"Nieważne, co akurat robię, zawodowo czy prywatnie, jedno pytanie pada zawsze. Nieprzerwanie od czterech lat” – opowiadała Tilda przy okazji festiwalu filmowego w Berlinie, gdzie przewodniczyła jury. Nawet na czerwonym dywanie musiała tłumaczyć zawiłe rodzinne relacje. „Czy nie uważasz, że otwarty związek może mieć zły wpływ na wychowanie dzieci?” – przekrzykiwali się reporterzy z Azji. „Jest wręcz przeciwnie. Nie chcę promować tak radykalnego stylu życia, bo sama wiem, że wygląda to dość dziwnie. Ale naprawdę tak jest zdrowiej dla wszystkich. Unikamy hipokryzji, dwuznaczności czy najgorszego – zdrady” – odpowiadała lekko znudzona. „Mieszkam z ojcem mojej córki i syna, ale mogę też spędzać czas z kimś, kto nie jest mi obojętny. Cieszę się, że trafiłam na tak tolerancyjnych mężczyzn” – mówiąc to, czule objęła młodszego od niej o 17 lat artystę Sandro Koppa. Zakochani weszli razem do sali kinowej. Tę chwilę zarejestrowały wszystkie ekipy telewizyjne.

W tym czasie John Byrne, z którym aktorka ma 11-letnie bliźnięta Honor i Xaviera, był w ich szkockiej posiadłości. Kontrowersyjny, nawet jak na świat show-binzesu, układ trwa już od czterech lat. I działa świetnie, jak zgodnie mówią Tilda i John. 69-letni pisarz, scenarzysta, reżyser i aktor również korzysta z wolności. Od dawna jest związany z reżyserką oświetlenia Jeanine Davis. „To jest bardzo relaksujące. Nikt się przed nikim nie chowa, nie ma bólu i cierpienia. Nie ukrywam, jak ważna w moim życiu jest Jeanine. Tilda wie o naszym związku wszystko i cieszy się, że jesteśmy szczęśliwi. Ja trzymam kciuki za nią i Sandro. Rewelacyjnie to wszystko działa” – mówił. Oboje przyznają też, że nie przestali się kochać. „Uwielbiam Johna. Wciąż jestem w stanie zrobić dla niego wszystko. Ale to, co nas łączy, to raczej platoniczne uczucie. Wielka miłość bez fizyczności” – tłumaczyła Tilda. John nazwał ją nawet wyższym stopniem ludzkich relacji. „Byliśmy bratnimi duszami, jesteśmy i zawsze będziemy. Nic tego nie zmieni”.

URODZIŁA SIĘ BY SZOKOWAĆ

Nic nie wskazywało, że Tilda wyrośnie na buntowniczkę. Wróżono jej raczej karierę w dyplomacji lub polityce. Predysponowało ją do tego arystokratyczne pochodzenie. Historia rodziny Swintonów sięga ponad 1000 lat wstecz. Jej przodek Edulf na lorda Bamburgh został pasowany w 883 roku za specjalne zasługi w trzebieniu dzików w lasach Nortumbrii. Odyniec przykuty do drzewa widnieje na ich herbie. O Swintonach głośno było także w czasach bardziej współczesnych. Na podstawie wyników badań Alana Campbella Swintona (z 1908 roku) John Logie Baird skonstruował pierwszy telewizor i przesłał sygnał między dwoma kontynentami. Sir Ernest Swinton w 1916 roku zbudował czołg, dzięki temu, że przekonał do swojego pomysłu Winstona Churchilla. Prababcia Tildy, Elsie, była wielką piosenkarką. O jej zjawiskowej urodzie krążyły legendy. Na swoich obrazach uwiecznili ją tacy artyści jak Walter Sickert czy John Singer Sargent. Rodzice aktorki marzyli, że i ona tak pięknie wpisze się w historię Swintonów. A jeżeli nie, to chociaż dobrze wyjdzie za mąż. Jednak Tilda od najmłodszych lat zadawała dość niewygodne pytania. Dziwiło ją na przykład, dlaczego dzieci, z którymi bawiła się na co dzień, w kościele siedzą w sali, podczas gdy ona z rodzicami zajmowała specjalny balkon. „Nie mogła pogodzić się z różnicami klasowymi. Można powiedzieć, że podróże, a Swintonowie bardzo dużo jeździli po świecie, sprawiły, że w dziewczynce obudziła się natura socjalistki” – opowiadała znajoma rodziców.

Już wtedy, nawet w rodzinnym Kimmerghame leżącym na pograniczu Anglii i Szkocji, Tilda czuła się wyalienowana. W szkole była prymuską Nie lepiej było w szkole dla dziewcząt z internatem w hrabstwie Kent. West Heath znana była raczej z „produkcji” dobrze wychowanych żon niż z wysokiego poziomu nauczania. Tilda chodziła do klasy m.in. z Dianą Spencer, którą świat poznał później jako księżną Di. I na każdym kroku podkreślała swoją inność. Nie rozumiała dziecinnych i płytkich zabaw rówieśniczek. Całe dnie spędzała, ucząc się. Wysiłek się opłacił. Jako jedyna w klasie skończyła cztery dodatkowe kursy z najwyższą oceną. Została zapamiętana jako jedna z najzdolniejszych uczennic West Heath. „Kiedy dowiedziała się, że powinna mieć mniejszą wiedzę niż jej przyszły mąż – polityk, prawnik czy lekarz – wpadła w szał. Udowodniła, że nie zamierza żyć według stereotypów” – wspominały ją koleżanki. Choć Tilda uwielbiała biegać, gdy została zaproszona na oficjalne zawody, symulowała kontuzję kostki. Tłumaczyła, że medale, współzawodnictwo, kibice odebrali jej całą przyjemność z uprawiania sportu. Takie podejście do życia determinowało także jej późniejsze wybory. „Nigdy nie zrobiła niczego pod publiczkę. Role przyjmowała dla siebie, a nie dla sławy, przyszłych nagród czy pieniędzy” – mówił George Clooney.

GRAŁA NAWET W NEGLIŻU

 

Rewolucja punkrockowa w 1976 roku zastała Tildę w West Heath. Właśnie wtedy nieprzystosowana 16-latka zrozumiała, że kompletnie nie pasuje do grupy „wymuskanych panienek z dobrych domów”. Marzyła, by tworzyć. Pragnienie to nie opuściło jej przez całą naukę w elitarnym college’u Fettes, nazywanym „Etonem Północy”. Angażowała się w teatralne projekty, ale wciąż miała poczucie, że wszystko, co ją otacza, jest odrealnione, pozbawione prawdziwych emocji. W poszukiwaniu ich po skończeniu szkoły wyjechała do Afryki, by pracować z dziećmi. Spędziła rok w RPA i kolejny w Kenii. Przeciwna dzieleniu ludzi na kategorie ze względu na stan posiadania czy kolor skóry, jeszcze bardziej utwierdziła się w przekonaniu, że świat jest niesprawiedliwy. Wstąpiła nawet do partii komunistycznej.

Po powrocie z Afryki jej areną do wyrażania poglądów politycznych były rozmaite performance’y. W dzień studiowała socjologię, nauki polityczne i literaturę angielską na uniwersytecie w Cambridge, wieczorami występowała w punkowych klubach. Twierdziła, że świadomie nie poszła do szkoły aktorskiej. „Po raz kolejny dołączyłabym do jakiejś elity. Nie było mi to do niczego potrzebne” – tłumaczyła. Miała nawet swoich fanów. Do dziś w miasteczku uniwersyteckim studenci opowiadają o sztuce napisanej przez młodego poetę, w której Tilda wystąpiła... kompletnie naga.

ZNALAZŁA PRAWDZIWĄ MIŁOŚĆ

Jej zaangażowanie zostało docenione w 1984 roku przez Royal Shakespeare Company. Tilda dołączyła do najsłynniejszej trupy aktorskiej na świecie razem z początkującymi gwiazdorami: Kennethem Branaghiem, Garym Oldmanem i Danielem Day-Lewisem. I nie byłaby sobą, gdyby od razu nie zaczęła „kruszyć betonu”. „Do tej pory RSC było zdominowane przez mężczyzn. Tilda razem z Juliet Stevenson, Harriet Walter i Fioną Shaw zmieniły to” – opowiadali współpracujący z grupą aktorzy. Nie na długo jednak. Konserwatywna instytucja szybko znudziła żądną wrażeń początkującą aktorkę. Wystąpiła tylko w czterech przedstawieniach, a odchodząc, oznajmiła, że to było bardzo pożyteczne doświadczenie. „Wiem teraz, jaką aktorką nie chcę być i w jakim teatrze nie będę pracować” – zaszokowała wszystkich swoim wyznaniem.

Rok później w Londynie, podczas pracy przy sztuce „The White Rose”, poznała przyszłego ojca swych dzieci Johna Byrne’a. Artysta był odpowiedzialny za scenografię, ale gościnnie zagrał. Szybko znaleźli wspólny język. „Imponowało jej, że mimo 20-letniej różnicy wieku był otwarty na sztukę jak jej rówieśnicy. Jemu podobała się sceniczna odwaga Tildy” – opowiadali ich znajomi. Na wielki romans musieli jednak poczekać. W 1989 roku John w scenariuszu do serialu „Your Cheatin’ Heart” stworzył rólkę specjalnie dla Tildy. Wystarczyło jedno spotkanie w barze telewizji BBC, by zrozumieli, że są dla siebie stworzeni. Rok później, żeby zamieszkać z Tildą, Byrne rozwiódł się z żoną. To był dziwny związek – bardziej oparty na wzajemnej fascynacji niż fizycznym przyciąganiu. Mogli całe noce rozmawiać o sztuce, pijąc czerwone wino. Zdarzały się też kłótnie. „Ale nigdy o sprawy życiowe. Każde z nas żyje według swoich zasad. Chodziło raczej o inne spojrzenie na teatr czy kino” – opowiadała Tilda. Jednak to dzięki Johnowi aktorka nauczyła się wykorzystywać swój talent. Kolejne produkcje zbliżały ją do kategorii „gwiazda”. Mimo że tego nie chciała. Na swoim koncie ma role w takich filmach jak „Niebiańska plaża”, „Vanilla Sky” czy „Constantine”.

DLACZEGO SIĘ NIE ROZWIEDZIE

Przełomem w życiu zawodowym i osobistym był rok 2005. Tilda grała Białą Czarownicę w filmie „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”. Na planie poznała młodego artystę z Nowej Zelandii, Sandro Koppa. Tak jak przed laty John Byrne, on też pomagał w tworzeniu scenografii. Jednak w tym wypadku zadziałało przyciąganie fizyczne. Tilda i Sandro byli nierozłączni. I wcale nie ukrywali się przed paparazzimi. Wręcz przeciwnie – czułość okazywali sobie nawet na oczach fotoreporterów. Ich romans szybko stał się najgorętszym tematem brukowców. Zamiast o postępach przy produkcji filmu, gazety pisały o wielkim skandalu, o perspektywie długiego i bolesnego rozwodu czy o niewłaściwym zachowaniu matki dwojga dzieci. Tilda nie chciała komentować tych doniesień. Powiedziała tylko, że o żadnym rozwodzie nie może być mowy, bo... nigdy nie wzięła ślubu z Johnem. Przez pierwsze miesiące pokazywała się na przemian z ojcem swoich dzieci i malarzem. Zagadkę wyjaśniła dopiero później – relację z Johnem nazwała związkiem idealnym. Najpierw nikt nie chciał w to wierzyć. Potem szok ustąpił miejsca oburzeniu. Dziś, po czterech latach, ludzie cenią Tildę jako świetną aktorkę, a dopiero później plotkują o jej związkach. W końcu Oscar za film „Michael Clayton” o czymś świadczy. Jednak nadal przy każdej nadarzającej się okazji dziennikarze pytają o jej życie prywatne. Bo na świecie nie ma drugiej takiej kobiety jak Tilda.