Ślub księżnej Diany z księciem Karolem, następcą brytyjskiego tronu, oglądało w telewizji 650 milionów ludzi! 16 lat później dwa miliardy telewidzów patrzyły na jej pogrzeb. W ciągu półtorej dekady ta niegdyś nieśmiała przedszkolanka stała się bohaterką zbiorowej wyobraźni nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także na całym świecie. Dokumentowano każdą sferę jej życia, każdy gest, słowo i strój. Lupa mediów towarzyszyła jej zawsze, ale księżna Diana potrafiła manipulować nią do własnych celów. Bajka o nieszczęśliwej księżnej, aniele dobroczynności, pokonanej przez złych władców i sztywne konwenanse, grała na emocjach wszystkich – niezależnie od różnic kulturowych i geograficznych barier. A kim naprawdę była księżna Diana?

Co za rozczarowanie. Diana Spencer, czwarte dziecko wicehrabiego Althorp Johna Spencera i jego żony Frances, miała być przecież chłopcem. Liczono na dziedzica tytułu szlacheckiego, a zamiast niego w rodzinie pojawiła się kolejna córka. Ale nawet narodziny trzy lata później upragnionego syna, Charlesa, nie uratowały małżeństwa hrabiowskiej pary. Dla ośmioletniej Diany rozwód rodziców był końcem idyllicznego dzieciństwa. Frances wyjechała z posiadłości w Norfolk do Londynu ze swoim kochankiem, Peterem Shandem Kyddem, i przez kilka miesięcy dziewczynka, jako jedyna z rodzeństwa, mieszkała z matką. Kiedy przyjechała do taty w odwiedziny na święta Bożego Narodzenia, usłyszała, że nie wróci już do stolicy. Wicehrabia wygrał bowiem przed sądem prawo do opieki nad dziećmi. Diana wróciła więc do swojej starej podstawówki, zabaw z sąsiadami i wiejskiej sielanki na terenach królewskiej posiadłości Sadringham, gdzie stał dom Spencerów. Matkę widywała rzadko. Jej miejsce u boku ojca zajęła lady Dartmouth, córka autorki bestsellerów, Barbary Cartland. 

ZOBACZ TEŻ: Ten film ujawnia najbardziej skrywane sekrety księżnej Diany. Będzie skandal...?

„Taka cicha myszka” – przytaczał wspomnienia jej znajomych autor biografii księżnej, Andrew Morton. Hrabianka była kiepską uczennicą, wyróżniała się tylko talentem do baletu i muzyki. Matury, mimo dwukrotnego podejścia, nie zdała. Hrabia Spencer, nie mając lepszego pomysłu na uzupełnienie edukacji uroczej, ale mało lotnej córki, wysłał ją tam, gdzie lądowały zamożne dziewczęta bez nadziei na karierę: do szwajcarskiej szkoły dobrych manier. W Institut Alpin Videmanette panny uczyły się, jak interesująco prowadzić konwersację, wydawać przyjęcia, gotować i szyć. Absolwentki powinny mieć w małym palcu wiedzę o tym, jak być idealną gospodynią i... znakomitym materiałem na żonę. Diana wytrzymała tam zaledwie trzy miesiące.

Książę nie z tej bajki

Starszego od siebie o 13 lat Karola, chłopaka swojej starszej siostry, Sarah Diana poznała w domu ojca. Początkowo przyglądała mu się
z daleka. Adonisem to on nie był, ale miał poczucie humoru. Przy wspólnej kolacji okazało się jednak, że hrabianka i książę nie mają za bardzo o czym rozmawiać. O obecnych tam wspólnych znajomych nie wypadało plotkować, a Diana nie podzielała jego pasji do strzelania, koni i gry w polo. Oszczędziła mu informacji, że koni się boi, a zabijanie zwierząt dla sportu uważa za barbarzyństwo. Zafascynowana słuchała za to jego opowieści o zagranicznych podróżach. 

Związek Karola z Sarą potrwał zaledwie osiem miesięcy, ale następca tronu nie mógł zapomnieć o jej najmłodszej siostrze. Zaprosił Dianę do Balmoral, żeby poznała królową. Przedstawił ją też swoim najbliższym przyjaciołom: Camilli i Peterowi Parker-Bowles. Te randki odbywały się, rzecz jasna, w najgłębszej tajemnicy. Wystarczyło jednak, by pojawili się razem na turnieju polo, a media zorientowały się, co się święci. Od tej pory śledzono każdy krok panny Spencer, komentowano jej ostrożny uśmiech, fryzurę, nawet markę kaloszy. Diana się zakochała. Dziewczyna nie wahała się więc i kiedy książę, stęskniony po zagranicznej podróży, zaproponował jej małżeństwo – natychmiast się zgodziła. Zaręczyny następcy tronu ogłoszono w lutym 1981 roku. Pięć miesięcy później nieprzytomna ze zdenerwowania panna młoda stała już na schodach londyńskiej katedry św. Pawła, a cały świat komentował każdą falbanę i fałdę na jej sukni ślubnej w stylu gigantycznej bezy. Wybuchła medialna histeria, która miała jej towarzyszyć do końca życia.

ZOBACZ TEŻ: Księżna Diana miała romans z George'em Michaelem?! Wiedział, że się w nim kochała

Zimno, coraz zimniej

Diana, choć nieświadoma pałacowej polityki, wiedziała doskonale, czego oczekuje się od żony następcy tronu. Jej pierwszym i najważniejszym obowiązkiem było zapewnienie ciągłości monarchii, czyli urodzenie dziecka. Drugim – wydanie na świat następnego, „na wszelki wypadek”. William urodził się zatem zaledwie rok po ślubie, dwa lata później dołączył do niego brat Harry. Młoda księżna nie ukrywała, że macierzyństwo to spełnienie jej marzeń i spędzała z dziećmi każdą wolną chwilę. Chłopcy nie tylko stali się centrum jej życia – byli też pocieszeniem i ucieczką od Karola, którego brak zainteresowania żoną stawał się coraz bardziej dotkliwy. Chętnie spędzał czas z synami, ale z Dianą rozmawiał coraz rzadziej. Męczyły go jej humory, nudził brak wspólnych pasji. To, co było urocze w okresie narzeczeństwa, teraz stało się uciążliwe. Ale przynajmniej spełnił życzenie matki: ożenił się i spłodził potomków. Może i reszta się jakoś ułoży. Nic z tego. Pozostawiona sobie Diana osuwała się w depresję. Bajka o wyjściu za mąż za księcia zamieniała się w koszmar, z którym tak młoda dziewczyna nie potrafiła sobie poradzić. Sprzymierzeńcem księżnej okazały się prasa
i poddani Elżbiety II. Lady Di była wymarzoną celebrytką, zanim jeszcze kult celebrytów się narodził. 

Z pałacu zaczęły wyciekać wieści o tym, że małżeństwo pięknej księżnej Diany było katastrofą. Nie wiedziano jeszcze wtedy o jej bulimii i okaleczaniu się, ale i bez tego opinia publiczna stanęła za nią murem. Słabości i problemy młodej księżnej okazały się jej największym atutem w zdobywaniu sympatii „zwykłych ludzi”. Tych, którzy nie pochodzili z uprzywilejowanej klasy i musieli zarabiać na życie. Diana nie była jednak doskonała, a to wystarczyło, by stała się jedną z nich. Tym razem okazała się pojętną uczennicą – nauczyła się wykorzystywać społeczne nastroje i manipulować mediami. Wreszcie będzie kochana… 

Swoje publiczne obowiązki spełniała bez zarzutu, z nawiązką. Podróżowała, zaszczycała, ściskała prawice prezydentów i koronowanych głów, wszędzie zyskując sympatię. Patronowała artystom. Jako pierwsza tak wysoko postawiona osoba zaangażowała się w pomoc ludziom chorym na AIDS, trędowatym. To dzięki niej świat zwrócił uwagę na problem min lądowych i ich ofiar. Jej szczere zaangażowanie w pomoc najsłabszym dało jej status niemal świętej. Tym bardziej że był w nim rys buntu – królowa rzekomo poradziła jej, by zajęła się „mniej drastycznymi przypadkami”. Rzecz jasna z odwrotnym skutkiem. Im więcej serc zdobyła księżna wśród poddanych i sympatyków na całym świecie, tym większą fikcją było jej małżeństwo. Karol całą swoją uwagę poświęcił romansowi z zamężną Camillą Parker-Bowles, ale Diana nie była mu dłużna. Pierwszym na liście jej zakazanych miłości został major James Hewitt. Drugim – jej wieloletni przyjaciel, James Gilbey. Nie dało się też ukryć jej sympatii do policjanta z jej ochrony, pewnego marszanda i przystojnego oficera kawalerii. Ale gdy premier Wielkiej Brytanii ogłosił wreszcie  w parlamencie, że książę i księżna Walii zdecydowali się na „polubowną separację”, media nie zostawiły na Karolu suchej nitki. 

Nieunikniony rozwód książęcej pary był wydarzeniem niemal na miarę abdykacji Edwarda VIII. Popularność monarchii spadła drastycznie, a Karol mógłby równie dobrze zapaść się w swoje organiczne grządki. Diana, rozerwana pomiędzy opieką nad synami a pracą charytatywną, znalazła czas na zaplanowanie rewanżu na Windsorach. Zaprosiła do siebie dziennikarza BBC i opowiedziała o swoim „zatłoczonym” małżeństwie, izolacji na dworze i miłości do Hewitta. Przedstawiła swoją wersję wydarzeń i znów wygrała pojedynek o sympatię widzów. W 1996 roku rozwiedziona Diana, już bez tytułu Her Royal Highness, ale za to z 17 milionami funtów na koncie, zamieszkała z synami w pałacu Kensington. Wycofanie się z oficjalnych obowiązków nie oznaczało jednak, że zrezygnowała ze wspierania wybranych przez siebie fundacji i organizacji. Nie gwarantowało też prywatności – wręcz przeciwnie. Media wciąż o wiele bardziej zainteresowane były swoją ulubienicą, niż desperacko starającym się odbudować nadszarpniętą reputację Karolem. Tylko dzięki znajomości mechanizmów rządzących prasą można przypisać fakt, że dwuletni związek z kardiologiem, Hasnatem Khanem, udało się utrzymać w tajemnicy. Jej następny romans, z Dodim Fayedem, synem egipskiego miliardera, nie miał na to szans, ale i żadna ze stron nie kryła się ze swoimi uczuciami. 

ZOBACZ TEŻ: Księżna Diana cięła się żyletkami? Szokujące informacje wychodzą na jaw!

Wieść o śmierci Diany i Dodiego w wypadku samochodowym w paryskim tunelu zelektryzowała cały świat. Powściągliwi na co dzień Brytyjczycy otwarcie płakali na ulicach, trawniki przed pałacem Kensington zasłał dywan kwiatów. Pogrzeb księżnej transmitowały wszystkie większe światowe stacje telewizyjne, mimochodem tylko wspominając, że w tym samym tygodniu zmarła Matka Teresa z Kalkuty. Filmowano sztywnych z bólu Williama i Harry’ego, przybitego Karola, tłumy towarzyszące orszakowi. Diana została królową ludzkich serc. Na tym tronie zasiadała krótko, zmarła młodo, miała tylko 36 lat. Trzy lata więcej niż ma dziś jej starszy syn. Jej były mąż, obecnie postrzegany jako oddany aktywista, kochający ojciec i romantyk, wciąż czeka na swoją koronę. 

ZOBACZ TEŻ: Książę William we wzruszających słowach o matce. Księżna Diana odeszła 20 lat temu