Kiedy usłyszałem, że mam ostatnią chemię, oszalałem z radości. Naświetlania to już sama słodycz. Jeszcze tylko kontrolne badania na początku lipca i koniec. Jestem zdrowy” – mówi Andrzej. Rozmawiamy w dawnym gabinecie Zosi. Chcą go sprzedać i dobrze pożyć na emeryturze. „Bo jeśli nie teraz, to kiedy?” – śmieje się Andrzej. Są już ze sobą ponad 40 lat. Bardzo się kochają. Zosia pokazuje zdjęcia Uli i jej męża Sławka z podróży po Argentynie. Andrzej zazdrości, że w Patagonii łowili pstrągi, tak duże, że jeden wystarczał na kolację dla ośmiu osób. Lubią jeździć do córki do podwarszawskiego Cieciszewa. „Jestem tak szczęśliwy, jakbym sam kupił ten dom. Cicha wioska, cudowne powietrze – opowiada Andrzej. – A w pobliskim stawie łowię ryby”.

GALA: Trzy lata temu pokonałeś ziarnicę. W grudniu zeszłego roku choroba wróciła.

ANDRZEJ TURSKI: Po kontrolnej tomografii zadzwoniła moja lekarka i powiedziała: „Panie Andrzeju, węzeł w śródpiersiu powiększył się o milimetr. Jedzie pan po Nowym Roku sprawdzić wszystko na PET”. To takie nowoczesne urządzenie, które pokazuje najmniejszą zmianę w organizmie. I pojechaliśmy z Zosią do Gliwic. Mieszkaliśmy w uroczym secesyjnym hotelu. Mieli fajną włoską knajpę.

ZOFIA TURSKA: A kierownikiem pracowni PET w Centrum Onkologii jest bardzo miły, przystojny Włoch. Powiedział nam: „Ślicznie wyszło badanie”.

ANDRZEJ TURSKI: Jemu badanie się udało, ale dla mnie wynik nie był miły. Kilka dni później dowiedziałem się, że niestety jest nawrót. Doktor powiedziała: „Wściekła jestem jak diabli. Ale tym razem dobijemy gada”. Usłyszałem, że znowu muszę poddać się chemioterapii, ale nie ma pośpiechu, bo stadium jest początkowe, i żebym się przygotował psychicznie.

GALA: Jak ciebie znam, odpowiedziałeś, że psychicznie już jesteś przygotowany?

ANDRZEJ TURSKI: Była środa. „Mogę zacząć w piątek? – spytałem. – Wtedy nie prowadzę »Panoramy«”.

GALA: Co wtedy czuliście?

ZOFIA TURSKA: Bezsilność. Liczyłam, że Andrzej nie będzie musiał przez to wszystko przechodzić po raz drugi.

ANDRZEJ TURSKI: Ja byłem wkurzony, że straszny wysiłek 12 chemii po trzech latach poszedł na marne. Fizycznie czułem się świetnie, trudno mi było uwierzyć, że jestem poważnie chory. Powtarzałem sobie słowa lekarki, że tym razem dobijemy gada. Nigdy nie miałem cienia wątpliwości, że dam radę.

GALA: Za pierwszym razem bardzo dobrze znosiłeś leczenie. Jak było teraz?

ANDRZEJ TURSKI: Pierwsze podanie chemii zniosłem dobrze, następne cztery – fatalnie. Mówiłem lekarzom: „Trujecie zdrowego człowieka. Rozumiem, że mam nowotwór, ale go nie czuję”. Wszystko się we mnie buntowało.

ZOFIA TURSKA: Zaraz po chemii wracaliśmy do domu i Andrzej cały piątek przesypiał. Smakowały mu wyłącznie mączne potrawy. Najczęściej gotowałam mu płatki owsiane.

ANDRZEJ TURSKI: Bardzo to doceniałem, bo Zosia zupełnie nie potrafi gotować i nie lubi.

ZOFIA TURSKA: Jeszcze makarony mi wychodziły. Raz nawet zrobiłam z krewetkami.

ANDRZEJ TURSKI: Rozczulała mnie. Najchętniej zjadałem makaron z czterema jajkami. Tłumaczyłem: „Najpierw musisz rozpuścić masło na patelni, potem wrzucić ugotowany makaron i kiedy jest bardzo gorący, wbić jajka i mieszać”. Zosia myliła kolejność, dolewała do gorącej potrawy zimny olej (śmiech).

GALA: Na każdą chemioterapię jeździliście razem?

ANDRZEJ TURSKI: Zosia siedziała przy mnie na stołeczku. Przynosiła mi z bufetu bułeczki, wodę, czasem herbatę z cytryną w termosie. Płyn sączył się z kroplówki przez trzy godziny.

ZOFIA TURSKA: Najgorsza była butelka z czerwoną substancją. Nazywana przez pacjentów „Krwawą Mary”, najbardziej dokuczliwa.

ANDRZEJ TURSKI: Starałem się nie leżeć bezproduktywnie. Pocieszałem innych pacjentów. Młoda, ładna dziewczyna, matka dwojga małych dzieci, bardzo się bała wyniku badań. Chyba ją trochę uspokoiłem.

GALA: Ciężka choroba pokazuje, jak jest naprawdę między ludźmi.

ANDRZEJ TURSKI: Choroba cementuje tylko dobry związek. Gdybym miał przez to wszystko przechodzić zupełnie sam albo z niewłaściwą kobietą u boku, byłoby mi bardzo trudno. Mam w sobie tyle siły, optymizmu, bo Zosia jest ze mną. Idę 10 metrów do samochodu, a ona woła: „Czapkę włóż, bo wiatr wieje”.

GALA: Jaki to czas w waszym związku?

ANDRZEJ TURSKI: Najlepszy. Dużo czasu spędzamy razem, Zosia już nie pracuje. Lubimy porozmawiać, pomilczeć, pojechać na Mazury lub do ukochanej Wenecji Zosi. Praca już nie jest najważniejsza. A tak było przez lata.

ZOFIA TURSKA: Lubimy być blisko siebie. Andrzej coś pisze przy biurku, ja czytam w tym samym pokoju. Zdarza się, że mówimy dokładnie to samo.

GALA: Kiedy poznaliście się, byliście dziećmi. Jak zapamiętaliście to spotkanie?

ANDRZEJ TURSKI: Mieszkaliśmy na Mokotowie, kilka ulic od siebie. Szaleliśmy na rowerach w okolicy kina Stolica. Ja miałem 14 lat, Zosia 13.

ZOFIA TURSKA: Wgniótł mi błotnik i musiał się ze mną ożenić (śmiech).

ANDRZEJ TURSKI: Zobaczyłem śliczną, szczuplutką dziewczynkę, z długimi blond włosami, w czerwonych sztruksowych spodniach. Pomyślałem: „Boże, jaka ładna”.

GALA: I powiesiłeś na klamce jej mieszkania trzy róże.

ANDRZEJ TURSKI: 15 maja, na Zosi imieniny. Bardzo się wstydziłem, powiesiłem i uciekłem.

ZOFIA TURSKA: Domyśliłam się, że to Andrzej.

ANDRZEJ TURSKI: Przez wiele lat znaliśmy się z przypadkowych spotkań na ulicy. Za każdym razem wydawała mi się zjawiskowa. Parą zostaliśmy, gdy byłem na drugim roku studiów.

 

GALA: Trzy lata temu zniknąłeś z wizji. Mówiłeś: „Jak baletnica zwichnie nogę, to nie tańczy w gipsie”. Teraz prowadziłeś „Panoramę”. Dlaczego zmieniłeś zdanie?

ANDRZEJ TURSKI: Wtedy uznałem, że nie ma co straszyć ludzi wyglądem. Profesor Wiesław Jędrzejczak szanował tę decyzję, ale twierdził, że oglądanie mnie w czasie choroby dużo bardziej przemówiłoby do ludzi niż broszury. Widzowie zobaczyliby, że najpierw wypadają mi włosy, źle wyglądam, a po kilku miesiącach wszystko wraca do normy.

GALA: Pokazujesz, że mając nowotwór, można pracować, że to nie wyrok śmierci.

ANDRZEJ TURSKI: I dlatego przy nawrocie już nie miałem wątpliwości, że będę prowadził program. Przyszło trochę listów od widzów pełnych wiary, że się z tego wyplączę.

GALA: Gdy będziesz pewien, że jesteś zdrowy, zrobicie coś szczególnego?

ZOFIA TURSKA: Wykąpiemy się w szampanie (śmiech).

ANDRZEJ TURSKI: Później będzie nieustający urlop. Marzę o spokoju, długiej, pogodnej jesieni życia.

ZOFIA TURSKA: Ale przecież ty będziesz pracował do późnej starości.

ANDRZEJ TURSKI: Wszyscy mi mówią, że nie będę umiał żyć bez pracy, ale ja w to nie wierzę.