ZBIGNIEW RELIGA Od serca...

Udostępnij

,,Niezwykle charyzmatyczny, ekstremalnie pracowity. Jemu się nie odmawiało” – mówili o nim znajomi. Wybitny kardiochirurg, były minister zdrowia od dwóch lat walczył z rakiem płuc. Odszedł w swoim domu na warszawskim Powiślu. Miał 70 lat.

ZBIGNIEW RELIGA Od serca...

"Miałam nadzieję, że doczeka wiosny i będzie mógł pojechać na ryby... Chciałam wierzyć, że to możliwe. Pierwszy raz spotkałam się z Profesorem w Ministerstwie Zdrowia w czerwcu 2007 roku. Kiedy na niego patrzyłam, trudno mi było uwierzyć, że zaledwie miesiąc wcześniej przeszedł skomplikowaną operację płuc. Wyglądał doskonale, nie oszczędzał się, żył i pracował normalnie. Po naszym wywiadzie czekały go trudne negocjacje ze strajkującymi pielęgniarkami i lekarzami, przygotowywał ustawy. Powiedział mi wtedy: „Jestem zdrowy, nowotwór w całości wycięto i koniec”. W siódmej dobie po operacji, jeszcze z opatrunkiem, schodził z wędkami do rzeki, kilkanaście metrów w dół, po bardzo stromej, pionowej ścieżce. Żartował, że możemy teraz spróbować razem wchodzić po schodach i nie wie, kto z nas szybciej się zmęczy. Nie wyprzedzał czasu, nie zamartwiał się, nie bał się przyszłości. Zaskoczył mnie jego spokój, dla niego choroba była czymś normalnym, wpisanym w życie. Mówił, że jest obok. Już wtedy rozmawialiśmy o śmierci. Dla Profesora była jak sen, zawsze tak o niej myślał. „Jeżeli pani śpi, to pani nie ma, nigdzie. To nie jest straszne”.

Myślę, że tym zdaniem wielu ludziom pozwolił oswoić śmierć. Zapytałam, czy wierzy w Boga. Odpowiedział, że woli pytanie: „Czy Bóg istnieje?”. Po chwili ciszy usłyszałam: „Może tak jest. Może istnieje tam jakieś życie... Nie wiem”. Drugi raz spotkaliśmy się pod koniec października 2008 roku. Nie przypuszczałam, że widzę go po raz ostatni. Ponad trzy godziny siedzieliśmy w sejmowej kawiarni. Widziałam, że nie jest dobrze. Profesor był po trzech operacjach, chemioterapii, naświetlaniach. Choroba nie dawała mu spokoju. Mówił: „Walczę i będę robił do końca wszystko, żeby się leczyć. Ale mam wiedzę, rozum i wiem, że może być różnie. To jest walka i akceptacja. Jednocześnie”. Te słowa wiele razy do mnie wracały: „walka i akceptacja”. Czułam, że nigdy się nie podda, a jednocześnie godzi się na każde rozwiązanie. O śmierci mówił wręcz lekko: „Nic nadzwyczajnego, traktuję to normalnie. Tak się kończy życie... Po prostu... Daję pani słowo, nie boję się śmierci”.

Co dla niego było najważniejsze? Praca i rodzina. Z dużym wzruszeniem mówił o żonie: „Zawsze była blisko mnie, czułem jej obecność w każdym momencie życia. Rozumieliśmy się bez słów”. To był bardzo przejmujący moment naszej rozmowy. W pewnej chwili przerwał, czułam, że ta cisza bardzo wiele znaczy. Powiedział bardzo cicho, prawie szeptem: „Moja końcówka też byłaby inna, gdyby nie żona”. To zdanie nie znalazło się w wywiadzie. Wydawało mi się zbyt intymne, pamiętałam oczy Profesora, barwę głosu, kiedy je mówił. Nie chciałam też myśleć, że to naprawdę końcówka. Zastanawiał się przecież jeszcze nad lotem do Republiki Południowej Afryki. Chciał łowić ryby w okolicach Durbanu. Marzył wtedy, żeby wyjechać na kilka miesięcy i popłynąć na merliny.

Trzy tygodnie temu zadzwoniłam do Profesora, wiedziałam, że jest po ciężkiej operacji wątroby. Powiedziałam żonie, że bardzo chciałabym zrobić o nim film dokumentalny, zacząć od nagrywania rozmów. Najpierw była długa cisza w słuchawce, a później tylko: „Za późno...”. W dzień po jego śmierci przesłuchiwałam taśmę z nagraniem naszego ostatniego wywiadu. Oto jej fragment: „Najbardziej lubię być sam o świcie na jeziorze. Nie widzę nawet brzegu i nagle słyszę niesamowity śpiew ptaków. Kolory, budzenie się świata do życia. Niesamowity moment”. Chcę wierzyć, że w tym nowym świecie, w którym teraz jest, to wszystko ma.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł