GALA: Fajna czapka. Nie jest ci w niej za gorąco?

TOLA SZLAGOWSKA: Nie, ja jestem strasznie ciepłolubna. Nawet w Los Angeles zdarza się, że jest mi zimno. Koledzy ze szkoły dziwili się, że jestem takim zmarzluchem, choć przyjechałam z kraju, gdzie – ich zdaniem – zima trwa przez większą część roku. Ale to nie ich wina, że tak myślą, po prostu edukacja w Stanach nie jest na najwyższym poziomie. No i nie ma takiego przedmiotu jak geografia.

GALA: Co zdążyłaś odkryć w LA?

TOLA SZLAGOWSKA: Luz. Poszłam do ogromnej publicznej szkoły, w której uczy się ponad 3000 uczniów. Duża różnorodność etniczna i różny status społeczny – większość to Afroamerykanie, Latynosi, trochę Żydów, dzieciaki z okolicznych dzielnic, ale też niektórzy z Beverly Hills. Na lekcjach zachowują się, jakby byli tam za karę. Zaczynają żyć dopiero na przerwach, kiedy puszcza się muzykę, najczęściej hip-hop. Pamiętam, jak kiedyś tańczyłam z dziewczynami. One świetnie się ruszały i wydawało mi się, że nigdy nie będę tak dobra jak one. A tu moje koleżanki powiedziały, że chociaż jestem białą laską, to kręcę pupą jak one. To był komplement!

GALA: To nie jest luz, tylko talent.

TOLA SZLAGOWSKA: Wyluzowanie widoczne jest na zajęciach. Na początku nie mogłam uwierzyć. Lekcja matematyki, nauczycielka jest Azjatką, która strasznie niewyraźnie mówi po angielsku. Generalnie nikt nie wie, o co chodzi. Pewnie też dlatego, że nikt jej nie słucha. Ludzie jedzą pizzę, wysyłają SMS-y, dziewczyny wyjmują na ławki olbrzymie kosmetyczki i poprawiają make-up. A najlepsze jest to, że nikogo to nie dziwi. Zupełnie inaczej jest w części muzycznej, która zresztą jest najlepszą szkołą w LA. Tam panuje dyscyplina, szacunek, opanowanie. Raz koleżanka spóźniła się piętnaście minut na zajęcia z chóru. Na dodatek weszła jeszcze z lodem. Nauczyciel nie mógł uwierzyć w jej arogancję, zwłaszcza kiedy kazał jej wyrzucić loda, a ona zapytała, czy naprawdę musi, bo lód jest taki pyszny.

GALA: Ale ty też nie jesteś chodzącą świętością. Zbuntowana, przemądrzała, undergroundowa – tak o tobie piszą internauci.

TOLA SZLAGOWSKA: To pewnie przez mój wygląd. Mnie to jednak wcale nie przeszkadza. Jestem, jaka jestem. Lubię styl punkowy, mocno podkreślone oczy, wycieniowane włosy i zupę grzybową. Lubię mówić, co myślę, nawet jeżeli są to tematy kontrowersyjne. Ale wcale nie jestem jakąś starą malutką, która rozmawia tylko o sztuce, religii i życiu. Czasami z przyjaciółką z wypiekami na twarzy omawiamy SMS-a, którego wysłał nam ON albo inny ON.

GALA: Ale na swoim blogu internetowym poruszasz czasem bardzo ważne tematy. Ja w twoim wieku dopiero wyrastałam z lalek Barbie.

TOLA SZLAGOWSKA: Ja z nich jeszcze nie wyrosłam. Założyłam swój blog, żeby młodzi ludzie, nie tylko ci, którzy słuchają mojej muzyki, mogli włączyć się do dyskusji. Chcę z nimi rozmawiać, polemizować, czegoś się nauczyć. Może oni nie chcą już słuchać swoich rodziców, nauczycieli? Może ja ich do czegoś zainspiruję?

GALA: Na przykład do tego, żeby przeszli na buddyzm?

TOLA SZLAGOWSKA: Nikogo do niczego nie nakłaniam, a więc również do religii. Sama nie jestem buddystką, szukam swojej religii. Interesuję się katolicyzmem, buddyzmem. Uczę się o tych religiach, sprawdzam, które bardziej mi odpowiadają. Mój tata i brat od zawsze byli buddystami. Podoba mi się ich spokój, otwartość umysłu, medytacje. Moja mama pochodzi z bardzo katolickiej rodziny, gdzie chodzi się co niedziela do kościoła, wierzy w Boga, przestrzega postów. Ja mam w torbie obrazek Zielonej Tary – energii ochronnej, i Matki Boskiej. Wierzę w prawo karmy, w reinkarnację, ale też nie przeszkadza mi to, żeby pomodlić się z babcią. No właśnie babcia – ona najbardziej przeżywa moje poszukiwania religijne. Pamiętam, jak kiedyś, gdy byłam w Stanach, weszła do mojego pokoju i zobaczyła na szafce obrazek Zielonej Tary. Obudziła mnie w nocy telefonem, by spytać, czy ja też uwierzyłam już w tych wszystkich bożków i odchodzę od Boga. A ja po prostu uważam, że trzeba być dobrym człowiekiem. Katolicyzm, judaizm, buddyzm – wszystko to ta sama dobra energia.

GALA: I rodzice dają ci swobodę, wybór?

TOLA SZLAGOWSKA: Tak, moim rodzicom bardzo zależy na mojej samodzielności. Nie jestem traktowana tak jak większość rówieśników. Mama jest surowa, tata często mnie krytykuje, zwłaszcza jeżeli chodzi o muzykę. Jeżeli mam jakiś problem w szkole czy w życiu osobistym, to oczywiście wiem, że mogę na nich liczyć. Ale w muzyce są nieprzejednani.

GALA: Nie podoba im się to, że postanowiłaś zostać piosenkarką?

 

TOLA SZLAGOWSKA: Tata jest muzykiem i wie doskonale, jaki to ciężki, wypalający zawód. Oboje ostrzegali mnie przed krytyką, ciężką pracą i godzinami spędzonymi przy mikrofonie i pianinie. Pytali, czy mam coś ciekawego do powiedzenia, czy chcę zostać tylko plastikową lalką, dla której najważniejsze są sesje zdjęciowe do kolorowych pism. Ja jednak miałam w sobie tyle energii, charyzmy. Nie powstrzymało mnie nawet to, że w domu był zakaz śpiewania i mówienia o muzyce, ponieważ rodzice chcieli odpocząć. Jako mała dziewczynka lubiłam lalki, ale tylko wtedy, kiedy mogłam udawać, że są piosenkarkami. Później sama zaczynałam śpiewać – najpierw do skakanki, potem do flamastrów. W wieku 9 lat napisałam swoją pierwszą piosenkę. Zaczynała się od zdania „Gwiazdy na niebie pokazują ciebie”. Banalne, ale rym jest.

GALA: I tak powstał Blog 27?

TOLA SZLAGOWSKA: Mniej więcej. Na początku śpiewałam z Alicją Boratyn, z którą zresztą znałyśmy się od urodzenia i razem krzyczałyśmy do fl amastrów. Myślałam, że mamy podobną wizję i podobny upór, jednak po jakimś czasie okazało się, że wcale tak nie było. Wiedziałyśmy, że nie chcemy być uśmiechniętymi dziewczynkami w kitkach, wolałyśmy dredy. Na początku miałyśmy problem z wytwórniami. Mówiono, że fajnie śpiewamy, ale po co taki zbuntowany wygląd. Na jedną z pierwszych sesji zdjęciowych do gazety młodzieżowej panie stylistki przyniosły nam różowe koszulki i spodnie dzwony. Oczywiście odmówiłyśmy założenia ich, ale i tak komputerowo pomalowali nam usta brokatem. Potem jednak zrozumieli, że właśnie taki wizerunek podoba się młodzieży i dali nam wolną rękę.

GALA: Kiedy wyjeżdżałaś do Los Angeles, czego się spodziewałaś?

TOLA SZLAGOWSKA: Chciałam zdobyć gruntowne wykształcenie muzyczne, poznać życie i kiedyś zostać superstar. Taki mam plan. Dobry plan.