TOMASZ BAGIŃSKI Ja, Benedyktyn ?

Udostępnij

Obrzydliwie, paskudnie, chorobliwie ambitny. Tak mówi sam o sobie. I dodaje za znanym pisarzem, że „najbardziej trwałe budowle tworzy się na najgorszych cechach swojej natury”. Zrobił animację, która zachwyciła amerykańską Akademię Filmową. A gra komputerowa, którą współtworzył, jest światowym przebojem. Kolejnym hitem ma szansę zostać jego nowy projekt – „Kinematograf”.

TOMASZ BAGIŃSKI Ja, Benedyktyn ?

GALA: Czy współtworząc grę „Wiedźmin”, nie czuł się pan trochę jak diler, który sprzedaje narkotyki? Młodzi, zamiast grać w piłkę i czytać książki, zatracają się przed komputerem.

TOMASZ BAGIŃSKI: W to nie wierzę. To wielka ściema, że gry zmieniają psychikę.

GALA: Nie rozwijają emocji, empatii, tak jak np. czytanie. Takie są badania.

TOMASZ BAGIŃSKI: Znam bardzo dużo ludzi, którzy równie chętnie grają, jak czytają. Jedno nie wyklucza drugiego. Podaje pani argumenty jak za czasów braci Lumière, kiedy pojawiło się kino. Krytycy nie zostawiali na kinie suchej nitki, wieszcząc, że pozostanie tylko wulgarną rozrywką dla ludu.

GALA: A nałóg komputerowy?

TOMASZ BAGIŃSKI: Picie i palenie też nie prowadzą automatycznie do nałogu. Trzeba mieć ku temu predyspozycje. Z komputerem też trzeba umieć żyć. Nie da się już go wyrugować z życia. Niech pani zwróci uwagę, że cały internet oparty jest na czytaniu i pisaniu. Nowe pokolenie, które wchodzi w życie, znacząco lepiej wykorzystuje te umiejętności niż mój rocznik 1976. To właśnie dzięki komputerom słowo pisane będzie przeżywać renesans.

GALA: Przystępując do projektu „Wiedźmin”, miał pan świadomość, że uczestniczy w produkcji, która jest przełomem w polskiej kulturze popularnej?

TOMASZ BAGIŃSKI: Nie mieliśmy poczucia misji. To była dla nas szansa na zdobycie nowych doświadczeń i mieliśmy dużo wolności artystycznej, w przeciwieństwie do naszej codziennej działalności w reklamie. Niewątpliwie Wiedźmin wśród współczesnych polskich bohaterów popularnych ma największy potencjał, by stać się postacią globalną. To strzał w dziesiątkę. Pierwszy popkulturowy produkt polski, który może podbić świat. Ta gra jest początkowym etapem, plany są bardziej inwazyjne. W tym jest najbardziej przełomowe myślenie.

GALA : Polak potrafi?

TOMASZ BAGIŃSKI: Taką świadomość, nareszcie niezakłamaną przez propagandę, wyzwoliło wejście Polski do Unii Europejskiej. Europa otworzyła się na nas. Nie tylko dlatego, że tam jeździmy zmywać naczynia i udrożniać rury kanalizacyjne. Postrzeganie Polski na świecie radykalnie się zmieniło. Zainteresowanie budzi także nasza kultura.

GALA : Jest szansa, że powstanie polski DreamWorks, w którym nakręcimy polskiego „Shreka”?

TOMASZ BAGIŃSKI: Płacimy za lata zacofania. I choć jestem wielkim optymistą, jeśli chodzi o przyszłość, to, niestety, musi potrwać. Takiego przemysłu nie można zbudować w rok czy dwa lata. Potrzebne są dziesięciolecia. To nie jest tylko kwestia pieniędzy. Na film animowany dla dzieci udałoby się je w Polsce zorganizować, ale to problem przede wszystkim zbyt małych zespołów. Nie ma u nas szkoły, która zawodowo uczy grafiki komputerowej. Jest, owszem, kilka szkół wyższych, np. łódzka Filmówka czy niektóre akademie sztuk pięknych, ale to za mało. Graficy komputerowi to najczęściej ludzie, którzy są samoukami, tak jak ja.

GALA : Barierą w tym zawodzie jest chyba także charakter pracy. Żmudne dłubanie, benedyktyńska cierpliwość. Nakręcenie prawie siedmiu minut „Katedry” zajęło panu trzy lata.

TOMASZ BAGIŃSKI: Jeśli chce się pracować w animacji, nie trzeba od razu rzucać się na robienie takich projektów jak „Katedra”. W sumie trwało to tak długo, ponieważ musiałem w tym samym czasie pracować zarobkowo. Podsumowując czas, jaki poświęciłem temu filmowi, wyszłoby około piętnastu miesięcy. „Katedra” była powodem, dla którego rzuciłem studia architektoniczne na czwartym roku. Postanowiłem, że przysiądę do niej jak do dyplomu. Będę się tak męczył. Poza tym uważam, że żyjemy w piekielnie wygodnych czasach. Wielki mi problem, poświęcić piętnaście miesięcy życia na film. Co to jest? Cofnijmy się o sto, a nawet o pięćdziesiąt lat. Posłuchajmy czasem naszych rodziców, jak ciężko musieli przebijać się przez życie. Przy takich doświadczeniach wysiłki mojego pokolenia czy tego obecnie wchodzącego w życie wydają się śmieszne.

GALA : W jakiej konwencji będzie pański nowy film „Kinematograf”?

TOMASZ BAGIŃSKI: Po sukcesie metafizycznej, fantastycznej „Katedry” zrobiłem „Sztukę spadania” w konwencji czarnego humoru. Nie chciałem porównań i wytrąciłem krytykom broń z ręki. „Kinematograf” będzie w jeszcze innej stylistyce. Nie chcę zdradzać szczegółów, powiem tylko, że to piękna historia o miłości. W kinie interesują mnie proste historie, które wzruszają. Wierzę, że filmy są rozrywką trochę ludową. Nie powinno się ich kręcić dla wąskiej elity. Powinny być zrozumiałe zarówno dla budowlańca, jak i dla człowieka z doktoratem.

GALA : Animator komputerowy staje się najbardziej gorącym zawodem?

TOMASZ BAGIŃSKI: Kto postawi na animację, nie będzie miał w przyszłości żadnych problemów ze znalezieniem dobrze płatnej pracy. To niezwykle prężnie rozwijająca się dziedzina.

GALA : Pan sam o sobie powiedział: „Jestem obrzydliwie, paskudnie, chorobliwie ambitny”.

TOMASZ BAGIŃSKI: Pewnie, że jestem ambitny, czemu nie. To akurat dobra cecha. Jacek Dukaj w „Czarnych oceanach” kapitalnie stwierdził, że najbardziej trwałe budowle tworzy się na najgorszych cechach swojej natury. Ambicja może być cechą niszczącą, ale także budującą. Kiedy zdawałem na ASP i zostałem wykopany z egzaminu, całą moją wściekłość skierowałem w rozwój siebie.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł