ANNA DERESZOWSKA I PIOTR GRABOWSKI Kochać, żeby żyć

Wystarczyła jedna krótka rozmowa. Urywane słowa, spojrzenie, gest. Anna Dereszowska i Piotr Grabowski tłumaczyli sobie, że to tylko zauroczenie, że z czasem minie. Nie minęło. W mediach rozpętała się burza. Piotr miał żonę i dwójkę dzieci i dla Ani postanowił zmienić swoje życie. „Nasze uczucie było wyjątkowe. Nie mogliśmy przejść obok niego obojętnie” − mówi dziś Ania. To właśnie „Gali” po raz pierwszy zdecydowali się opowiedzieć o tym, co przeżyli. Ich historia to dowód na to, że szalona miłość nie zdarza się tylko w filmach.

GALA: Najtrudniejszy życiowy skok na bungee?

PIOTR GRABOWSKI: (milczenie) To, co stało się w moim życiu osobistym. Kiedy spotkałem Anię i zdecydowałem się z nią żyć, ten wybór pociągnął za sobą bardzo ważne konsekwencje. Mam nową rodzinę, mieszkam w innym mieście, mam małą córeczkę. Nastąpiła kompletna zmiana mojego życia.

ANNA DERESZOWSKA: To była świadoma decyzja Piotra, żeby się przenieść do Warszawy, żeby się ze mną związać. I wiedzieliśmy oboje, że jej konsekwencje zaważą na całej naszej przyszłości. Nie tylko naszej.

GALA: ,,Trzeba zabić tę miłość” – był moment, kiedy tak myśleliście? To w końcu nie była łatwa miłość. Każdy Wasz krok, każdy gest był bezlitośnie komentowany i fotografowany.

PIOTR GRABOWSKI: To jest zawsze bardzo trudne, kiedy na świecie są dzieci, które kocha się bezwarunkowo i czuje się za nie odpowiedzialność (milczenie). Ale jednocześnie ma się świadomość, że to nagłe uczucie jest...

ANNA DERESZOWSKA: ...niecodzienne i wyjątkowe.

PIOTR GRABOWSKI: I że można...

ANNA DERESZOWSKA: ...popełnić ogromny błąd, przechodząc obok niego obojętnie. To wiedzieliśmy na pewno.

PIOTR GRABOWSKI: Można byłoby nigdy sobie tego nie wybaczyć (milczenie). Ale to są trudne wybory.

GALA: Rozumiem, że nie zamierzaliście się poddać.

ANNA DERESZOWSKA: Dziwne byłoby, gdyby taka myśl nie przyszła nam do głowy, bo – jak powiedział Piotr – oboje jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi. Ale było to rzeczywiście spotkanie wyjątkowe i uczucie bardzo silne.

PIOTR GRABOWSKI: Byliśmy oboje świadomi, co ta decyzja pociągnie za sobą (milczenie). Ale podjęliśmy ją. I myślę, że bardzo świadomie. Czasami jest mi ciężko, bo tylko co jakiś czas mogę się widywać z moimi dziećmi – Olą i Maciusiem. Ale spotykamy się najczęściej, jak się da. Był taki moment, kiedy zacząłem się bać, bo wydawało mi się, że więź między nami się zerwała. Ale teraz wszystko idzie ku dobremu. Jesteśmy cały czas ze sobą blisko. To jest dla mnie niezwykle ważne.

GALA: I wygraliście, choć brukowa nagonka była dość brutalna.

ANNA DERESZOWSKA: Piotr jest silny emocjonalnie i dojrzały. To była jedna z rzeczy, która mnie w nim ujęła, że potrafił w tym wszystkim mnie ochronić, rozmawiać ze mną i sprawić, że nabrałam do tego odpowiedniego dystansu. Tym bardziej że wiele z tych niemiłych rzeczy pisano, kiedy byłam w ciąży. To był czas bardzo trudny dla mnie.

PIOTR GRABOWSKI: Trudny dla nas obojga, bo na początku nasi bliscy wszystko, co czytali w gazetach, brali za prawdę. To było okropnie przykre, że bezkarnie można pisać o kimś ewidentne kłamstwa. Przyjechałem do Warszawy z Krakowa, gdzie brukowce nie zajmują się życiem prywatnym, więc byłem zszokowany i bardzo trudno było mi się z tym uporać. Ale nawzajem się wspieraliśmy i wytrzymaliśmy.

ANNA DERESZOWSKA: Myślę, że ta sytuacja bardzo nas zbliżyła. Pamiętam, jak mama Piotra dzwoniła z Kanady zaniepokojona, bo koleżanki przynosiły jej jakieś czasopisma, w których pisano o nas. Pytała, co się dzieje i czy to, co wypisują, jest prawdą.

PIOTR GRABOWSKI: Ona bardzo to przeżywała, będąc daleko. Musieliśmy ją wyprowadzać z błędu, tłumaczyć, na jakich zasadach takie pisma działają. W końcu zrozumiała i nabrała dystansu.

ANNA DERESZOWSKA: Ale wciąż bywa to przykre, szczególnie dla dzieci Piotra. Dla Oli, która nie bardzo może się przed tym bronić, bo koleżanki w szkole przynoszą różne gazetki, czytają o nas. Bo gdyby to tylko dotykało nas, to pal sześć.

PIOTR GRABOWSKI: To bardzo mądra dziewczynka, więc rozumie. Ale głównie ze względu na moje dzieci mam wielką nadzieję, że to już za nami. Że to koniec.

GALA: Często czterdziestolatki mają poczucie, że w życiu ich już nic nie spotka. Pan swoje życie wywrócił do góry nogami.

PIOTR GRABOWSKI: Czasem tak jest, że kiedy nam się wydaje, że nic nas już nie czeka, to nagle – najczęściej kiedy nie jesteśmy przygotowani – los szykuje niespodziankę. Dla mnie szykował.

GALA: W filmie ,,Bezdroża” w reżyserii Alexandra Payne’a jest dwóch kumpli...

PIOTR GRABOWSKI: ...którzy jeżdżą po Kalifornii, popijają wino, próbują przemyśleć i uporządkować swoje życie. Bardzo lubię ten film.

GALA: Tam pada jedno z moich ulubionych filmowych zdań – że mężczyzna do czterdziestki powinien wszystkiego spróbować, by potem wybrać to, co dla niego najlepsze.

PIOTR GRABOWSKI: Coś w tym jest. Mężczyźni dłużej dojrzewają niż kobiety, więc często ta dojrzałość budzi się u nas gdzieś koło czterdziestki. Wreszcie zaczynamy coś rozumieć, coś wiedzieć o sobie, o życiu, potrafimy być świadomi własnych wyborów.

ANNA DERESZOWSKA: (śmiech) Ulżyło mi. Dobrze, że już przekroczyłeś tę 40!

PIOTR GRABOWSKI: Tak. Wszystkie najważniejsze wybory są już poza mną. Zakończyłem poszukiwania. Teraz będę...

ANNA DERESZOWSKA: ...tylko konsumował ich owoce.

PIOTR GRABOWSKI: Aczkolwiek podobno ludzie co siedem lat się zmieniają, więc jeszcze wszystko może się zdarzyć...

ANNA DERESZOWSKA: Jak mam to odbierać?!?

GALA: Jest Pani zazdrosna?

ANNA DERESZOWSKA: Tak.

PIOTR GRABOWSKI: Jeżeli ludzie się kochają, muszą być zazdrośni. Myślę, że zazdrość jest wpisana w prawdziwą miłość.

ANNA DERESZOWSKA: Wstydzę się trochę tego i staram się nie być zazdrosna, ale jestem (śmiech). Mam tylko nadzieję, że nie jestem zazdrosna toksycznie.

Komentarze