TERESA GENS - Tajemnica budzi emocje
Dlaczego postać Katarzyny Waśniewskiej tak bardzo frapuje opinię publiczną? Co takiego jest w tej młodej kobiecie, że budzi aż takie emocje? Temu, co dzieje się w Polsce po tragedii w Sosnowcu, od początku bacznie przygląda się Teresa Gens, psycholog sądowy. Oto jej diagnozy.
„Newsweek”, „Polityka”, „Wprost”. Nie tylko tabloidy piszą wciąż o Katarzynie Waśniewskiej. Dlaczego ta kobieta budzi wciąż tak silne emocje?
Poznaliśmy ją wszyscy w sytuacji bardzo szczególnej, kiedy doszło do nieszczęścia małego dziecka. Zobaczyliśmy Katarzynę w telewizji wtedy, kiedy płacząc, błagała porywacza, aby oddał jej maleństwo. A ludzie skonstruowani są w taki sposób, że początkowo wierzą w to, co im się mówi. W tym przypadku dodatkowo ważne było też to, że zobaczyliśmy z pozoru normalną, prawidłowo funkcjonującą rodzinę, która za wszelką cenę stara się odnaleźć porwane dziecko. I wszystko było tak, jak być powinno. Matka płakała, a zatroskany ojciec ją przytulał. Kiedy już zaczęliśmy współczuć tym młodym rodzicom z Sosnowca, nagle okazało się, że uczestniczymy w mistyfikacji, że zostaliśmy okłamani i że dziecko, którego tyle ludzi szukało, od dawna już nie żyje. I mimo że to wszystko działo się w styczniu, do tej pory nie wiemy, co tak naprawdę zdarzyło się w Sosnowcu i kim jest Katarzyna Waśniewska. Tajemnica nie została odkryta. W dodatku Katarzyna nie zachowuje się zgodnie ze społecznymi oczekiwaniami.
Chodzi o to, że już nie szlocha i nie rozpacza?
Być może rozpacza wtedy, gdy nie widzą jej dziennikarze i fotoreporterzy, tego nie wiemy. Z całą pewnością jednak po kobiecie, która utrzymuje, że zdarzył się jej tak tragiczny wypadek, oczekujemy, że karnie będzie uczestniczyła w śledztwie policji, będzie składała zeznania, zgodzi się na kolejne wizje lokalne. Katarzyna jednak tego nie chce. Mało tego. Zmienia uczesanie, stroi się, robi fochy, trzaska drzwiami i w pewien sposób gra policji na nosie.
To ciekawy przypadek psychologiczny?
Bardzo. Ale myślę, że dziennikarsko też niezwykle zajmujący. Bo dlaczego kobieta, której upadło sześciomiesięczne dziecko, nie dzwoni po jakąkolwiek pomoc? Co dzieje się w duszy takiej matki, że zamiast ratować swoje dziecko, idzieje pogrzebać w parku? Poza tym Katarzyna ma w sobie coś z kameleona. Bo ciągle wybiera role, które po kolei odgrywa. Najpierw jest nieszczęśliwą matką. Potem kobietą, której dziecko zmarło, a teraz celebrytką, która chce, żeby policja i prokuratura dały jej w końcu spokój.
Zdaniem badających ją psychologów Katarzyna jest w pełni poczytalna. Polemizowałaby Pani z taką diagnozą?
Nie badałam jej, więc nie mam do tego prawa. Ale rozmawiając o niej, używamy słowa kobieta, a ja, myśląc o niej, nie widzę przed sobą kobiety, ale dziewczynę, i to niedojrzałą do dorosłego życia. Bo to, że ktoś metrykalnie jest dorosłym człowiekiem, nie oznacza, że jest osobą zdolną do podejmowania samodzielnych decyzji i kierowania świadomie własnym życiem. Wydaje mi się, że Katarzyna często jest po prostu przerażonym, nieszczęśliwym dzieckiem, które nie wie, co ma zrobić ze swoim życiem.
Kiedy się z nią spotkałam, najbardziej uderzyło mnie to, że dla niej wypadek dziecka i to, że jej córka nie żyje, to już etap zamknięty. Ona chce teraz po prostu zacząć życie na nowo i zapomnieć o tym, co się stało.
Być może taka postawa bierze się z tego, że ona tak właśnie nauczona jest radzić sobie z problemami. Jestem psychologiem sądowym, nie jestem specjalistą od terapii alkoholowych, ale kiedy pani o niej mówi, to przypomina mi się, że kiedyś miałam do czynienia z kobietą, która była alkoholiczką. Jej partner także. W domu często były awantury. Ale rano ta kobieta budziła się tak, jakby kilka godzin wcześniej, wieczorem nic się nie stało. Ona za każdym razem zaczynała wszystko na nowo. Sprzątała mieszkanie, nakładała czyste ubrania i wierzyła, że jeszcze wszystko się ułoży. Jej ojciec też był alkoholikiem i być może właśnie taki wzorzec wyniosła z domu. Z tego co wiadomo, Katarzyna Waśniewska pochodziła z rodziny, w której policja założyła niebieską kartę. Czyli dochodziło tam do awantur na tle alkoholowym. Ale przecież potem rano musiała iść do szkoły, spotkać się z koleżankami. Może więc taki sposób zachowania jest jej sposobem na życie. W przypadku Katarzyny trzeba też liczyć się z tym, że być może ona nigdy nikomu nie powie, co zdarzyło się z jej dzieckiem. Może tak temu w sobie zaprzeczyła, że już nikt nie skłoni jej do zwierzeń.
I nigdy nie trafi za kratki?
Może tak się zdarzyć. Kiedy myślę o tej sprawie, mam w sobie wielki sprzeciw, bo kiedy Katarzyna była przesłuchiwana przez policję i prokuraturę, to czyniono to bardzo delikatnie. Za delikatnie. Oczywiście wówczas wynikało to z naporu opinii publicznej, ale w moim poczuciu nie zastosowano odpowiednich technik psychologicznych, które być może pozwoliłyby dotrzeć do wnętrza tej dziewczyny. Oczywiście wielkie znaczenie dla sprawy miało pojawienie się eksdetektywa Krzysztofa Rutkowskiego, który wszystkie fakty starał się poprzykrywać i był swego rodzaju demiurgiem, bo państwo Waśniewscy zaczęli się zachowywać pod jego dyktando. I teraz, po tym wszystkim, mamy taką oto sytuację. Byle złodziej trafia za kratki pod zarzutem kradzieży. A Katarzyna Waśniewska, mimo że nie wyjaśniono tego, co naprawdę stało się z jej dzieckiem, zostaje wypuszczona z aresztu. I jeszcze w dodatku otrzymuje wymierne korzyści w postaci mieszkania i pracy od „opiekuńczego” Rutkowskiego. Czy to nie jest demoralizujące dla innych młodych ludzi?
Tagi: Teresa Gens, Katarzyna Waśniewska









KOMENTARZE:
wszystkich komentarzy: 0