13.09.11
drukuj | tekst: A A A

EWA KASPRZYK - Nie chcę dojrzeć

  • Nie chcę dojrzeć
  • Nie chcę dojrzeć

  • Nie chcę dojrzeć

  • Nie chcę dojrzeć

  • Nie chcę dojrzeć

  • Nie chcę dojrzeć

  • Nie chcę dojrzeć

  • Nie chcę dojrzeć




„W Polsce cały czas jestem na cenzurowanym. Za to, że kiedyś powiedziałam, że reżyserka chciała mnie posiąść albo że zakochała się we mnie lesbijka… a wiadomo, najlepiej sprzedaje się seks i religia” – mówi „Gali” jedna z najbarwniejszych kobiet i aktorek w naszym kraju. Właśnie wróciła z wakacji, podczas których przemierzyła Krym ze swoją 24-letnią córką, początkującą wokalistką i najlepszą przyjaciółką, która nieraz musi hamować ognisty temperament swojej mamy.

Lubię być w drodze, mawia Pani często. Tym razem po drodze był Krym?

Byłam na wakacjach. Dzikich, z plecakiem, jak za studenckich czasów. Z córką i jej koleżanką szukałyśmy taniego przelotu i wylądowałyśmy w Doniecku. Miałyśmy zapewniony tylko jeden nocleg. A potem przez dwa tygodnie poruszałyśmy się autobusami, pociągami. Po drodze wynajmowałyśmy skromne pokoiki. Dotarłyśmy aż do Jałty. Taki wyjazd dobrze robi człowiekowi, bo okazuje się, że jednak nie jest nam w życiu tak źle. A niewygody podróży wynagradzali nam serdeczni ludzie i piękna natura. Wdrapałam się nawet na „czarodziejską” górę, gdzie ludzie zostawiają karteczki ze swoimi życzeniami.

Pani też je napisała?

Oczywiście, spisałam mnóstwo życzeń. Może przesadziłam? (śmiech). Ale jak chce się więcej, to zawsze coś się z tego dostanie. Jako kozica, bo jestem spod znaku Koziorożca, muszę mieć jakiś cel.

Precyzuje Pani te cele na bieżąco, czy też działa długodystansowo?

Zawsze spisuję je na początku roku w punktach, a potem w miarę realizacji skreślam. Wtedy widać, ile zrobiłam. Dochodzą do tego też nowe rzeczy. To mi pomaga żyć. Pisałam: „Chcę jechać do Tajlandii czy Kambodży, zobaczyć świątynie” i to mi się udawało. Marzenia pokazują, jakie są granice naszej wyobraźni. Taką granicą kiedyś było dla mnie zdobycie praw do tekstu Almodóvara, na którym oparty jest monodram „Patty Diphusa”.

A Patty Diphusa już spakowana?

To zabawne, wypowiadam tam kwestię – a monodram gram już od dziewięciu lat: „To może pojadę do tej Ameryki” i teraz to się spełnia! Zostałam zaproszona przez Omara Sangare – aktora, reżysera i autora – do Nowego Jorku na drugą edycję Festiwalu ROW. Mój występ jest przewidziany na 4 listopada. Ale warunkiem jest nauczenie się tekstu po angielsku. Pocieszam się tylko, że moja bohaterka jest cudzoziemką, więc nie muszę specjalnie martwić się o akcent. Pojawił się jednak inny problem – nie dostałam praw do zagrania po angielsku. Rozwiązanie jest takie, że zagram po polsku z angielskimi napisami. Ten festiwal to dla mnie prestiż i przygoda, bo nie idą za tym żadne pieniądze. Szczęśliwie znalazł się sponsor, dzięki któremu możliwe będzie wystawienie spektaklu, bo nie dostałam wsparcia od żadnej instytucji kulturalnej. Więc sama sobie jestem agentką i menedżerką, wieloczynnościowym kombajnem.

Od jakiegoś czasu również sama znajduje Pani teksty z rolami dla siebie i konsekwentnie dąży do ich realizacji.

To prawda. I gdy wszystko się uda, mam wielką satysfakcję. Nową sztukę według mojego pomysłu obiecał mi też Marcin Szczygielski. Ma dotyczyć transseksualistów. Ale dostaję też propozycje, ostatnio od Jerzego Gruzy, który chce, żebyśmy razem zrobili jego tekst w Teatrze Żydowskim. Bardzo sobie cenię pracę w teatrze. Aktualnie poza moim macierzystym Teatrem Kwadrat współpracuję z teatrami Polonia i Kamienica. Nie ma dla mnie nic przyjemniejszego od dialogu z publicznością. I nic nigdy nie było dla mnie ważniejsze od spektaklu. Nawet kiedy miałam odebrać nagrodę w Wenecji za „Bellissimę”, a dyrektor nie zgodził się na mój wyjazd, wybrałam teatr.

W „Bellissimie” stworzyła Pani kreację matki, która za wszelką cenę chce zrobić gwiazdę ze swojej małoletniej córki. Ale generalnie w Polsce, inaczej niż to jest na świecie, nie pisze się ról dla dojrzałych aktorek.

Zastanawiam się, dlaczego dojrzałe kobiety nie interesują polskich reżyserów. Ciekawsza jest dla nich dwudziestolatka, która dopiero co się pojawiła na firmamencie. Nie wierzę w to, że jej problemy miłosne i doświadczenia, mogą bardziej zainteresować publiczność. Spójrzmy na filmy Almodóvara i dojrzałe aktorki, które w nich występują! Zazdroszczę im tych ról. U nas, jak kobieta przekroczy trzydziestkę, wszyscy mówią, że jest starą babą. I już nie jest dobrym towarem do sprzedania. Ja to chrzanię! Nie muszę grać w filmach. Moje życie jest tak interesujące, że przypomina film kręcony na żywo, jakbym ciągle była na planie. Więc będąc sobą, gram sobie w życiu. Jestem gwiazdą w swoim prywatnym kinie.

Skoro kino opowiada o życiu, to czy ono odbywa się bez dojrzałych kobiet?

Nie ma życia bez kobiet. Ale jest rola dla mnie w offowym filmie „Kanadyjska sukienka”. Reżyser Maciek Michalski zaprosił do współpracy wielkie gwiazdy: Annę Seniuk, Zofię Czerwińską, Ewę Kolasińską.

Grała już Pani u tego reżysera w „Królowej śniegu”, za darmo, jak pamiętam.

Zgadza się, też za darmo (śmiech). Trzeba coś z siebie dać. A film dostał nagrodę w Los Angeles. Zagrałam matkę, która ma problem z zaakceptowaniem syna homoseksualisty. Jest otwarta i nowoczesna, ale gdy problem zaczyna dotyczyć jej rodziny, nie może sobie z nim poradzić.

A zatem, ikono gejów, odwrotna strona medalu. Bo zazwyczaj grywa Pani kobiety tolerancyjne, występujące przeciwko polskiemu kołtunowi. A czy zdarzyło się, że ktoś Pani nie akceptował? W życiu, podczas spektaklu?

Tagi: Ewa Kasprzyk

KOMENTARZE:

wszystkich komentarzy: 1





ja
23-09-11 01:54

ale ta Kasprzyk jest jajcara. W Berku - sam miod.

1