Miłośnicy oryginalnych ubrań projektu Viktora Horstinga i Rolfa Snoerena byli załamani, gdy kilkanaście tygodni temu magazyn „WWD” poinformował, że ekscentryczny duet nie pokaże swojej wiosennej kolekcji 2009. W świecie mody zawrzało. Wszyscy zastanawiali się, czy ta zaskakująca decyzja została podyktowana niestabilną sytuacją finansową marki, czy może holenderskim kreatorom po prostu skończyły się pomysły na organizowanie szalonych pokazów. W końcu w ciągu swojej ponad 15-letniej kariery wielokrotnie udawało im się zaskoczyć nieco zblazowanych ludzi ze świata mody. Jak? No cóż, raz kazali chodzić modelkom w jelenich rogach na głowie, innym razem wymyślili, że dziewczyny będą prezentowały ubrania z reflektorami przyczepionymi na ramionach. Tym razem postanowili jednak pójść o krok dalej. Pod koniec sierpnia zdementowali pogłoski o braku wiosennego pokazu. „Odbędzie się, ale w... internecie. Zaproszeni są oczywiście wszyscy! Wystarczy tylko wejść na naszą stronę” – zdradzili rozbawieni.

DOWCIPNISIE

I faktycznie, mieli rację. Pokaz wiosennej kolekcji 2009 odbył się 2 października Czy to znaczy, że prezentowanie ubrań w internecie stanie się nową świecką tradycją marki Viktor & Rolf? „Absolutnie nie. W przyszłym sezonie planujemy zrobienie normalnego pokazu” – zdradzili projektanci. Ale czy mówią prawdę? Trudno przewidzieć. W końcu kto choć trochę zna życiorysy obu panów, wie, że szalone wybryki to ich specjalność. W latach 90. stworzyli sztuczną butelkę perfum, której nie dało się otworzyć. „Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że wiele osób traktuje modę jak opakowanie bez treści” – powiedzieli. Chociaż jak obaj przyznają, kochają swoją pracę, raz zdarzyło im się rzucić w kąt ołówek i blok ze szkicami. W 1996 roku nie pokazali kolekcji ubrań, tylko wywiesili plakat z napisem „Strajkujemy!”. 2005 2004 „Chcieliśmy w ten sposób zwrócić na siebie uwagę krytyków, którzy nas nie zauważali” – przyznali po latach.

PRACA: TAK, SEKS: NIE

Dzisiaj na szczęście nie muszą sięgać po radykalne środki, by zainteresować sobą media. I tak wszyscy o nich mówią oraz chcą mieć w szafach ubrania z metką Viktor & Rolf. Dowodem na to są tłumy ludzi, które codziennie odwiedzają ich słynny mediolański butik odwrócony do góry nogami. „Część osób wchodzi do sklepu po to, by coś kupić, a część tylko po to, by sprawdzić, czy faktycznie chodzi się tu po sufi cie” – powiedzieli projektanci. – „Cieszymy się, że ludzi ciekawią nasze pomysły” – dodali. Nie podoba im się tylko to, że wciąż muszą dementować plotki o rzekomym romansie. „Nie jesteśmy kochankami”– podkreślają i proszą, by zapamiętać raz na zawsze, że Rolf ma chłopaka spoza branży mody, a Viktor na razie tylko psa.