GALA: Pierwszym szkicem „Senności” był scenariusz napisany na zamówienie Magdaleny Piekorz.

WOJCIECH KUCZOK: To ja zaproponowałem, żebyśmy spróbowali zrobić film. Oboje byliśmy akurat w impasie. Magdzie upadło kilka projektów, a ja nie potrafiłem dokończyć żadnej prozy. Zrobiliśmy burzę mózgów i w dwa dni napisałem pierwszy zarys tej historii. Pojechaliśmy z nim do Krzysztofa Zanussiego. To on czuwał nad rozwojem scenariusza i wyprodukował film.

GALA: W książce znalazło się kilka oryginalnych epizodów, np. Robert rozpoznający ludzi po nogach czy cierpiąca na narkolepsję Róża. Skąd takie pomysły?

WOJCIECH KUCZOK: Lubię balansować na granicy realizmu i fikcji, znajdować szczeliny między tym, co rzeczywiste, a tym, co niesamowite. O człowieku najwięcej mówią jego fobie, obsesje i lęki.

GALA: „Senność” mniej więcej do połowy przygnębia. Czytając ją, miałam wrażenie, że pan nie wierzy w dobre relacje między ludźmi. A już na pewno nie w małżeństwo.

WOJCIECH KUCZOK: Rodzina może być źródłem cierpień, zwłaszcza dla ludzi twórczych. Artysta jest zawsze egotystą, dlatego życie rodzinne nie jest jego powołaniem. „Senność” jest między innymi o tym, jaką cenę płacą ludzie twórczy za pochopne decyzje matrymonialne.

GALA: Jest pan żonaty?

WOJCIECH KUCZOK: Byłem. Teraz jestem w związku z kobietą i jakoś się to wszystko toczy. Chyba tylko dlatego, że nie mamy zamiaru się nigdy pobierać.

GALA: Książka kończy się happy endem. Nie korciło pana, żeby komuś nie wyszło?

WOJCIECH KUCZOK: To karykatura happy endu. Dla tych, którzy nie lubią smutnych zakończeń. Reszcie odradzam lekturę ostatniego rozdziału.

GALA: Jest pan zadowolony z tego, co zrobiła Magda Piekorz z pana scenariusza? Zobaczymy film już w październiku.

WOJCIECH KUCZOK: Film jest bardzo dojrzały, Magda potwierdziła reżyserską klasę. Prawdopodobnie najsłabszą stroną tego dzieła jest scenariusz.

GALA: Nad czym pan teraz pracuje?

WOJCIECH KUCZOK: Nad dużą powieścią tatrzańską. Pół życia spędziłem w tych górach. Muszę się w końcu z tej miłości do Tatr wyspowiadać.