WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ Teraz dużo mniej się boję

Udostępnij

Ostatnie dwa lata wywróciły jej świat do góry nogami. Urodziła synka Borysa i podjęła decyzję o rozstaniu z jego tatą. Z szacunku dla najbliższych nie chce opowiadać o tym w mediach. Bierze na siebie odpowiedzialność za własne wybory i nie żałuje ich. Za miesiąc skończy 30 lat. Jak wygląda jej życie pomiędzy Poznaniem, gdzie mieszka i cieszy się synkiem, a Warszawą, do której wraca do pracy?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ Teraz dużo mniej się boję

GALA: Zaczęła Pani ten rok z impetem. Rola w serialu „Chichot losu”, w kinowej komedii kryminalnej „Los numeros” i ambitna w Teatrze 6. piętro. Trudno było Pani wrócić do grania?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Z jednej strony bardzo tęskniłam za pracą, bo miałam dosyć długą przerwę spowodowaną najpierw operacją kręgosłupa, później ciążą i urlopem macierzyńskim. Byłam spragniona grania, ale z drugiej strony, pomimo tej tęsknoty nie było mi łatwo, ponieważ na początku musiałam nauczyć się zostawiać dziecko pod opieką babci. Żyłam w rozdarciu – ciągnęło mnie do grania, ale miałam problem z tym, żeby zostawić małego, wsiąść do pociągu i pojechać do Warszawy. Potem i tak całą drogę, a później na planie myślałam o tym, czy z synkiem wszystko jest dobrze, co pięć minut dzwoniłam do domu (śmiech). Teraz powoli uczę się, jak radzić sobie z tą rozłąką.

GALA: Może jakimś pocieszeniem jest świadomość, że przecież każda mama przez to przechodzi.

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: To prawda, ale mimo wszystko mam nieustanne wyrzuty sumienia. Wiem, że potrzebuję tej pracy, bo daje mi dużo radości i satysfakcję, a Borys też potrzebuje szczęśliwej mamy. Staram się to wszystko jakoś wypośrodkować, ale jeszcze na pełny etat nie wróciłam do pracy. Jeżdżę do Warszawy raz w tygodniu, czasami zdarza się, że dwa razy, wtedy jest pobudka o czwartej nad ranem, ale jak tylko mogę, to natychmiast, nawet nocnymi pociągami, o godzinie 2-3 w nocy wracam do Poznania, do domu. Intensywne szaleństwo (śmiech).

GALA: Nie boi się Pani?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Wie pani, ja teraz w ogóle dużo mniej się boję. Czuję się silna, pewna, że nic złego nie może mnie spotkać, bo przecież muszę wracać do mojego synka. Trochę jak tygrysica, która ma młode i musi je chronić. Zrobi dla nich wszystko – rzuci się do walki, rozszarpie, ale jej nic się nie stanie. (śmiech)

GALA: Wcześniej często grała Pani silne, dominujące, pewne siebie młode kobiety. Macierzyństwo na pewno Panią zmieniło. Zastanawiam się, czy te dwie nowe role – Agaty z „Chichotu losu” i Iwony z „Los numeros” są w jakimkolwiek stopniu podobne do Pani dziś?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Odpowiem pani tak – jako aktorce podoba mi się w tych rolach to, że one są zupełnie inne. Iwonka jest wyrachowana, ambitna, przywiązuje się do rzeczy materialnych, chce być gwiazdą salonów, jest gotowa walczyć o sukces za każdą cenę i ma wielkie parcie na obecność w telewizji. Agata z kolei jest uduchowioną dziewczyną, która prowadzi zajęcia z jogi i pilatesu, kocha naturę, a w życiu często kieruje się emocjami i uczuciami, a nie rozsądkiem. Prywatnie niewiele mam z nimi wspólnego. Obie są bardzo odległe ode mnie takiej, jaka jestem dzisiaj. Nie ma we mnie ani takiego bezwzględnego pragnienia sukcesu i nigdy też nie pociągały mnie klimaty „rzemykowej młodzieży” – kemping, namiot, biwak, piwo (śmiech).

GALA: Jak się Pani grało po przerwie?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Bardzo dobrze. Myślę, że jestem dużo spokojniejsza. Nie ma we mnie już tego napięcia, że ja muszę coś zrobić, muszę dostać kolejną rolę, muszę zagrać w tym konkretnym filmie. A jednocześnie mam poczucie, że dużo poważniej podchodzę do każdej postaci, dużo bardziej cenię każdą propozycję.

GALA: Mniej Pani wybrzydza?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Ponieważ jak najwięcej czasu chcę być z Borysem, to trochę wybrzydzam (śmiech). Ale miałam już kilka takich sytuacji, które sprawiły, że pomyślałam, że będę musiała jednak się nad tym zastanowić. Byłam zaproszona na zdjęcia próbne, został wyznaczony jeden termin, ja poprosiłam o następny, bo musiałam zostać z małym. Kiedy zbliżył się następny, zapytałam, czy będzie trzeci... Okazało się, że trzeciego już, niestety, nie ma. Myślę, że będę musiała skupić się na tym, żeby to wszystko jakoś logistycznie poukładać, abym mogła częściej przyjeżdżać do Warszawy.

GALA: Może czas na przeprowadzkę?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: To jeszcze nie jest ten moment. Muszę poukładać pewne rzeczy w swoim życiu prywatnym, dopiero wtedy, na spokojnie, podjąć tę ważną decyzję. Ale myślę, że na pewno wrócę do Warszawy.

GALA: Czyli na razie zostają podróże pociągiem.

 

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: To jest zabawna historia, bo nagle okazało się, że dla kogoś, kto tak jak ja spędził ostatnio dość dużo czasu w domu, taka podróż pociągiem to wielka rozrywka (śmiech). Kiedyś szczerze nie cierpiałam pociągów, teraz wchodzę do wagonu, widzę mnóstwo nowych twarzy, za oknem ładny krajobraz, zwłaszcza na przedwiośniu, bo na pola zaczęło wychodzić z lasów bardzo dużo saren. Można pogapić się w okno, z kimś porozmawiać albo skupić się na sobie. Ja namiętnie czytam książki. Zauważyłam taką zależność, że jak w moim życiu było w miarę, nie powiem nudno, ale spokojnie, panował constans, to czytałam ciężką literaturę typu Dostojewski, a w tej chwili, kiedy czasami bywa dość burzliwie, czytam kryminały. Ostatnio przeczytałam wszystkie książki Borysa Akunina. Znajoma podsunęła mi tego autora i jestem nim zachwycona. To są dowcipne, błyskotliwe i inteligentne książki osadzone w Rosji, w XVIII i XIX-wiecznym Petersburgu i Moskwie. Uwielbiam je, mają tylko jedną wadę – są bardzo krótkie. W tej chwili czytam sagę Camilli Läckberg.

GALA: Czytanie Panią odpręża?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Bardzo. To dla mnie taka ucieczka w inny świat, w inne realia, inne problemy. Ale nie ukrywam, że mam też ambicje detektywistyczne, jeszcze gdy miałam czas, namiętnie oglądałam na Discovery programy detektywistyczne na temat technik kryminalnych, zbierania śladów, szukania tropów, zabezpieczania dowodów z miejsca zbrodni. Zawsze jak zaczynam nowy kryminał, od początku sama próbuję wydedukować, kto zabił (śmiech), niestety zazwyczaj po 2/3 książki już wiem kto to.

GALA: Może powinna Pani spróbować swoich sił jako detektyw?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: (śmiech) Zaskoczę panią, ale się nad tym zastanawiałam. Ostatnio nawet rozmawiałam ze znajomą i pytałam, co trzeba zrobić, żeby zostać detektywem. Okazało się, że żeby dostać licencję, trzeba mieć elementarną znajomość całego prawa, więc chyba jeszcze muszę się trochę podszkolić (śmiech).

GALA: Czyli kodeks karny do poduszki!

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Do poduszki czytam codziennie dla przyjemności minimum 20-50 stron. Często kończy się tak, że patrzę na zegarek, a już jest wpół do trzeciej i za chwilę wstaje moje dziecko, a ja nie mogę się oderwać od książki (śmiech). Mam taki czas, że książki pożeram jedna za drugą.

GALA: Synkowi opowiada Pani bajki czy raczej czyta?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Czytam, ale on też uwielbia słuchać audiobooki. Jego ukochaną bajką jest „Kubuś Puchatek” w wykonaniu Janusza Gajosa. Włączałam mu tego „Kubusia Puchatka” od pierwszych dni życia i tak jest do niego przyzwyczajony, że czasami nawet jak się w ciągu dnia bawimy, to pokazuje na płytę, żeby mu włączyć Kubusia.

GALA: Jest do Pani podobny?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: We wszystkim! Nawet lubi sobie zjeść, jak ja, kiedy byłam mała (śmiech). Nie chciałabym jednak o nim za dużo mówić, bo za kilka lat to przeczyta i powie: matka, co ty o mnie opowiadałaś! (śmiech). Jest cudowny, skończył roczek, już biega. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.

GALA: Macierzyństwo wywróciło Pani życie do góry nogami?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Na pewno. Wszystko kręci się wokół Borysa, każdy mój dzień. Zanim cokolwiek zaplanuję, muszę to dostosować do niego. Ale to jest fajne, bo tak naprawdę dziecko to jest taka ostoja i kotwica na resztę życia. Czuję, że mnie już może życie nie rzuci na żadne skały, bo jestem już zakotwiczona.

GALA: Czuje się Pani bardziej odważna?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Mam więcej i odwagi i pewności siebie, a jednocześnie jest we mnie lęk o dziecko, który narodził się, w jakimś sensie, w chwili jego poczęcia. Kiedy byłam w ciąży, bałam się o poród, wiadomo, że w dzisiejszych czasach badania prenatalne są bardzo wiarygodne, ale dopóki nie zobaczyłam mojego synka, nie wzięłam go na ręce, nie wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Teraz po każdym szczepieniu martwię się, czy nie będzie powikłań, jak zareaguje, czy się nie rozchoruje. Niedługo będzie szedł do przedszkola, więc już się zastanawiam, czy koledzy go polubią, potem do szkoły, to czy będzie się dobrze uczył. Potem czy spotka fajną, miłą dziewczynę... (śmiech). I tak już do końca życia będę się zastanawiać, czy wszystko będzie z moim dzieckiem OK! Ale niczego nie żałuję. Uważam, że byłam dużą egoistką, zanim urodziłam Borysa, a w tej chwili jest tak, że muszę się nauczyć na nowo myśleć o sobie, bo mam z tym problem. Często o sobie zapominam.

GALA: Zrobiła Pani coś egoistycznego w ciągu ostatnich kilku miesięcy?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: To trudne pytanie. Chyba jeszcze nic mi się takiego nie przydarzyło... Brzmi to strasznie smutno, muszę coś wymyślić. Najwyższy czas coś dla siebie zrobić, może jakieś spa? (śmiech).

GALA: Ma Pani jakieś marzenia zawodowe?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Zawsze powtarzałam, że marzę o roli w jakiejś inscenizacji Dostojewskiego lub Czechowa. To się nie zmieniło. Strasznie się cieszę, bo właśnie wracam do teatru. To będzie Teatr 6. piętro Michała Żebrowskiego. Będę grała w przedstawieniu „Fredro Dla Dorosłych Mężów i Żon” w reżyserii Eugeniusza Korina. Weszłam na zastępstwo za Joannę Liszowską.

GALA: Czuje się Pani spełniona?

WERONIKA KSIĄŻKIEWICZ: Jako kobieta tak, jako aktorka wierzę, że te największe role są jeszcze przede mną.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł