Powiedzieliście przed chwilą: Maciek, żadna miłosna, ćwierkająca sesja nie wchodzi w grę”. Jaki tworzycie związek, który właśnie osiągnął pełnoletność? Jesteście razem już 18 lat.
Magda: To mogą nam wydać wspólny dowód osobisty? (śmiech)
Piotr: Ostatnio usłyszeliśmy od jednego z dziennikarzy, że staż związków w show-biznesie przelicza się, mnożąc przez siedem! Wychodzi na to, że razem jesteśmy od ponad stu lat. Niezły wynik. A tak poważnie: 18 lat trwa nasza znajomość, 13 lat jesteśmy małżeństwem. Staramy się nie epatować szczęściem. Jest coś takiego, jak klątwa okładki. Wspólnej okładki i wywiadu, w którym można przeczytać, jaka to para jest spełniona, szczęśliwa, jak im ze sobą dobrze. A po publikacji ta sama para przechodzi do historii. Udzielają kolejnego wywiadu. Tyle że osobno…
Magda: Kochanie, coś sugerujesz?
Piotr: Tak, że zostawię Cię zaraz po tym, jak ukaże się ten wywiad. (śmiech)

Wszystko razem, razem, razem… To trudne.
Magda: Dla nas nie. Był czas, kiedy pracowaliśmy osobno. Piotr wraz z zespołem Brathanki był nieustannie w trasie, bardzo mi go wtedy brakowało. To był też jeden z powodów, dla których założyliśmy własny zespół razem. Uwielbiam, gdy na scenie Piotr stoi za moimi plecami, czuję się wtedy bezpiecznie.
Piotr: Siedzenie za perkusją „na tyłach” Magdy sprawia mi wielką przyjemność z jeszcze jednego powodu. Uwielbiam obserwować… No właśnie, jak to powiedzieć, żeby ładnie zabrzmiało? Sylwetkę mojej żony.

Zanim zostaliście małżeństwem, pracowaliście kilka lat z Marylą Rodowicz. Krążą legendy o tym, jak bardzo jest wymagająca wobec swoich muzyków. Czasami podobno bezwzględna. Jak było na tym jej „poligonie”?
Piotr: Marylę Rodowicz możemy nazwać matką chrzestną naszego związku, bo właśnie dzięki niej się poznaliśmy. To było w drugiej połowie lat 90. Szefem zespołu był wtedy Adam Sztaba. Zjeździliśmy pół świata, zagraliśmy mnóstwo koncertów. Maryla była bardzo wymagającą szefową, ale w jej towarzystwie nie można się nudzić!
Magda: Oj, to prawda. Nudzić się z Marylą nie można. To artystka, która ma w swoim repertuarze setki piosenek i lubiła ze sceny powiedzieć do publiczności „Podawajcie tytuły, ja wam chętnie zaśpiewam”. Wielokrotnie drżeliśmy na myśl o tym, co usłyszymy i czy to znamy, czy zaśpiewamy. Maryla, wiadomo, ale my? Do dzisiaj, obudzona w środku nocy, potrafiłabym zaśpiewać każdy przebój Maryli. Nawet na trzy głosy.
Piotr: Za naszej kadencji w zespole, a graliśmy razem pięć lat, Maryla dostała od zespołu kilka przydomków, m.in. „Szefowa”, „Mery-lu”. Ja jestem autorem funkcjonującego do dziś „Bazyliszka”. A było tak: kiedy któryś z muzyków się pomylił i zagrał na przykład nie ten akord, ona obdarzała go mrożącym krew w żyłach spojrzeniem. Nawet dzisiaj, po latach, czasem zauważamy to, oglądając koncerty Maryli w telewizji.
Magda: I wciąż mamy serdeczny kontakt. Dzięki Maryli w moim życiu wiele się zmieniło. Będę jej za to dozgonnie wdzięczna. Po moim występie w programie Polsatu „Twoja twarz brzmi znajomo” Maryla napisała do mnie kilka miłych słów. Dostać gratulacje od Królowej Polskiej Piosenki, wow!

Czy związek to tak samo ciężka praca jak śpiewanie z Marylą?
Piotr: Rozumienie siebie, uczenie się siebie to czasami walka z małymi wiatrakami. Odpuszczanie sobie bitwy na rzecz wygrania wojny. (śmiech) Już wyjaśniam, o co chodzi: o gniazdko w łazience. Mamy tylko jedno blisko lustra. Kiedy Magda włącza suszarkę, wyciąga wtyczkę mojej elektrycznej szczoteczki do zębów. Nie zdarzyło się jeszcze, aby ją później z powrotem włożyła. Przez jakiś czas z tym walczyłem. Prosiłem. Namawiałem. Błagałem. Jak grochem o ścianę. Więc przestałem. Zaakceptowałem. Sam wyjmuję kabel od suszarki i włączam szczoteczkę.

A wiecie o istnieniu rozgałęźników?
Magda: Wiemy! Ale nie mamy. Poza tym zdarzają się takie poranki, że wyłączając suszarkę, włączam szczoteczkę. Tylko Piotr tak bardzo pogodził się z tym, że o tym zapominam, i… nie zauważa moich starań. Na dziesięć wyłączeń szczoteczki przypadają trzy ponowne jej włączenia. Jestem bliska ideału! Podobno związek polega na kompromisach, ale to nie oznacza, że mamy się od razu zmieniać. Dużo rozmawiamy, sprawdzamy, na ile możemy i chcemy się zmienić. W niektórych przypadkach wystarczy sygnał, w innych to długi proces, trwający nawet latami. Ważne jest poczucie humoru, dystans do siebie, no i miłość...

Piotr, jesteś w domu jedynym mężczyzną. Macie trzy córki: Zosię, Michalinę i Antoninę.
Magda: Sprostowanie. od paru tygodni mamy kota, więc Piotrek już nie jest sam...
Piotr: to się dopiero okaże, czy będę mógł na niego liczyć. Poprzedni uciekł po kilku miesiącach, mieliśmy go właśnie wykastrować. W sumie to mu się nie dziwię... Ale ten jest inny. Zosia przygarnęła go podczas naszej nieobecności. Byliśmy z Magdą po raz pierwszy od dziesięciu lat sami, bez dzieci na wakacjach. Zgodziłem się, żeby został, chociaż nie jestem wielkim miłośnikiem kotów. Ujął mnie swoją mądrością. dostał imię Jumbo, które na Zanzibarze, gdzie spędzaliśmy urlop, oznacza po prostu „cześć”.

Marzyłeś o synu?
Piotr:
Nie będę zaprzeczał. Ale moje dziewczyny to typowe „córeczki tatusia”.
Magda: W stu procentach! Nawet są do ciebie podobne. Poza tym powinieneś się cieszyć: cztery dziewczyny kochają cię na zabój! Ale tak, wiem, że po dwóch córkach czekałeś na syna. Kiedy byłam w ciąży z najmłodszą, Antosią, poszliśmy na USG. W trakcie badania pani doktor zapytała, ile mamy córek. „dwie” – odpowiedziałam. „No to macie trzecią”. Na co Piotrek: „No to pa! ”.
Piotr: Marzyłem, że przekażę nazwisko, herb, szablę rodową... (śmiech) i przede wszystkim, że będę miał kumpla do oglądania meczów. Chociaż Antosia czasami zachowuje się jak chłopak.
Magda: Jest jak mały zbój, ale dokazuje z takim wdziękiem, że nie sposób się na nią gniewać.

 

Jak wychowujecie córki?
Magda
: Tak jak potrafimy najlepiej. Choć napisano tysiące poradników na ten temat, myślę, że każdy musi znaleźć własną drogę do swojego dziecka. to niełatwe, szczególnie kiedy ma się ich troje, a każde z nich – zupełnie inny charakter. Są prawdziwą mieszanką wybuchową.
Piotr: Są niezwykle wrażliwe, ale potrafi postawić na swoim. Zosia pięknie śpiewa. Sama nauczyła się pisać i czytać, kiedy miała niecałe pięć lat. to ma po mnie, prawda? Michalina ma talent plastyczny. Nie po nas. Jest odważna, więc ciągle coś jej się przytrafi: a to noga skaleczona, język przecięty, kolana zdarte. Antosia, najmłodsza, jest jak żywe srebro. Cały czas opowiada przeróżne historie i śpiewa piosenki z tekstami wymyślanymi na bieżąco, i często... nagrywa je na moją komórkę, o czym zawsze dowiaduję się przez przypadek. Magda może się od niej uczyć obsługi telefonu.
Magda: I jest bardzo dojrzała jak na swój wiek. Pamiętam, kiedy rok temu Zosia powiedziała w żartach, że nikt jej nie chce przytulić i jest jej smutno... Antosia, która miała wówczas niecałe trzy latka, pocieszyła ją: „Nie przejmuj się. Czasami tak w życiu bywa”. Na moim nowym blogu założyłam zakładkę: „Złote myśli Antoniny i Michaliny K.”.

Magda, kiedy spotykacie się wszyscy: cała najbliższa rodzina Steczkowskich i Królików, to ile was jest przy stole?
Magda: Następne pytanie proszę. Muszę policzyć… osobno swoją i osobno twoją, Piotr. Samych wnuków Steczkowskich jest 15... (Magda liczy dalej, kolejno zięciów, siostry, rodzeństwo Piotra, rodziców). Jeśli się nie pomyliłam, to będzie 38 osób. tylko najbliższa rodzina.
Piotr: Bywało też ponad pięćdziesiąt.
Magda: Ostatnio, prawie w komplecie, widzieliśmy się z okazji chrzcin Helenki, córki Justyny.

Jakie masz relacje z rodzeństwem? Czy z Justyną jesteście sobie najbliższe?
Magda: Im jesteśmy starsi, tym lepiej się dogadujemy. Każdy z nas, a jest nas dziewięcioro ma inny charakter. Czasami trudno uwierzyć ,że mamy tych samych rodziców. (śmiech) Ale tak jak jesteśmy różni, tak jesteśmy do siebie podobni pod wieloma względami. Z Justyną mam świetny kontakt. Czasami dzwonię do niej, żeby się poradzić, czasami, żeby pogadać, jak to w rodzinie.

Dołączyłeś do wielkiej, medialnej rodziny. Steczkowscy z każdej strony. Nie „zadziobali” Cię na początku?
Piotr: Większość rodzeństwa Magdy znałem wcześniej, bo są muzykami  i niejednokrotnie nasze drogi się przecinały, więc nie byłem traktowany jak całkiem obcy. Grałem w pierwszym składzie zespołu Justyny... to było wiele lat temu. Na początku naszej znajomości, kiedy jeździliśmy jeszcze do Stalowej Woli i żył tata Magdy, to faktycznie, liczba osób, które siadały do świątecznego stołu, była imponująca. Ten gwar, to gadanie jeden przez drugiego, śmiechy, przekrzykiwania się, nawoływania. Po 30 minutach Wigilii byłem wykończony. Z czasem jednak zaczynałem się w tym gwarze odnajdywać.
Magda: Reakcje innych, którzy tak jak ty dołączyli do naszej rodziny, mężów moich sióstr czy żon braci, były podobne. I w końcu patrzyli na tę szaloną, wielką gromadę z fascynacją! Po prostu byli szczęśliwi, że sami mogą w tym radosnym rozgardiaszu brać udział.
Piotr: Kiedyś, podczas kolejnych świąt, jeszcze w Stalowej Woli usłyszeliśmy z Maćkiem, mężem Justyny, i Miszą, mężem Krystyny, że „szwagier to nie rodzina”. I od tej pory my, mężowie Steczkowskich, wspieramy się jeszcze bardziej. Może założymy klub? (śmiech)
Magda: to taki żart mojego rodzeństwa. Jak doskonale wiesz, akurat wszyscy was uwielbiają. Nasi trzej Muszkieterowie. Choć prawdą jest, że kiedy spotkamy się całą rodziną, nie możemy się nagadać i wtedy małżonkowie cierpią na brak zainteresowania z naszej strony.

Być Steczkowską albo jej mężem to również mieć czasami po dziurki w nosie konfrontacji z siostrą, prania w mediach rodzinnych sensacji, niechcianej popularności?
Piotr
: Nie jest tak źle. Jednej z gazet np. zawdzięczamy szybszy ślub, bo kiedy przeczytaliśmy nagłówek, że zostaliśmy małżeństwem, stwierdziliśmy, że skoro już o tym napisali, to dlaczego nie. Byliśmy zaręczeni, więc to i tak była tylko kwestia czasu i... wolnych terminów w pracy.
Magda: Poza tym pani w sklepie pogratulowała mi już pięknego ślubu...
Piotr: Nie pozostaje nam nic innego, jak zachowywać do tego wszystkiego dystans. Jak wtedy, gdy opublikowano zdjęcia po urodzeniu najmłodszej córki... Patrzymy na fotografie, a tam moja teściowa, ale z zupełnie innym, nie naszym dzieckiem. Poza informacją, że Magda urodziła, nic się nie zgadzało.
Magda: Nie komentujemy, nie prostujemy. Czasami gdy plotka została wyssana z palca i zatacza zbyt duże  kręgi, prostuję ją na swojej stronie internetowej albo facebooku. Wiem, że nie zamknę ust wszystkim, ale po co tracić czas i energię na bezsensowne przepychanki. Jednak biada tym, którzy w jakikolwiek sposób naruszą prywatność i dobre imię moich najbliższych!

Wasze dzieci zdają sobie sprawę, że mają popularną mamę i ciocię?
Magda:
Na Antosi i Michalince nie robi to szczególnego wrażenia. dla nich mama w telewizji oznacza, że jestem w pracy. Zosia, najstarsza, odczuła różnicę, bo czyta, przegląda gazety, portale, przeglądają je także i czytają jej koleżanki i koledzy. Podczas emisji programu „twoja twarz brzmi znajomo” pytali ją, czy to jest na żywo, kto wygra, jak się dostać do tego programu. Chyba dopiero teraz zrozumiała, że praca mamy jest czymś, co oceniają inni.

Ludzie was porównują, konfrontują: która jest zdolniejsza, która ładniejsza, co każda z was na siebie włożyła itd.
Magda: Justyna zaczęła karierę na długo, zanim ja zaczęłam o niej myśleć. Jest wielką artystką, wyjątkową kobietą. Szanuję jej dorobek, mimo że nasze muzyczne fascynacje bardzo się różnią. długo pracowałam na to, aby w końcu przestano pisać i mówić o mnie: „siostra Justyny” zaśpiewała, poprowadziła, wzięła udział czy wydała płytę...

Magda, nawet na Wikipedii przy Twoim nazwisku pojawia się informacja o pamiętnym już lądowaniu na Okęciu, kiedy w samolocie nie otworzyło się podwozie. To wydarzenie przeszło do historii. Pamiętasz, że Twoja radość ze szczęśliwego zakończenia została ostro skrytykowana. Pisano, że wykorzystałaś tę sytuację, aby się wypromować.
Magda: To dla mnie wciąż trudny temat i wolę o tym nie rozmawiać.

Pierwszą osiemnastkę macie za sobą. A kolejna? Czego sobie życzycie?
Magda: Będę miała wtedy... 57 lat, a Piotr dziewięć więcej niż ja, więc jedyną rzeczą, jakiej bym sobie życzyła, to zdrowie, bo zamierzamy wtedy zwiedzać świat. dzieci będą już dorosłe, więc będziemy mogli poszaleć... I może jeszcze, żeby mieszkały gdzieś blisko...

Gdybyś miała napisać piosenkę o was, jaki nosiłaby tytuł?
Magda: Już ją napisałam. Jest na mojej ostatniej płycie „Pełnia” i nosi tytuł „Niczego więcej od Ciebie już nie chcę”. (śmiech)