Wbiega do restauracji z telefonem przy uchu. Dynamiczna i krucha zarazem. Wielkie ciemne oczy patrzą uważnie. Ciepły uśmiech. Zamawia rosół i nereczki. Komentuje swoje poranne wystąpienie w telewizji w sprawie wiz dla Ukraińców. Zajęła się działalnością Towarzystwa Przyjaciół Ukrainy. Jest aktorką, producentką, prawniczką, a teraz jurorką w programie "You Can Dance". Kiedyś miała kompleksy. Wyleczyła się z nich w 2001 dzięki Violi Buhl, która zajmowała się castingiem do serialu "Plebania". "Dziewczyno, kamera cię kocha, tylko ściągaj te okulary!". Dostała rolę w "Plebanii". Kupiła szkła kontaktowe, została blondynką i najważniejsze - zyskała pewność siebie.

GALA: Kim pani jest teraz, w tym momencie życia?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Już świadomą siebie kobietą. Nadal idealistką. Nadal dziewczyną, która próbuje wszystkich pogodzić. Kimś, kto chce łączyć i budować.

GALA: I to mówi "świeżo upieczona" rozwódka?!

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Dziwne? Dla mnie rozwód był sposobem na pozostanie w zgodzie.

GALA: Nie rozumiem.

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Nasze rozstanie to nie był przypadek, zryw, impuls. Przez długi czas zastanawialiśmy się, co jest słuszne. Przechodziliśmy męczarnię rozważań. I Czarka, i mnie bolała dusza. Przez te wszystkie lata wspólnego życia byliśmy w sobie zakochani. Mieliśmy sobie wiele do zaoferowania. Zbudowaliśmy siebie nawzajem. Nie żałuję ani chwili. Ale rozwinęliśmy się, zmieniliśmy. Jesteśmy dość silnymi jednostkami. Cezary osiągnął w życiu wiele, talentem i ciężką pracą, i ma święte prawo żyć tak, jak jemu się podoba, a to niekoniecznie musi być tak, jak ja bym chciała.

GALA: A jak pani chce żyć?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: W zgodzie ze sobą. Nie myślę kategoriami ludzi, którzy tyle już osiągnęli, że mogą spocząć na laurach. Czuję, że jeszcze muszę coś zrobić, potwierdzić siebie. Chcę się rozwijać. Nie chcę pić drinków na jachcie w gronie starszych panów.

GALA: Czemu miłość umiera?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Prawdziwa nie umiera. Bywa, że nadchodzi czas, kiedy czuje się, że każdy powinien pójść w swoją stronę. Przyznanie się do tego, przyzwolenie na to i dokonanie tego - to też jest miłość. Kiedy ludzie widzą, że zmieniają im się życiowe priorytety - jeden relaksuje się na jodze, drugi przy kieliszku wina, kiedy zaczynają się nieporozumienia i pojawia brak akceptacji, a wspólny cel przestaje być już tak wyraźny jak kiedyś, nie ma potrzeby oszukiwać się. To również kwestia szacunku - do siebie i do partnera. Nie ma winnych. Czarkowi tak układało się życie, mnie inaczej. Dla niego pierwsze małżeństwo było tragicznym przeżyciem, dlatego wobec mnie był nieufny. Bardzo cierpiałam z tego powodu, że płaciłam za błędy pierwszej żony, z drugiej strony miałam ogromną satysfakcję, że mogę naprawić kawałek jego świata, że jestem mu tak bardzo potrzebna. Wiele par przez całe życie nie doświadcza tyle, ile my przez tych dwanaście lat.

GALA: Nie szkoda było tego burzyć?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Jeśli czujemy, że coś idzie nie tak, jak iść powinno, trzeba działać. Po co się męczyć? Dla jakiej idei? Po co rozpaczać, że nic nie można zmienić? Nie mogę już słuchać o poświęceniu kobiety. Nie tylko historia, ale też takie książki jak "Pamiętnik Bridget Jones" lansują model kobiety cierpiącej z powodu mężczyzn. Prawda jest taka, że mamy problem z podejmowaniem decyzji. Działa to również w przypadku panów, którzy nieraz przez lata tkwią na siłę w nieszczęśliwych związkach. Gdy w rodzinie jest dziecko, sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Walka o związek toczy się jeszcze dla dziecka. Jednak również w tym przypadku rzekome poświęcanie się dla dobra i szczęścia dziecka jest ucieczką przed decyzją. Nie będąc samemu szczęśliwym, nikogo nie uszczęśliwimy.

GALA: Bardzo z pani wyzwolona kobieta.

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Emancypacja kobiet z jednej strony, zniewieściałość mężczyzn z drugiej, powoduje totalną zamianę ról. To bywa fascynujące, ale bywa również męczące. Bo która z nas tak naprawdę jest w stanie udźwignąć emancypację? Jestem kobietą paradoksów. Czuję się wyzwolona, ale jednocześnie jestem kobietą Wschodu. Uważam, że mężczyzna jest najważniejszy w rodzinie. Chcę, żeby decydował, żeby budował, żeby mnie zaskakiwał. Ale nie wyobrażam sobie, żeby mi czegoś zabronił, bo to już byłaby za duża ingerencja we mnie. Małżeństwo jest jak dwa zbiory z częścią wspólną. Kiedy zupełnie się ze sobą pokrywają, to często bywa piękna miłość, ale również toksyczny związek. My bez siebie nie mogliśmy wytrzymać paru godzin. Wciąż wisieliśmy na telefonach. Teraz wiem, że to zabiera niezbędną przestrzeń. Teraz jestem mądra. Lepiej późno niż wcale.

GALA: Nie pośpieszyliście się z rozwodem?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Życie pokaże.

GALA: Sama pani mówi, że się wciąż kochacie.

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Kocham Czarka. Ale kocham go dzisiaj nie jak mężczyznę mojego życia. Kocham jako człowieka. Nie przejdziemy razem przez życie. Ale za nami wiele pięknych chwil. Nie wyobrażam sobie, żebym z powodu rozpadu związku miała się mścić. To jest nasza wspólna porażka.

GALA: I nie ma żadnego odruchu żalu?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Nie daj Boże! Mam brać odwet, że nam nie wyszło? Przecież staraliśmy się. Nie mogę karać Czarka za to, że nie był świadom rzeczy, których ja nie umiałam wyrazić.

GALA: Jakie to były rzeczy?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Nie będę tego analizowała.

 

GALA: Co według pani jest najczęstszą przyczyną rozpadu związków?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Niedojrzałość. To, że mężczyźni nie umieją jasno i wyraźnie określić miejsca żony, wprowadzając ją do rodziny. Kiedy moja mama miała zostać żoną ojca, zabrał ją na wieś i przedstawił bliskim. Chcieli go wydać za niejaką Galinę - bogatą Ukrainkę. Mój ojciec, Misza, powiedział: "Zrobię dla was wszystko, ale wy macie uszanować moje zdanie. Oto kobieta mojego życia i przyszła matka moich dzieci. Jeżeli kiedykolwiek zauważę złe spojrzenie w jej kierunku, albo ktoś powie jej złe słowo, pourywam głowy. Albo nie zobaczycie ani mnie, ani jej, ani wnucząt. Nigdy!?. Dużo trzeba? Jedno zdanie ucięło krytykę teściów. Młody mąż musi postawić wyraźne granice. Często matki żonatych synów uważają ich za swoją własność. Poza rolą syna, mężczyzna usiłuje spełnić kilka innych. Między matką a żoną czuje się jak między młotem a kowadłem.

GALA: A co dobrego mają Polacy?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Gdybym miała do wyboru Rosjanina, Ukraińca, Litwina i Polaka, wybrałabym dwóch ostatnich. Bo uprawiają kult kobiety. Prawdopodobnie bierze się to stąd, że bardzo szanują Matkę Boską. Dla prawosławnych Matka Boska nie ma takiego znaczenia. Nie ma kultu Maryi. We Włoszech religia spowodowała tak głęboki szacunek do matki, że aż patologiczny. Przyczyną 45% rozwodów są teściowe. Źle traktowana żona, kiedy zostaje matką, przelewa całą miłość na dziecko, by w dorosłym życiu potraktować synową tak, jak ona została potraktowana. Mężczyzna musi temu zaradzić, to jego rola.

GALA:Męskiej postawy można się nauczyć od ojca.

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Ojciec musi być odpowiedzialny i musi umieć podejmować decyzje. Silniejsza matka niż ojciec w domu to nic dobrego. Rodzice nie mogą myśleć, że wychowują dzieci dla siebie. Trzeba umieć puścić je w świat. Nie mamy prawa rządzić dorosłym dzieckiem, żyć jego życiem.

GALA:Nastkę, pani pasierbicę, tak pani wychowywała?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Oczywiście. Zawsze jej mówiłam: "Nastusiu - to jest twoje życie. Od pewnego momentu ty podejmujesz decyzje. Ja ci tylko mogę powiedzieć, jakie mogą być ich konsekwencje. Sama wybieraj?. Nastusia ma 18 lat, jest normalną, wspaniałą dziewczyną. Wzorce lepiej podsuwać, niż narzucać.

GALA:Pani i Nastka kontaktujecie się?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Dzwonimy do siebie, widujemy się.

GALA:Jak mama i córka?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Dziś wiem, że lepiej być dla Nastki przyjaciółką. To nie było normalne, że jako 23-latka próbowałam wejść w rolę matki 6-letniej dziewczynki. Matką się zostaje po 9-miesięcznej kuracji hormonalnej, jaką jest ciąża. Dopiero wtedy jest się w stanie znieść nieprzespane noce, czuje się pełną odpowiedzialność za dziecko. Dzisiaj przyjęłabym w takiej sytuacji rolę żony ojca, co nie umniejsza ważnej roli, jaką dorosła kobieta może odegrać w życiu dziecka innej kobiety.

GALA:Wybaczyłaby pani zdradę?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Zdrada nie musi być przyczyną rozpadu związku. Częściej jest nią zdrada ideałów, wspólnych zasad, które się ustaliło. Każdy z nas ma inne granice tolerancji. Czasami dochodzi do rozstania, bo ktoś powiedział o dwa słowa za dużo. Dla innych gest potrafi być przyczyną odejścia. Niektórzy nie akceptują rodziny, a jeszcze inni po prostu przestają się kochać.

GALA:Muszę powiedzieć, że z wielką klasą się rozstaliście.

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Gdybyśmy się kłócili, w jakimś sensie byłoby łatwiej. Byłby wyraźny powód: nie mogę z tobą wytrzymać, więc odchodzę. Ale to niszczy przeszłość i blokuje przyszłość. W nas było dużo szacunku dla wielu lat wspólnie spędzonych. Może też czas, który sobie daliśmy na podjęcie tej decyzji, spowodował taki spokój. Dzięki temu teraz każdy może ułożyć sobie życie po swojemu.

GALA: I zupełnie nic nie boli?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Boli. Ale coraz mniej.

GALA:Za dużo pani wymagała?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Dużo wymagam od siebie. Konieczna jest własna przestrzeń. Granice trzeba jasno określać od początku. Nie na zasadzie: dziś się zgodzę na to, on zrozumie po czasie.

GALA:Dlaczego więc wcześniej nie tupnęła pani nogą?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: To nie w moim stylu. Bałam się zepsuć coś między nami. Bałam się, że się obrazi. Nie czułam się pewnie. To się bierze z kompleksów. Kwestia charakteru i pochodzenia.

GALA:W małżeństwie trzeba walczyć o siebie? Nawet za cenę rozstania?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Tak! Kobiety są w związku bardziej duchowe, za dużo uwagi poświęcają innym. Zapominamy o własnym rozwoju.

GALA:Co to znaczy zadbać o siebie w małżeństwie?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Godzić się na takie kompromisy, które nie przekraczają twoich granic. Jeśli czujesz, że coś nie jest w zgodzie z tobą, to na to nie przystawaj. Musisz o tym mówić głośno. Coś cię zraniło - mów o tym. Nie chcesz gdzieś iść ? mów o tym. Masz nie tylko obowiązek dawania, ale również prawo brania. Nie wolno przełykać w samotności bólu i żalu. W imię miłości należy rozmawiać.

GALA:A jednak przymus jest wpisany w małżeństwo. Przymus wierności.

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: To jest obietnica wierności, nie przymus. Mamy wolny wybór. Jeśli już dojdzie do zdrady, nikogo siłą nie zatrzymasz. Życie z taką świadomością jest lżejsze. Na wierność jest jedna metoda: tak dbać o relację z partnerem, by nie pojawiła się potrzeba zdrady.

GALA: Co pani zyskała dzięki rozstaniu?

 

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Siebie. Do tej pory Czarek był głównym tematem w mojej głowie. Zostawiłam cały swój świat, wyemigrowałam dla niego. Reszta ludzi, zdarzeń, zajęć była jakby przy okazji. Kiedy się wyprowadziłam, nabrałam pogody ducha, wrócił mi szczery śmiech. Posypały się propozycje zawodowe. Codziennie robię coś dla siebie. Ćwiczę jogę, spaceruję, dużo czytam, chodzę do kina. Żyję.

GALA:Co jeszcze się w pani zmieniło?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Myślę pozytywnie. Wierzę, że dobro przyciąga dobro, a zła energia zawsze wraca. Zepsułeś komuś życie i nagle dopada cię choroba. Ukradli ci portfel? Może dlatego, że na przykład ty ukradłeś komuś dobre imię.

GALA:Skąd u pani ta wiara?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Wierzę, że rodzimy się z jakąś misją. Jest coś ponad nami. Jedni nazywają to Bogiem, inni losem. W moim dzieciństwie nie było religii. Ja byłam "gwieżdżona". Nazwa pochodzi od gwiazdy Związku Radzieckiego. Zamiast chrzestnych byli "gwiezdni". To był komunistyczny chrzest, który odbywał się w urzędzie stanu cywilnego. W czasie tego obrządku dziecko składało się w hołdzie Związkowi Radzieckiemu. Mam dwie pary chrzestnych, bo babcia po cichu wezwała batiuszkę i ochrzczono mnie w tajemnicy. Inaczej moją mamę zwolniliby z pracy.

GALA:Mamy taki obraz Ukraińca trochę dzikiego, tajemniczego. Jest pani taka?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Jest we mnie mistyczna ukraińska dusza. Na Ukrainie dużą wagę przywiązuje się do znaków, intuicji, podświadomości. W dzieciństwie bardzo uważałam na tzw. "urok". Na przykład: rozchorowałam się. Babcie pytają: "Gdzie byłaś?". Odpowiadam: "W sklepie. Jakaś kobieta do mnie podeszła i powiedziała, że jestem śliczną dziewczynką". Babcie wystraszone, biorą jajka, zioła, szepczą, odprawiają modły. Chyba pomagało?

GALA:Chyba pani w to nie wierzy!

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Wierzę, że nie można ludziom źle życzyć. Modlitwa, medytacja pomaga.

GALA:Co teraz?

WERONIKA MARCZUK-PAZURA: Mądry, zdrowy związek. Fajna rodzina. Od roku mieszkam sama. Zrozumiałam, że sama ze sobą nie zginę. Nauczyłam się dbać o siebie. Już umiałabym się otworzyć na nowy związek.