GALA: Tytuł twojego nowego albumu to „24 Hours”, co oznacza?

TOM JONES: Coś ciągłego, nieprzerwanego. Po 24 godzinach przychodzą kolejne, potem kolejne, a jak masz szczęście, to jeszcze kolejne! Ja ciągle działam na pełnych obrotach, 24 godziny na dobę.

GALA: Ta płyta to dla ciebie podsumowanie kariery?

TOM JONES: Nazwałbym ją raczej powrotem do korzeni, do tego, co nagrałem w latach 60.

GALA: Podobno zainspirował cię album Amy Winehouse „Back to Black”?

TOM JONES: Można tak powiedzieć. Wytwórnie bały się zaryzykować i wydać album zanurzony w klimacie lat 60. Starałem się je przekonać, ale ciągle słyszałem, że stylistyka retro ludziom się nie podoba, aranżacje na trąbce są przestarzałe i trzeba iść w elektronikę. Wtedy powiedziałem im o Amy: „Zobaczcie, jej się udało!”. Jej twórczość utwierdziła ludzi z wytwórni, ale również mnie samego, w przekonaniu, że warto wracać do przeszłości i twórczo się nią inspirować.

GALA: Jedną z nowych piosenek, „The Road”, zadedykowałeś żonie.

TOM JONES: Piosenka powstała, gdy moja przyjaciółka pisarka, poproszona o wymyślenie tematu na utwór, zapytała, jak to możliwe, że ja i Linda jesteśmy razem już pół wieku. Odpowiedziałem, że nieważne, co robię i gdzie jestem, moja droga zawsze wiedzie do Lindy. Na szczęście żona nie ma do mnie żalu, że dopiero teraz napisałem coś o niej, po pół wieku naszego małżeństwa.

GALA: Skończyłeś 69 lat. Skąd w tobie tyle energii?

TOM JONES: Jestem szczęściarzem, bo zawsze miałem dobre zdrowie. Nic nie jest w stanie zedrzeć mojego głosu, nadal jest tak silny, jak był. Poza tym ja po prostu od zawsze robię to, co kocham. Śpiewam, gram i jeżdżę po świecie z koncertami. Czego mógłbym chcieć więcej?

GALA: Czujesz się symbolem Walii?

TOM JONES: Zawsze się tak czułem. Od kiedy zacząłem karierę, wiedziałem, że jestem Walijczykiem i cierpliwie tłumaczyłem Amerykanom, gdzie leży Walia. Ludzie uważają mnie za Brytyjczyka, tymczasem wcale tak nie jest. Wtedy mówię: „Na tej wyspie znajduje się także Szkocja i Walia”!

GALA: Niedawno otrzymałeś tytuł szlachecki, czujesz się wyróżniony?

TOM JONES: To wielki zaszczyt, ale gdy mnie poinformowano o odznaczeniu, naprawdę się przeraziłem! Pomyślałem, że teraz chyba muszę się zmienić, żeby być godnym tego tytułu. Ale potem pomyślałem, że skoro Mick Jagger dał sobie z tym radę, to mnie też jakoś pójdzie.