WYWIADY | RINKE ROOYENS
Piotruś Pan
GALA: Rinke, powiedz mi szczerze, co Cię łączy z Edytą Górniak?
RINKE ROOYENS: Zastanawiasz się, czy jesteśmy parą? (śmiech). Otóż tak. Jesteśmy parą. Zawodową. Stworzyłem Rochstar Management – team ludzi, który ma zapewnić polskim gwiazdom profesjonalną opiekę impresaryjną. Edyta to pierwsza gwiazda związana z Rochstar Management. Jest to nieprawdopodobna artystka, z wielkim potencjałem, działająca na ludzi. Ona we wszystko, co robi, wkłada duszę. To dlatego tysiące ludzi, słuchając jej, mają gęsią skórkę. Ja muszę tylko dać temu oprawę na światowym poziomie. Jestem od tego, żeby Edycie ułatwić ten nieprawdopodobny kontakt z publicznością.
GALA: Edyta miała ostatnio zawirowania w życiu osobistym...
RINKE ROOYENS: Jak wielu z nas. Zapytałem ją niedawno: „Edyto, co może cię uszczęśliwić”. Odpowiedziała: „Śpiewanie”. Więc ja jestem od tego, żeby Edyta znów była szczęśliwa – żeby śpiewała.
GALA: Nie boisz się, że inwestujesz w coś bardzo niepewnego? Gwiazdy często miewają fochy.
RINKE ROOYENS: Nie, nie boję się. Nikt do tej pory się na mnie nie obraził. Mam klucz do gwiazd, bo je po prostu szanuję. A one szanują mnie. Każdy artysta musi mieć zapewnione warunki na światowym poziomie. I wtedy nie ma żadnych fochów. Rozpieszczam gwiazdy, ale nie powiem, jak to robię, bo to tajemnica zawodowa (śmiech).
GALA: Mówi się o Tobie: producent, biznesmen. Albo: Król Midas, Złoty Chłopak. Kim Ty właściwie jesteś, Rinke?
RINKE ROOYENS: Jestem wizjonerem! Chcę robić wielkie musicale, widowiska muzyczne dla wielu tysięcy ludzi. Moim marzeniem jest mieć własny teatr muzyczny. Zająłem się telewizyjnymi programami i dzięki temu Polacy zobaczyli, co to znaczy prawdziwy show. Wierzę w swoje możliwości.
GALA: Czy Ty aby nie jesteś pyszałkiem?
RINKE ROOYENS: Czy u was w Polsce... Przepraszam – u nas w Polsce, jak człowiek zna swoją wartość, to od razu musi być nazywany pyszałkiem?! Jestem dobry w tym, co robię, i nie wstydzę się o tym głośno mówić.
GALA: Z takimi ambicjami może powinieneś od razu zostać prezesem telewizji?
RINKE ROOYENS: Po co? Prezesi państwowych instytucji tak naprawdę nic nie mogą, są zależni od polityków. Tu mało kto myśli twórczo. Wszyscy chcą iść w tym samym kierunku. Nowatorskie, niezależne myślenie nie jest w Polsce w cenie.
GALA: Jesteś biznesmenem czy artystą?
RINKE ROOYENS: Wciąż staram się być biznesmenem. Ale działam w branży, gdzie nie można myśleć tylko o zarobkach. Pracuję z artystami. Nie sprzedaję serów, lecz sprzedaję ludziom marzenia. Mam duszę artysty, bez której nie osiągnąłbym tego wszystkiego. Chcę być właściwą osobą w tym kraju, która wie, jak pracować ze słynnymi artystami. Żeby gwiazdy w Polsce nie denerwowały się, że mają swoje pięć minut sławy, a potem znikają. Chcę pomóc im mądrze kierować swoją karierą. Żeby nie czuły się zagubione.
GALA: A takie są?
RINKE ROOYENS: Oczywiście. Nie słyszałaś, jak często skarżyły się, że były więźniami wytwórni płytowych albo mówiły o fatalnie nagłośnionych koncertach?
GALA: Będziesz kreował gwiazdy, a inne strącał z piedestału?
RINKE ROOYENS: Dziwne pytanie... Ja po prostu wspieram te gwiazdy, które wierzą w siebie. Bez tej wiary nigdy nie będzie się wielkim, choćby nie wiem jak wielki sztab nad taką gwiazdą pracował. Jestem facetem od dodawania wiary w siebie tym utalentowanym.
GALA: A kto Tobie dał wiarę w siebie?
RINKE ROOYENS: Mama. Ona zawsze była mną zachwycona. To był najlepszy posag, jaki od niej dostałem. Byłem jej pierwszym rozpieszczonym synkiem. Jako nastolatek grałem u wielkiego reżysera Roberta Wilsona, robiłem wiele ciekawych rzeczy. Mama zawsze mnie w tym wspierała i pokazywała mi, jak bardzo jej się to wszystko podoba. Dostałem od niej czystą miłość i szczere zaufanie, chociaż byłem bardzo złym uczniem. Ale ona i tak wierzyła, że coś w życiu osiągnę. I miała rację.
GALA: Nazywają Cię Król Midas, bo czego dotkniesz, zamieniasz w złoto.
RINKE ROOYENS: Cieszę się, że ludzie widzą, że miałem niemały udział w tym, jak teraz wygląda telewizja w Polsce. Byłem przez parę lat bardzo trudnym szefem, bo wymagałem od innych absolutnego profesjonalizmu. Zaangażowanie, ciężka praca i wiara w siebie – to składa się na sukces. A złoto... przychodzi przy okazji.
GALA: Masz firmę producencką. W Polsce dobrze się robi biznesy?
RINKE ROOYENS: Ja sobie nie zadaję takich pytań. Gdybym się zastanawiał, kto jest dla mnie przeszkodą, kto mnie nie lubi, komu mogę się narazić, to z domu bym nie wyszedł. Po co mam tracić energię na zastanawianie się nad trudnościami? Mam trochę inny styl, łamię reguły przyjęte w biznesie. Nie jestem poważnym panem prezesem. Moi pracownicy beczą jak barany na moje powitanie. Tu, w fi rmie, ciągle się wygłupiamy. Jest superenergia, atmosfera podniecenia i radości. Kiedy ludzie kochają swoją robotę, dają z siebie więcej.
Rozmawia: Anna Kaplińska
Zdjęcie: ons.pl
GALA 41/09




