Życie Ilony Felicjańskiej legło w gruzach w lutym 2010 roku, w dniu, w którym mając 2,3 promila alkoholu we krwi, spowodowała wypadek. Kilka miesięcy później, kiedy skazano ją na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata, została zupełnie sama. To wtedy przyznała publicznie, że jest uzależniona od alkoholu. I straciła pracę, przyjaciół, dobre imię…

Przed tym feralnym zimowym dniem Ilona znana była jako modelka, II wicemiss Polonia i finalistka konkursu Elite Model Look. Często pojawiała się w reklamach i na okładkach kolorowych magazynów. Była ceniona również za działalność charytatywną w prowadzonej przez siebie fundacji „Niezapominajka”. Miała przystojnego, zamożnego męża i dwóch ślicznych synów. Wszystkim wydawało się, że jej życie to bajka. 

Wychowała się we wsi Sromutka, bez ojca. Do dziś nie miała szansy go poznać. Mama, krawcowa, bardzo ją kochała, jednak, jak mówi Ilona, „nie potrafiła nauczyć jej żyć, bo sama tego nie umiała”. Nie wiedziała też, jak zbudować w córce poczucie własnej wartości. Gdy w podstawówce obydwie przeprowadziły się ze Sromutki do Bełchatowa, Ilona była bardzo wysoką i chudą 9-latką. Dzieci jej dokuczały: „Nazywały mnie żyrafą ze wsi”, wspomina Ilona.

W wieku 20 lat żyrafa została jednak II wicemiss Polonia. Marzyła o karierze, a jeszcze bardziej o tym, żeby założyć szczęśliwą rodzinę. Piękna, rozchwytywana, nie miała szczęścia w miłości. Przez kilka lat pozostawała w związku z żonatym mężczyzną, jednym ze znanych polskich satyryków. W końcu poznała kogoś, kto wydawał się spełnieniem jej marzeń: bogatego, wysokiego, przystojnego... Z Andrzejem Rybkowskim wzięła ślub w 2000 roku. Rok później na świat przyszedł ich pierwszy syn Maciej, po roku urodził się Adam. Zderzenie wyobrażeń o rodzinie z rzeczywistością okazało się dla Ilony bardzo bolesne. Twierdzi, że nie tylko nie miała w mężu żadnego oparcia, ale była też przez niego poniżana i oszukiwana. „W 2007 roku powiedziałam mu, że go nie kocham. W 2010 roku, podczas kolizji, miałam w samochodzie dokumenty rozwodowe”, wspomina Ilona. Piła, bo była nieszczęśliwa.

Po wypadku mówiłaś, że miłość jednak nie istnieje, że już nigdy nie zaufasz żadnemu mężczyźnie…

Ilona: To prawda. Zawiodłam się na wszystkich, a na mężczyznach zwłaszcza. Uważałam, że miłość to coś wymyślonego na potrzeby filmów, książek, piosenek. Że to wyłącznie biznes: ludzie wydają pieniądze na walentynki, śluby, a potem się rozwodzą i opłacają prawników. Żyłam z dnia na dzień, miałam stany depresyjne, nie zastanawiałam się, co dalej. Wtedy, kiedy stwierdziłam, że na nic już nie mam siły, że nic dobrego już mnie nie czeka, dostałam list: „Jestem kompozytorem i chciałbym, żebyś zaśpiewała moją piosenkę”. Ten list tak mnie zaskoczył, że odpisałam. Tym bardziej że do śpiewania się nie nadaję, co mi jasno powiedział nauczyciel muzyki w podstawówce, przy całej klasie.

Yossarian: Nie do końca zdawałem sobie sprawę, do kogo piszę (śmiech). Moja mama leczyła ludzi uzależnionych, z których większość niestety nie żyje. Wiedziałem jedno: że chcę trzymać się z daleka od uzależnień. No i mam (śmiech). Na początku nie wiedziałem o problemach Ilony. Szukałem celebrytki, która wykona mój utwór. Spodobał mi się głos Ilony, który usłyszałem w jednym z wywiadów. Napisałem do niej. Wiesz,   w latach 90., kiedy miałem zespół rockowy i bardzo chcieliśmy grać piosenkę Iggy’ego Popa, napisaliśmy do niego list z pytaniem, czy możemy. Odpisał, że tak. Proste, prawda? Ludzie zbyt często żyją w przekonaniu, że nie można czegoś zrobić, boją się zapytać, zrobić pierwszy krok. Ale nie ja! Tak się złożyło, że ten mój krok zrobiłem w najtrudniejszym dla Ilony czasie: nawrotu choroby, stłuczki, rozwodu.

Ilona: Dużo rozmawialiśmy przez telefon. Nie o muzyce, tylko o życiu, śmierci, alkoholu, karze oraz o Bogu. Yossarian zaproponował mi spotkanie, ja jednak za nic nie chciałam się z nim umówić.

Bałaś się, że ta historia stanie się dla Ciebie zbyt ważna?

Ilona: Bardzo możliwe, że coś mi mówiło: uważaj na niego. Już wielokrotnie się połamałam i nie chciałam, żeby znowu mnie to spotkało. W końcu wymyśliłam, że spotkamy się przypadkiem, ale oczywiście przypadkom czasem trzeba trochę pomóc. Powiedziałam mu, że będę spacerowała Miodową w czwartek o 15. I tak sobie szliśmy, ja po jednej stronie ulicy, on po drugiej. No i udało się. Nasz wspólny spacer zakończył się w kawiarni na Starówce, gdzie bardzo długo rozmawialiśmy. Pierwszy raz od wielu miesięcy naprawdę szczerze się śmiałam, a w tamtym czasie w ogóle się nie uśmiechałam. Byłam smutnym, zawiedzionym, obrażonym na Boga, zmęczonym życiem człowiekiem. Nasze spotkanie dało mi nadzieję, że świat nie do końca jest taki zły. I jeszcze się okazało, że Yossarian jest buddystą!

Zakochałaś się w nim od pierwszego wejrzenia?

Ilona: Nie, absolutnie!

Yossarian: Natomiast ja już tego dnia pomyślałem, że.

Ilona: Wierzyłam w stereotypy, które nam się wpaja od dziecka. Yossarian był zaprzeczeniem mężczyzny, z którym ewentualnie mogłabym się związać. Wtedy nie chciałam być z żadnym mężczyzną, a już na pewno nie z kimś takim jak on! Kiedy zorientowałam się, że patrzy na mnie maślanymi oczami, zaczęłam się śmiać. Teraz trochę się tego wstydzę, ale powiedziałam mu: „Żartujesz chyba?! Taki niski, brzydki i bez pieniędzy? Myślisz, że chciałabym związać się właśnie z tobą? Byłam wtedy jeszcze przed moją najważniejszą terapią.

 

Yossarian: A propos miłości, myślę, że nie potrafimy jej w sobie obudzić, bo nie mamy poczucia własnej wartości i nie kochamy siebie samych. W dzieciństwie rodzice nas tego nie uczą. Więc jak mamy umieć kochać innych? Sam miałem z tym duże problemy.

Ilono, co sprawiło, że jednak zdecydowałaś się być z niespełniającym Twoich wymagań mężczyzną?

Ilona: Przede wszystkim jego inteligencja. No i seks (śmiech). Nie wszyscy ludzie zakochują się w sobie po pierwszym spotkaniu. Zdarza się oczywiście miłość od pierwszego wejrzenia, ale często okazuje się później, że to tylko fascynacja, która kończy się równie szybko, jak się zaczęła. W naszym przypadku najpierw były godziny rozmów. Te rozmowy stawiały mnie na nogi, pokazywały, że warto budować siebie. Bo ja już niczego nie chciałam, naprawdę się poddałam.

Co Yossarian zmienił w Twoim życiu?

Yossarian: Pokazałem Ilonie, że wszystko jest względne. Że na wszystko można spojrzeć z różnych stron. Nie istnieje coś takiego, jak dobre i złe życie. Ono jest takie, jakie jest, a będzie dobre lub złe w zależności od tego, co z nim zrobimy. To my nadajemy mu wartość i sens. Nadajemy rangę problemom, ale także szczęściu. I musimy mieć świadomość, że za każdym pragnieniem idzie cierpienie.

Ilona: Uświadomił mi, że to ja decyduję o swoim życiu. Nie mogę mieć pretensji do Boga, że mnie doświadczał, bo to ja sama siebie doświadczałam, czyli w pewnym sensie karałam. Nikt przed Yossarianem mi tego wcześniej nie powiedział. Później, co było dla mnie niezwykle ważne, Yossarian trzymał mnie za rękę przez cały początek terapii i bardzo trudny rozwód. Teraz, z perspektywy naszych trzech lat wiem, że zawiesiłam się na nim aż za bardzo, bo byłam strzępkiem człowieka. Ograniczałam go przez to, oboje mamy tego świadomość. Dziś jesteśmy już na innym etapie. Uznaliśmy, że trzeba zacząć budować równowagę.

Czy Yossarian jest pierwszym mężczyzną, który Cię w pełni zaakceptował? Ze wszystkimi Twoimi „obciążeniami”?

Ilona: I tak, i nie. Przy nim uczyłam się też siebie od nowa. Poszłam na terapię, na której zaczęłam budować poczucie własnej wartości. Wtedy opierałam je wyłącznie na tym, że on chce ze mną być. Gdyby nie Yossarian, nie przypuszczam, by mi się chciało wziąć za siebie. Myśl, że wracam z terapii do kogoś, kto na mnie czeka, wspiera i akceptuje bardziej, niż ja samą siebie, była ogromnie ważna. Faktem jest, że on miał bardzo dużą wiedzę na temat uzależnienia i to też bardzo nam pomogło. Dla mnie zrezygnował całkowicie z picia alkoholu, choć wcześniej wcale nie pił dużo. Ustawił nasze życie według moich potrzeb.

A Ciebie co ujęło najbardziej w Ilonie? Kiedy ją poznałeś, była, jak sama mówi, strzępkiem człowieka. Kobietą cierpiącą, niewierzącą w siebie, z bagażem trudnych, bolesnych doświadczeń, zszarganą opinią i kłopotami finansowymi.

Yossarian: Bardzo trudne pytanie. Na początku decydowały wyłącznie przeczucia, intuicja. Dziś wiem, że się nie myliłem. Ilona jest silna, konsekwentna, inteligentna, umie łączyć intuicję z logicznym myśleniem. To są cechy, które najbardziej w niej cenię, ale wtedy były one mniej widoczne, poukrywane pod problemami. Od razu jednak dostrzegłem ten potencjał i powiedziałem jej, że trzeba go uwolnić, uruchomić. Jedyne, co powinna zrobić, to być sobą, a reszta sama się ułoży. A poza tym była ładna i miła w dotyku (śmiech).

Wszystko, o czym opowiadasz, mówisz z takim spokojem...

Yossarian: Tak, jestem oceanem spokojnym i kwiatem lotosu na idealnie płaskiej tafli jeziora.

Też masz za sobą jakieś trudne doświadczenia, które wpłynęły na Twój obecny stan ducha?

Yossarian: Jeśli pytasz o trudne doświadczenia, muszę odpowiedzieć, że ich nie mam. Bo nie chcę ich mieć, pamiętać, nie skupiam się na nich. Co by mi to dało? Jedne zamknąłem, inne staram się zamknąć. Żyję tu i teraz.

Ilona: Na samym początku naszego związku najważniejsze były dla mnie nasze rozmowy. Nigdy nie rozmawiałam z mężczyzną w taki sposób, jak z Yossarianem. Zawsze byłam tą uległą, która schodziła na bok, zgadzała się na wszystko, czego chciał mężczyzna.

No właśnie, jak bardzo różni się ten związek od Twojego poprzedniego?

Ilona: Nie chcę krytykować byłego męża, ale teraz już wiem, że związek dwojga ludzi nie polega na tym, by na siłę zmieniać tę drugą osobę. Relacja z Yossarianem opiera się na tym, że oboje jesteśmy dojrzałymi ludźmi, którzy cały czas szukają odpowiedzi na różne pytania, również na to, czym jest miłość. Na ile można wybaczać i akceptować, żeby nie zgubić przy tym siebie. Ale nie zamierzam już wychodzić za mąż i nie chcę mieć więcej dzieci.

 

Yossarian: Sztuka bycia szczęśliwym człowiekiem, pojedynczo, czy w parze, polega na tym, żeby mieć w sobie gotowość na przyjmowanie tego, co przynosi każdy dzień. Nie wieszać się na tym, co było wczoraj, ani na tym, co ma być jutro. To jest szalenie trudne, ale pozwala weryfikować sprawy na bieżąco. Ja i Ilona nie jesteśmy ze sobą ze względu na wspólny kredyt czy dzieci, tylko dlatego, że oboje tego chcemy.

Ilona: Kiedyś myślałam, że kocha się za coś. A teraz, jak mnie zapytasz, za co go kocham, nie odpowiem. Bo generalnie, jakbym policzyła wszystkie jego wady, byłoby ich całkiem sporo. Pierwsza: jest artystą. Druga: bałaganiarzem. A ja lubię mieć wszystko poukładane i zaplanowane.

Yossarian: Jesteśmy przeciwieństwami. Ja improwizuję w muzyce i w życiu. Tak mam.

Ilona: Kolejną rzeczą, którą mnie ujął, była właśnie jego muzyka. Tworzy wyjątkowe dźwięki, imponuje mi tym. Gdy się poznaliśmy, Yossarian pracował w korporacji. I tak naprawdę żyliśmy z jego pieniędzy. Ale widziałam, jak bardzo się tam męczy, jaki jest nieszczęśliwy. I pewnego dnia powiedziałam mu: chłopie, rzuć tę robotę. Zrobił to właściwie z dnia na dzień.

Byłaś kiedyś żoną człowieka figurującego na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”, potem przez dłuższy czas musiałaś sama zarabiać na dom. Powiedziałaś, że Yossarian był zbyt biedny, żeby być z taką kobietą jak Ty, a na koniec sama namówiłaś go, żeby rzucił pracę. Z czego Wy dzisiaj żyjecie?

Ilona: Kiedyś uważałam, że mężczyzna, który miałby się mną zaopiekować, powinien być wysoki i bogaty. Ale przecież nie na tym to polega. Kiedy nie mieliśmy pieniędzy, znaleźli się ludzie, którzy nam pomogli. Byli wśród nich nawet i tacy, którzy robili nam zakupy. I jakoś daliśmy radę.

Yossarian: Rola pieniędzy w budowaniu związków to przekłamanie. My mieliśmy specyficzną sytuację, bo ich brak wynikał z naszych decyzji. Podejmując niektóre z nich, wiedzieliśmy, że pieniędzy potem nie będzie. Można być szczęśliwym bez kasy, pod warunkiem że się wie, dlaczego jej nie ma. Wcześniej pracowałem w korporacjach, byłem grafikiem, dyrektorem artystycznym i strategiem. Jednocześnie cały czas po godzinach robiłem muzykę - zdarzało mi się nawet ją sprzedawać. Kiedy rzucałem korporację, mój pomysł był taki, że całą swoją energię skupię na komponowaniu. Ilona trochę zarabiała, wiedzieliśmy więc, że w końcu uda nam się wyjść na prostą, tylko nie wiedzieliśmy kiedy. Ja czasem lubię skoczyć w przepaść i przy okazji sprawdzić, czy umiem latać.

Ilona: Bardzo się cieszę, że Yossarian komponuje, bo dzięki temu jest szczęśliwy. Mój świat, czyli świat mody, jest w dużym stopniu związany z muzyką i wykorzystujemy to. Coraz więcej osób docenia tworzoną przez niego muzykę.

Skoro wciąż brakuje Wam pieniędzy, dlaczego nie chcesz pójść do pracy, żeby regularnie co miesiąc dostawać pensję. Wtedy czułabyś się bezpiecznie i mogła spłacać długi.

Ilona: To jest kolejne stereotypowe myślenie. Po wszystkich terapiach wiem, że mogę usiąść przy kasie w supermarkecie. Tyle że tam akurat nie będę w stanie się realizować, poczuję się nieszczęśliwa i znowu zacznę pić, bo uznam, że życie nie ma sensu. Bardzo szanuję panie kasjerki we wszystkich sklepach, moja mama sprząta i też czasami jej pomagam, ale na dłuższą metę to nie dla mnie.

Yossarian: Ja nie narzekam, że mamy długi. Sam się ich dorobiłem. Ale wiem, że je spłacę. Dokonaliśmy świadomego wyboru. Wsparcie Ilony w zrezygnowaniu z pracy w korporacji było dla mnie bezcenne. Dostałem od niej sygnał: damy radę. Kiedy poszedłem do biura, żeby złożyć wypowiedzenie, a w sumie robiłem fajne rzeczy i odnosiłem sukcesy, pomyślałem, że jeśli miałbym tam spędzić jeszcze jeden dzień, to bym się powiesił albo pozabijał innych. Nie nadawałem się do tego. Muszę robić coś, co mnie pasjonuje. Komponując muzykę, potrafię przez tydzień, 10-12 godzin dziennie, słuchać w kółko tego samego utworu. Można oszaleć... chyba że jest się kompozytorem i kocha się tę robotę. Ilona: Szczęście i spełnienie daje tylko taka praca, która jest jednocześnie pasją. Rodzice powinni powtarzać to swoim dzieciom, a często jest odwrotnie. Wielu projektantów opowiadało mi, że mama mówiła im: idź do jakiejś „normalnej” pracy, a te swoje ubrania projektuj po godzinach. To wielki błąd! Jeśli potrafimy coś robić, to jest to największy dar, jaki otrzymaliśmy i należy ten dar rozwijać. Na początku być może będzie ciężko, ale gdy pokażemy losowi, co jest dla nas ważne, przyjdą też pieniądze. Ja szukałam swojej pasji przez 40 lat. I znalazłam ją.

 

Wiesz już na pewno, co chcesz robić?

Ilona: Tak! Uświadamiać innym kobietom, że w każdej chwili mogą zmienić swoje życie. I robię to! Jeżdżę po kraju na różne spotkania. Ale też bardzo chciałabym być aktorką i czuję, że dałabym radę. Zagrałam już małe epizody. Dla mojego byłego męża zrezygnowałam z większej roli, bo usłyszałam wtedy, że mężczyzna jest najważniejszy, ważniejszy od jakiegoś filmu. Ale nie żałuję, może wtedy jeszcze nie był to właściwy czas. U mnie wszystko przychodziło późno: zostałam modelką, mając 20 lat, autorką książek - koło czterdziestki. Pracuję jako fotomodelka, próbuję przełamywać stereotypy w różnych dziedzinach. Wielu ludzi jest przeciwko mnie, wciąż mnie krytykują, ale to ich sprawa. Znam już swoją wartość i nikt mi tego nie odbierze.

Czy Twoje dzieci Cię podziwiają, czy krytykują? Mają o cokolwiek żal?

Ilona: Żadnego. Są już dużymi chłopcami, mają 13 i 11 lat. Synowie mnie uwielbiają. Zawsze przy nich byłam i wcale nie odczuli tak mojego alkoholizmu, jak się ludziom wydaje. Mam pełne prawa rodzicielskie i nigdy mi ich nie odebrano. Przystałam na warunek byłego męża, że zgodzi się na rozwód bez orzekania o winie, jeśli dzieci zamieszkają z nim. Zrobiłam to dlatego, że chciałam wytrzeźwieć, a nie byłoby to możliwe, gdybym mieszkała pod jednym dachem z Andrzejem. Chciałam wytrzeźwieć również po to, żeby stać się najlepszą matką, jaką tylko mogę być. I tyle. Podejmując tę decyzję, wypłakałam litry łez. Były mąż jest zameldowany w moim mieszkaniu i nadal mieszka tam z naszymi dziećmi. To ja musiałam wyprowadzić się z własnego domu. Zrobiłam to dla siebie i dla synów, bo wiem, że potrzebowali mnie trzeźwej i szczęśliwej. Można być dobrą matką, wcale nie mieszkając z dziećmi. I taką matką teraz jestem. Chłopcy kochają mnie, akceptują, chcą spędzać ze mną jak najwięcej czasu. Nie mówię przy nich nigdy nic złego na temat ich ojca. Terapie pozwoliły mi uniknąć wielu błędów, jakie popełniają rozwodzące się pary. Mam z dziećmi rewelacyjne relacje. Pewnie nie byłyby takie, gdyby nie moja choroba.

Nie pytają Cię, dlaczego z nimi nie mieszkasz?

Ilona: Oni wszystko wiedzą. Gdy pytali, kiedy będziemy razem mieszkać, mówiłam, że w tym momencie jeszcze jest to niemożliwe.

Yossarian: Wiedzą, że Ilona jest chora, na czym ta choroba polega. Wiedzą też, że zdrowieje, i że to wymaga takiej, a nie innej organizacji życia. Są dumni z matki.

Szybko dojrzeli dzięki tej sytuacji?

Ilona: Nie, cały czas są dziećmi. Nie obarczam ich moimi sprawami, nie mówię o problemach. Wiem, jakie to ważne, bo sama nie miałam czasu na to, żeby być dzieckiem.

Yossarian: Dziecko przyjmuje życie takim, jakie ono jest. Kiedyś mojej córce z powodu ospy całe oko zaszło ropą. Lekarz powiedział, że trzeba czekać. Mnie się chciało płakać, kiedy nie mogła trafić ręką w kubek, ale ona się nie skarżyła. Następnego dnia nauczyła się funkcjonować z jednym zdrowym okiem i w ogóle nie zwracała na to uwagi.

Ilona: Dzieci zawsze kochają swoich rodziców, nawet tych złych. Ale ja mam świadomość, jaką jestem matką. Cierpiałam, kiedy źle mnie oceniano, bo jak już nie było wiadomo, w jaki sposób mi dołożyć, to mówiono o moich synach: „biedne dzieci”. Moje dzieci nie są biedne. Być może dzieci osób, które to mówiły, są biedne, ale nie moje.

Masz spokojne sumienie?

Ilona: Tak. I nie zamierzam się nikomu tłumaczyć. Nauczyłam się, że nie robię już niczego dla ludzi, na pokaz. Nawet ten nasz wywiad nie jest po to, żeby komukolwiek coś udowadniać.

Dlaczego więc zdecydowaliście się na tę rozmowę? Nie było łatwo Was namówić.

Ilona: Zastanawiałam się, czy warto, bo ludzie znowu będą się czepiać: „O, pokazują się na okładce”. Mnie te okładki już tak naprawdę nie są potrzebne. Ale jeśli się na nich pokażę, może inne uzależnione kobiety pomyślą: „Skoro jej się udało, to ja też spróbuję”! Ludzie mnie pytają, po co chodzę na imprezy, pozuję na ściankach. Po to, żeby pokazywać, że jestem trzeźwa! Że można wyjść z bardzo głębokiego dołu. Robię to przede wszystkim dla siebie, ale wiem, że w ten sposób daję też siłę innym. Kobiety piszą do mnie: „Nie piję już pół roku, bo dzięki tobie uwierzyłam, że można z tym zerwać”. Chcę pokazać, że uzależniona nie znaczy gorsza. To jest choroba, można ją znosić z godnością, nadal funkcjonować, odzyskiwać i utrzymywać uznanie otoczenia.

Jaki kontakt mają Twoje dzieci z Yossarianem?

Ilona: Świetny. Kolejną rzeczą, która fascynuje mnie w Yossarianie, jest jego dojrzałość pomieszana z byciem małym chłopcem. Biega z moim synami po plaży z piłką, ale jak trzeba, stawia im granice. Gdybym zobaczyła, że źle się czują w jego towarzystwie, nie łapią z nim kontaktu, prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na związek z nim. Ja dzieci Yossariana też traktuję jak bliskie i ważne dla mnie osoby.

 

Wasze dzieci często się spotykają?

Yossarian: Lubią się, ale czasami mają siebie dosyć. Nie forsujemy na siłę kontaktów między nimi.

Gdy patrzysz na swoje życie, jest coś, czego żałujesz? Dużo emocji wzbudziły na przykład twoje nagie zdjęcia, które wyciekły do prasy brukowej.

Ilona: Nie oglądam się wstecz, nie ma nic gorszego niż życie przeszłością, pielęgnowanie pretensji do innych albo do siebie. Ja już nie chcę nosić tych garbów: że coś zrobiłam niepotrzebnie, że mogłam inaczej. Zdjęcie, o którym mówisz, nie powinno zostać blikowane, sprawa jest w toku. Mam teraz w sobie tyle siły, żeby stanąć w sądzie i to udźwignąć.

Yossarian: Sytuacja związana z publikacją tego zdjęcia okazała się bardzo istotna dla naszego związku. To było pierwsze potężne tąpnięcie. Wydarzyło się coś całkowicie poza kontrolą Ilony i ona nie wiedziała, co z tym zrobię.

I jak zareagowałeś?

Yossarian: Byliśmy w trakcie rozmów o współpracy z dwiema firmami. Moja reakcja była naturalna i normalna: trzeba zadzwonić do tych ludzi i powiedzieć im, że taka sytuacja ma miejsce.

Nie zapytałeś Ilony, po co to zrobiła?

Yossarian: A po co mi taka wiedza?

Ludzie zadają pytania choćby z ciekawości.

Yossarian: Mam ogromną ciekawość w sobie, Ilona poświadczy, uwielbiam rozbierać rzeczy na części, zadawać miliony pytań. Ale tylko wtedy, gdy wiem, że to ma jakiś sens. Pytanie, dlaczego to zrobiła, donikąd by mnie nie zaprowadziło. Nie było mi do niczego potrzebne.

Nawet do tego, żeby lepiej ją zrozumieć?

Yossarian: Ja ją rozumiem. Przede wszystkim interesuje mnie Ilona, która jest dzisiaj, tu i teraz, a nie Ilona sprzed iluś lat.

A czy nie żałujesz, że w książce tak bardzo się otworzyłaś i opowiedziałaś o różnych intymnych szczegółach ze swojego życia erotycznego z mężem?

Ilona: Nie. Uważam, że to było bardzo potrzebne. Wielokrotnie słyszałam: „Ale tego już mogłaś nie pisać”. Jeśli ktoś tak uważa, to znaczy, że staje po stronie oprawcy. On mógł robić to, co robił, a ja nie mogłam o tym opowiedzieć? Dostałam wiele listów od kobiet, które mi dziękowały, bo są w podobnych, pełnych przemocy związkach. Dałam im siłę oraz wiarę, że nie muszą w nich tkwić. Niby takie proste: skoro jest ci źle, zakończ związek. Potrzeba czasu, żeby do człowieka to dotarło.

Yossarian: Człowiek jest taką istotą, że potrafi dostosować się do każdej sytuacji i wmówić samemu sobie, że jest ona normalna.

Ilona: Nie znałam innego życia, nie miałam wielu doświadczeń. Dopiero z Yossarianem przekonałam się, że w związku kobiety z mężczyzną może być zupełnie inaczej.

Jakie macie dzisiaj marzenia?

Ilona: Spłacić nieszczęsne długi. To jest jedyna rzecz z przeszłości, która mnie dogania. Kiedy poznałam mojego bogatego męża, żadnych długów nie miałam (śmiech). No, ale cóż... Z komornikami rozmawiamy, pracujemy, ile się da i uśmiechamy się do losu, grając w totolotka. Oczywiście wiemy, że nie pieniądze budują nasze szczęście, ale chcielibyśmy już finansowo wyjść na prostą. Poza tym cały czas uczę się miłości i jeszcze nie wiem, czym ona dokładnie jest. Ale teraz jestem naprawdę szczęśliwa - z takim brzydkim, biednym i niskim!