JUSTYNA STECZKOWSKA - W moim magicznym domu...
Dla Justyny największą wagę mają trzy słowa. Wszystkie na literę m: mama, miłość, muzyka. Kiedy spełniły się jej marzenia o założeniu rodziny, a na świecie pojawili się jej synkowie i stała się mamą, zrozumiała, że już nigdy nie będzie samotna. Najszczęśliwsze i najbardziej intymne chwile przeżywa razem ze swoimi chłopakami w domu pod Warszawą. To ich azyl. Miejsce, gdzie wszyscy czują się najbezpieczniej. Dom w stylu rustykalnym zaprojektował mąż Justyny Maciej. Nigdy wcześniej artystka nie zgodziła się na sesję zdjęciową w swoich ulubionych pokojach. Dla nas zrobiła wyjątek. Bo gdzie rozmawiać o najważniejszych doświadczeniach w życiu, jeśli nie we własnym domu?
Weszłam do Twojego domu i poczułam się jak zaczarowana. To miejsce jest niewiarygodnie magiczne! Przyznaj się, Justyno, Ty jednak jesteś czarodziejką.
Może trochę. Niewykluczone też, że kiedyś byłam czarownicą (śmiech). Te czarne włosy, pokaźny nos... Muszę tylko pożyczyć miotłę od Harry’ego Pottera (śmiech). Jedno jest pewne: staram się, żeby mój dom był pełen dobrej energii. Wierzę też, że strzegą go dobre anioły. Czuję, że one towarzyszą nam nieustannie. Można je poprosić o ochronę miejsca, w którym zależy ci na przepływie dobroci i miłości. Takim miejscem zawsze był i będzie dla mnie dom.
Inne metody ochrony domu? Odczarowania go?
Kwiaty… Ogrom kwiatów. Kiedy przekwitają, przywożę nowe. Te, które mają cebulki, sadzę w ogrodzie. Oddające mi ostatnie płatki storczyki podcinam nad trzecim kolankiem i wstawiam je do wiaty, a tam dojrzewają sobie do tego, żeby puściły nowe pędy i znowu cieszyły oko domowników. Dlatego u nas storczyki pięknie kwitną i jest ich mnóstwo. Kocham te kwiaty.
I dlatego w Twoim domu jest trochę jak w ogrodzie botanicznym albo w oranżerii. Jest wilgotno, ciepło i pachnąco.
Zimą każdy tęskni za wakacjami, a my mamy na to sposób: dom jest pełen słońca, więc dzieciaki rozkładają kolorowe maty, Leo przygotowuje owocowe „drinki” i leżymy pod palmami w środku zimy (śmiech). Jak nasi synowie byli mali, to była to nasza ulubiona wspólna zabawa. Mieliśmy palmy, mocne, gorące słońce zza szklanego dachu. Zamiast białego koloru widzieliśmy niebieskie niebo, a przy odrobinie wyobraźni i morze udało się zobaczyć. A raz nawet rekina!!! (śmiech)
A dlaczego w Waszym domu jest tak mało mebli?
Uwielbiam przestrzeń i o taki dom poprosiłam Maćka, a ponieważ talentu mu nie brakuje (mąż Justyny Maciej jest architektem – przyp. red.), zbudował dom moich marzeń. Pełen słońca, zieleni i dobrze zorganizowanej przestrzeni, gdzie można nawet grać w piłkę!
Pomiędzy roślinami w salonie widzę właśnie kilka piłek futbolowych.
Mój syn Leo jest wielkim entuzjastą futbolu i sam też ostro ćwiczy. Nie tylko na treningach, ale też nieustannie z tatą w domu, w ogrodzie, na wakacjach. Ale najzabawniej jest, jak komentuje mecze. Umieramy ze śmiechu!
Jest w tym domu coś szlachetnie prostego, bez zadęcia. Spodziewałam się...
…miliona puzderek?
Tak. A tu zobaczyłam szlachetną prostotę. Bezpretensjonalność.
Oboje nie przywiązujemy wagi do rzeczy. Maciek jest minimalistą, a ja się tego uczę (śmiech). Za to uwielbiamy te chwile, kiedy dom wypełnia się przyjaciółmi i zaczynamy razem gotować. Zimą wszyscy kręcą się wokół kuchennego pieca zbudowanego według dawnych zasad przez prawdziwego wiejskiego zduna. Daje tyle ciepła i ma piękny zapach naturalnego drewna. Poza tym zawsze coś dobrego się na nim gotuje i przepięknie pachnie w całym domu. Latem wygrzewamy się na słońcu w ogrodzie otoczonym brzozami i pachnącymi łąkami, których pełno dokoła.
Ten dom to Twój azyl, miejsce schronienia?
Jak każdy prawdziwy dom…
A nie czujesz się trochę pustelnicą?
Nie i nie tęsknię za miastem, dlatego że moja praca polega na nieustannym kontakcie z ludźmi. Więc żeby usłyszeć samą siebie, muszę czasem od tego uciec. Naprawdę kocham ludzi i lubię z nimi przebywać. Dużo koncertuję i szczerze to uwielbiam. Niemniej jednak jest różnica pomiędzy przebywaniem z ludźmi, którzy podziwiają cię za to, jakim jesteś artystą, a byciem wśród ludzi, którzy kochają cię bezwarunkowo za to, że po prostu jesteś. Przez 10 lat nie mieliśmy ani telefonu, ani internetu, bo był tu fatalny zasięg, więc wracaliśmy do domu i nie mieliśmy kontaktu ze światem. Mieliśmy kontakt ze sobą. Żeby usłyszeć siebie, każdy z nas musi mieć czasem chwilę ciszy dokoła.
Rzeczywiście nie widzę telewizora ani komputerów, ale za to zauważyłam w Waszej sypialni przy łóżku Pismo Święte. Wszyscy mają kryminały, gazety, a u Was – Stary Testament...
Człowiek jest istotą duchową i bez miłości i wiary zawsze będzie czuł się niepełny. Staram się powoli poznawać księgi Wedy, Koran, Torę, Pismo Święte. Staram się zrozumieć i uszanować każdy przejaw ludzkiej duchowości i dążenia do zbawienia duszy. Dlatego tak wyjątkowa jest dla mnie okładka mojej najnowszej płyty, która powstała w Indiach, w miejscu, w którym stykają się trzy wielkie religie: chrześcijaństwo, hinduizm i buddyzm, który rozumiem bardziej jako filozofię niż religię. To nie jest religijna płyta, to po prostu moje piosenki, ale jedna z nich nosi tytuł „Maria Magdalena” i jest fragmentem gnostycznej Ewangelii Marii Magdaleny, w której Maria pyta Jezusa: „Co jest grzechem, Panie?”. Jezus odpowiada: „Nie ma grzechu. To wy sprawiacie, że grzech istnieje (…)’’.
Tagi: Justyna Steczkowska

















KOMENTARZE:
wszystkich komentarzy: 0
dociekliwa
09-05-12 14:49a gdzie zdjecia domu ? liczyłam na fajne wnętrza, piękny dom- przecież zaprojektowany przez zdolnego męża ;-)
Jak wygląda pani Justyna to już dobrze wiemy
Plastik..........
08-05-12 20:13Justyna to plastikowa kobieta.Zero naturalnosci,a ten wywiad to wypociny kobieciny.....Zalosny jak ona .
gosc
07-05-12 18:01piekna i bardzo utalentowana kobieta-niestety Polacy sa zawistni to taka nasza cecha narodowa !
Kloo
05-05-12 19:06Czy Steczkowska 'przy okazji' reklamuje elektryczne szczotki do zębów? a poza tym to ona jest albo zbyt uduchowiona albo infantylna, w przypadku pierwszym nie powinna się tak wywnetrząc, bo to jednak zbyt osobiste.
olga
03-05-12 20:29zdjęcie ze szczoteczką do zębów najgłupsze. Pozostałe ładne, jak najbardziej.
Grzecholik
03-05-12 09:54HAHAHAHAAH JAKi cylinder Chora baba!
selena
03-05-12 00:48Nie wiem , nie rozumiem skad ten jad, skad ta nienawisc.Przeciez od lat spiewa, bawi takich ciolkow jak niektorzy, daje radosc i piekna muzyke wiec nie rozumiem. chorobliwej potrzeby dokopania gwiezdzie. Pytam wiec takiego pustaka jak gg co takiego bezmyslnego powiedziala lub zrobila Justyna. Jadowita Kasiula tez zlepek samej nienawisci . Ludzie uczcie sie kochac ludzi bo tak szybko odchodza. Jak bedziecie kochac ludzi to sami bedziecie lepsi i szczesliwsi.
Justyna jest wspaniala, Po prostu wspaniala.
gg
02-05-12 19:13Bezmyślna istota.
Lidka
01-05-12 23:29Piekny wywiad, a XV-fantastyczna plyta.
Kasiula
01-05-12 23:12Po przejrzeniu fotografii i przeczytaniu wywiadu, tytuł artykułu powinien brzmieć "W moim sztucznym plastikowym domu ..." Niestety ale to co widzę przeczy temu co czytam. Już na okładce Pani Steczkowska świeci plastikiem i modyfikacją komputerową, zupełnie nie do poznania. Rozumiem przesłanie magazynu - bliżej gwiazd, ale bez przesadyzmu! Zupełnie niczym mnie nie urzekła ta historia, ani motyw Pisma Świętego przy łóżku Pani Steczkowskiej (zabawa w religię dla potrzeb medialnych to już zgroza). Na zdjęciach same bibeloty, fatałaszki i kokieteria czyli nic naturalnego, powszedniego. Dziękuję za takie życie, ja tego nie kupuję.