fanki, kłopoty z alkoholem i narkotykami, kłótnie i wreszcie rozpad zespołu u szczytu powodzenia. Na nowym albumie słychać mocne echa tego, co muzycy przeszli przez te wszystkie lata. I to na pewno dodaje mu gatunkowego ciężaru. „Forth” przesiąknięty jest duchem britpopu do cna, wciąż są to zgrabnie skomponowane, nieco melancholijne piosenki z tekstami o poetyckim zacięciu. Czegoś jednak tu brak. A może po prostu recenzent jest o dziesięć lat za stary.

The Verve, „Forth”, EMI