Pamiętasz pierwszy kosmetyk, który sobie kupiłaś? 

Jasne! Miałam wtedy jedenaście lat. W drogerii kupiłam niebieski i czarny eye-liner oraz różowy błyszczyk. Kwintesencja makijażu lat 80. (śmiech).

A aktualnie jaki jest Twój ulubiony kosmetyk?

Tusze do rzęs Max Factor. Mam na ich punkcie obsesję i codziennie ich używam.

Nigdy nie wychodzisz z domu bez makijażu?

Wręcz przeciwnie. Nie jestem typem kobiety, która nosi na co dzień pełny makijaż. Najczęściej ograniczam się do tuszu na rzęsach.

A co podkreślasz, kiedy idziesz na oficjalne przyjęcie?

Nie maluję się wtedy sama, a makijażyści najczęściej w takich sytuacjach akcentują moje oczy. Lubię, kiedy doklejają mi kilka sztucznych rzęs w zewnętrznych kącikach oczu. Dzięki temu wydają się większe. Niestety nie umiem tego zrobić sama w domu, w ogóle nie jestem specjalnie dobra w malowaniu się.

Stosujesz jakieś triki makijażowe, którymi chciałabyś się podzielić?

Oprócz używania tuszu do rzęs? Chyba nie. Polecam za to zabawę makijażem. Ostatnio eksperymentowałam z kosmetykami Max Factor w mojej łazience. Dobrze jest samemu sprawdzić, w jakich kolorach jest ci do twarzy, a w jakich wręcz przeciwnie… Nadal muszę się dużo nauczyć w kwestii makijażu. Na szczęście mam możliwość uczenia się od najlepszych.

Od dwóch lat jesteś ambasadorką Max Factor. Na czym właściwie polega Twoja praca?

Biorę udział w kampanii, wcielam się w ikony stylu XX wieku. To przyjemna rola i czuję się zaszczycona tym, że zostałam wybrana.

W kampanii wcielasz się w Brigitte Bardot, Audrey Hepburn, Madonnę – która z tych ról była Ci najbliższa?

Nie wymieniłaś Farrah Fawcett, a właśnie w tym wcieleniu czułam się najlepiej. Uwielbiam styl lat 70. Jest mocny, wyrazisty, bardzo glamour, sexy i wyjątkowo cool.

 

Masz piękną skórę. Dbasz o nią w jakiś szczególny sposób?

Zdrowo się odżywiam, ćwiczę, piję dużo wody, nawilżam skórę. Ale też chodzę na zabiegi i używam kremów z filtrem. W miarę upływu lat zaczęłam przejmować się tym, jak wyglądam. Kiedy miałam 20 lat, w ogóle mnie to nie interesowało.

Prowadzisz stronę internetową poświęconą zdrowemu stylowi życia – GOOP.  Kiedy i dlaczego zdecydowałaś się zmienić swoje życie?  

Gdy okazało się, że mój tata ma nowotwór. Wtedy nabrałam przekonania, że istotne jest to, w jaki sposób żyję. Zaczęłam interesować się tym, jak zanieczyszczenia wpływają na zdrowie. To było 15 lat temu. Strona internetowa jest konsekwencją rozwoju tych zainteresowań.

Co radzisz kobietom, które chciałyby o siebie zadbać, ale mówią, że nie mają na to czasu?

To nie jest łatwe, ale można się postarać, np. przygotowywać posiłki w domu i zabierać je ze sobą do pracy. Jeżeli podróżuję, zawsze mam przy sobie jabłko i migdały.

Jesteś wysportowana. Co zrobić, żeby mieć tak rewelacyjne nogi?

To wymaga dużo pracy (śmiech). Od ośmiu lat ćwiczę pięć razy w tygodniu, co najmniej godzinę, czasem dwie – według metody Tracy Anderson.

A co jesz po treningu?

Koktajl z masłem migdałowym, jarmużem, jagodami. W ciągu dnia się pilnuję, ale wieczorem pozwalam sobie na makaron i kieliszek wina.