Spotykamy się po konferencji prasowej z udziałem samych mistrzów – bohaterów z Pekinu: Piotra Małachowskiego, Artura Nogi i jego – Tomasza Majewskiego. W białych trampkach, z parasolką, uśmiechnięty. Siłą rzeczy (204 cm wzrostu) na wszystkich patrzy z góry. „Zaczynajmy już” – prosi organizatorów. Wyluzowany, ale wygląda, jakby popularność go trochę nudziła.

GALA : Co pan sobie myśli, siedząc na nudnych konferencjach prasowych i wiercąc się nieustannie?

Tomasz MAJEWSKI : Staram się mniej więcej wszystko śledzić, żeby nie wypaść z akcji, ale myślami jestem raczej gdzieś daleko. Jestem zazwyczaj w dobrym nastroju, wiele rzeczy mnie śmieszy. Jest spoko.

GALA : Co pana śmieszy?

TOMASZ MAJEWSKI: Ludzie robią czasem zabawne miny na przykład.

GALA : Ciekawi mnie, ile wzrostu ma pańska dziewczyna?

TOMASZ MAJEWSKI: 176 cm. Jak dla mnie w sam raz.

GALA : Zajmuje się sportem?

TOMASZ MAJEWSKI: Poniekąd, bo jest nauczycielką WF-u. Poznaliśmy się na dyskotece w akademiku warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Mieszkałem tam, a ona studiowała. Jest z Warszawy.

GALA : Po co chodzi pan na dyskoteki?

TOMASZ MAJEWSKI: Jak to po co? Pobawić się, normalnie.

GALA : I tak pląsa pan zwiewnie po parkiecie?

TOMASZ MAJEWSKI: No pewnie. Na ogół słucham rocka, ale pląsam przy dyskotekowych rytmach. Muzyka mi w tańcu nie przeszkadza. Jeśli człowiek chce się bawić, to w każdej znajdzie coś ciekawego. Pląsanie to bardzo naturalny, ludzki odruch.

GALA : Bez dopingu?

TOMASZ MAJEWSKI: Jakieś piwo, wiadomo.

GALA : Otwarcie mówi pan o sportowym dopingu.

TOMASZ MAJEWSKI: Ma pani na myśli pewnie Mikuláša Konopkę. Tak, uważam, że dobrze się stało, że został złapany i dożywotnio zdyskwalifikowany.

GALA : Wielu sportowców bezkarnie jedzie na koksie?

TOMASZ MAJEWSKI: Niestety.

GALA : Ilu?

TOMASZ MAJEWSKI: Może 15 procent?

GALA : I pan nie reaguje i tak spokojnie o tym mówi?

TOMASZ MAJEWSKI: Prędzej czy później złapią ich.

GALA : Walczył pan z kolegami w szkole?

TOMASZ MAJEWSKI: Tak, ale do momentu, gdy zacząłem treningi. Uważam, że silny człowiek powinien mieć świadomość, że może zrobić komuś krzywdę, a przez przypadek zabić. Wolę ustępować.

GALA: A gdyby został pan zaatakowany na ulicy, tłumaczyłby pan zbójom, co to znaczy peace & love?

TOMASZ MAJEWSKI: Pacyfistą jest się do pewnego momentu. Jeśli jest potrzeba obrony, to trzeba się bronić i tyle. Zresztą w centrum Warszawy nocą są takie pustki, że nie ma się czego bać. Chodzę wszędzie i odkąd tu mieszkam, czyli od sześciu lat, nie miałem żadnych przykrych przygód.

GALA: Zagrałby pan Terminatora, gdyby Pudzian się rozmyślił?

TOMASZ MAJEWSKI: Udział sportowców w filmie źle mi się kojarzy. Są to chybione role i filmy. Znam swoją wartość i umiejętności. Nie chcę wybiegać przed szereg.

GALA: A Komar?

TOMASZ MAJEWSKI: Władek grał jeszcze poza tym w teatrze i kabarecie. Nie robił obciachu.

GALA: A kto robi?

TOMASZ MAJEWSKI: Nie wypada mi tego mówić głośno.

GALA: Co przyjemnego jest w pchnięciu kulą?

TOMASZ MAJEWSKI: Dla przeciętnego człowieka pewnie nic. Trudno mi wytłumaczyć tę fajność. Mało osób może tego spróbować, a jeszcze mniej czerpać z tego radość. Wyczuwam ciężar kuli tak dobrze, jak potrafię, rzucam i ona leci. Daleko. Im dalej, tym fajniejsze wrażenie.

GALA: To rzuca się czy pcha?

TOMASZ MAJEWSKI: Pcha.

GALA: Na co przeznaczy pan nagrodę olimpijską? 200 tys. zł wystarczyłoby już na małe mieszkanie.

TOMASZ MAJEWSKI: Zobaczymy jeszcze. Na razie mam te swoje pięć minut i muszę zająć się zarabianiem pieniędzy, ponieważ kula to nie jest przecież na co dzień popłatne zajęcie.

GALA: Nie przyjął pan części nagrody, którą był samochód.

TOMASZ MAJEWSKI: Nie, wymienię go na gotówkę. Nie mam prawa jazdy, a poza tym, jeśli będę chciał mieć samochód, to taki, jaki sam sobie wybiorę. Na pewno większy, taki, w którym czułbym się jak człowiek. Tymczasem korzystam sobie z komunikacji miejskiej, pociągów i samolotów. Odnajduję się w tym doskonale.

GALA: Ale w młodości jeździł pan bez prawa jazdy ciągnikiem.

TOMASZ MAJEWSKI: Jeździłem, jak musiałem, ale to nie były jakieś wielkie eskapady.

GALA: W odwiedziny do dziewczyny z sąsiedniej wsi?

TOMASZ MAJEWSKI: Do dziewczyny ciągnikiem? Nigdy.

GALA: Fajne miał pan dzieciństwo?

TOMASZ MAJEWSKI: Dzieciństwo na wsi (mistrz pochodzi ze Słończewa pod Nasielskiem – przyp. red.) jest bardzo pogodne, bo człowiek lata sobie non stop po naturze. Mam dużą rodzinę, czwórkę rodzeństwa. Trzymamy się razem. Nie chodziłem do przedszkola, chowałem się w domu. To było naprawdę fajne.

GALA: Pomagał pan rodzicom w gospodarstwie?

TOMASZ MAJEWSKI: Tak, choć z racji tego, że miałem starsze rodzeństwo, pomagałem najmniej. Na wsi człowiek od małego uczy się pracować. W zależności od potrzeb wykonywałem wszystkie prace domowe czy gospodarskie. Żniwa, karmienie zwierząt, szukanie kurzych jajek. Normalne zajęcia na wsi. Wszystko, czego potrzebowałem, miałem w domu. Poza tym nie spędzałem w nim aż tak dużo czasu, bo musiałem ćwiczyć. Wyjeżdżałem raniutko do szkoły i na treningi i wracałem wieczorem.

GALA: Strasznie pan poukładany.

 

TOMASZ MAJEWSKI: Nie wymyśliłem sobie tego. Robiłem to wszystko dla przyjemności. Chciałem zająć się czymś poza szkołą, a sport to wspaniała przygoda. Poznaje się mnóstwo ludzi na zawodach, najpierw w Polsce, potem na świecie. Dla młodego człowieka to najlepsza droga do tego, żeby się usamodzielnić.

GALA: A sportowy reżim nigdy nie przeszkadzał?

TOMASZ MAJEWSKI: To minus, ale można się do tego przyzwyczaić, jeśli poważnie traktuje się to, co się robi. A ja się staram. Na drugim treningu mój trener powiedział mi, że trzeba mocno zasuwać, a wyniki przyjdą dopiero za ileś lat. Wiedziałem, na co się decyduję. Poddałem się reżimowi i do tej pory mu się poddaję. Świadomie.

GALA: Dopiął pan swego. I co?

TOMASZ MAJEWSKI: To uczucie spełnienia. Trenuję po coś. Największa rzecz, jaką może zrobić sportowiec, to przywieźć złoto olimpijskie. Cieszę się, że udało mi się spełnić marzenia paru osób.

GALA: A ma pan jakieś inne marzenia?

TOMASZ MAJEWSKI: O, Boże. Kiedyś miałem marzenie, żeby pojechać na Islandię. Udało mi się. Teraz nie mam jakichś wielkich marzeń. Pewnie żeby sobie ułożyć szczęśliwie normalne życie.

GALA: Dom, zmywanie naczyń, wyrzucanie śmieci?

TOMASZ MAJEWSKI: Ale ja to wszystko robię, jeśli tylko trzeba. Najczęściej zmywam, sprzątam i wynoszę śmieci. Czasem gotuję. Makarony, ryż z sosem, bo to najłatwiejsze. Na bardziej wyszukane dania nie mam czasu, choć chciałbym rozwinąć się w dziedzinie kulinarnej. Naprawdę.