GRAŻYNA WOLSZCZAK I CEZARY HARASIMOWICZ Byli sobie on i ona

GRAŻYNA WOLSZCZAK I CEZARY HARASIMOWICZ Byli sobie on i ona Zdjęcia: Agata Pospieszyńska/AF PHOTO

,,Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością”, napisała kiedyś Agnieszka Osiecka. Pasuje do nich jak ulał. Za nimi małżeństwa, wychowywanie dzieci, życiowe zakręty oraz chude lata. I wydawałoby się, że wreszcie znaleźli spokój... Nic bardziej mylnego. Cezary znowu nie sypia, bo przeżywa. Tym razem przeprowadzkę do ich nowego mieszkania. Grażyna próbuje ratować sytuację: ,,Ja się tym zajmę, kochanie”.

GALA: Miłość – jaką ma płeć?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Nie ma płci. Chociaż poczekaj, poczekaj... To jest bardzo ciekawe...

GALA: Gdyby miała do Państwa przyjść o godz. 18 ,,Miłość”, to jak ona by wyglądała?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Kobieta. Już sobie ją wyobraziłam.

CEZARY HARASIMOWICZ: Jak miłość, to do ojczyzny. Oczywiście.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: (śmiech) Zauważ, że to również kobieta. Na przykład Nike z Samotraki.

CEZARY HARASIMOWICZ: Albo Atena. Jednak z atrybutami męskimi: tarczą i mieczem.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Jednakowoż kobieta.

GALA: A Wasza miłość jakiej jest płci?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Jak człowiek, który z natury jest androgeniczny. Ja mam sporo cech męskich, Cezary kobiecych. Na szczęście.

CEZARY HARASIMOWICZ: Miłość jest obojnakiem.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Z wyglądem kobiety.

GALA: Czym jest dla takich kochanków jak Państwo seks?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Ale myślisz: ,,Dla takich starych jak my?” (śmiech).

GALA: Dla ludzi po związkach, z doświadczeniem, z wyobraźnią.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Niezależnie od wieku seks smakuje. Różni się, bo jest zależny od tego, kto jest przedmiotem pożądania.

CEZARY HARASIMOWICZ: Ja to tak samo odczuwam jak wtedy, kiedy miałem 17 lat. O ile sobie dobrze przypominam.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Czyli nie słabnie twój popęd?

CEZARY HARASIMOWICZ: Pamięć słabnie.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Pytam, bo skąd mam wiedzieć, jaki byłeś, kiedy miałeś 17 lat?

GALA: Seks może się znudzić?

CEZARY HARASIMOWICZ: O Jezu! Odpowiedź jest banalna i standardowa: jak rutyna, to i nuda.

GALA: W człowieku się coś wypala.

CEZARY HARASIMOWICZ: Niekoniecznie. Trzeba dbać, pielęgnować, żeby się nie wypaliło. Ale to też banał.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Od jednej kobiety, która ze swoim mężem jest całe życie, usłyszałam: ,,Seks? Po tylu latach? To kazirodztwo!”. To trochę jak z butami. W sklepie wydają się bardzo atrakcyjne. A kiedy się ze dwa lata w nich pochodzi, to już mniej. Ekscytacja nowością i świeżością mija. Ale to naturalne, nie ma co załamywać rąk.

GALA: To co robicie, żeby nie minęła?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: W kąciku porad jednej z gazet przeczytałam, że dobrze aranżować różne scenki, np. przebrać się za pielęgniarkę i doktora. Umarłabym ze śmiechu...

GALA: Dlaczego Pan milczy?

CEZARY HARASIMOWICZ: Nie mam nic do powiedzenia.

GALA: Na temat seksu?

CEZARY HARASIMOWICZ: (śmiech) A co to jest?

GALA: Może o tym nie powinno się mówić? To sie powinno robić.

CEZARY HARASIMOWICZ: Ale co???

GALA: Zazdrość Was dotyka, obchodzi?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Jest najbardziej niszczącym ze wszystkich uczuć. Na szczęście jestem kompletnie na nią impregnowana. Musiałabym przyłapać Cezarego in flagranti, w łóżku z inną, żeby przyszło mi do głowy, że mnie zdradza. Natomiast czasem zazdroszczę koleżance aktorce, że dostała świetną rolę.

GALA: A Pan zazdrości kolegom, że napisali lepszy scenariusz?

CEZARY HARASIMOWICZ: Jestem w takim wieku, że nie wypada mi...

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Proszę cię.

CEZARY HARASIMOWICZ: Teraz ja będę mówił. Mmmmmm. No i straciłem wątek. Przez ciebie nie wiem, co miałem powiedzieć.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Że jesteś w takim wieku, że...

CEZARY HARASIMOWICZ: ...że się zapomina, co się chce powiedzieć. Aha – zazdrość. Nie, zazdrość jest mi obca. Czasami ogarnia mnie podziw, czasami żal, że kolega jest lepszy ode mnie, że wpadł na ciekawszy pomysł. Mogę mieć pretensje do siebie i do losu. Bardzo żałuję np., że nie urodziłem się anglojęzyczny. Moja praca miałaby wtedy zupełnie inny wymiar. I z tego powodu odczuwam jakiś niedostatek.

GALA: Zazdrości Pan młodości?

CEZARY HARASIMOWICZ: Czasami. A kiedy indziej współczuję młodszym, bo wiem, co ich czeka.

GALA: Pani syn był zazdrosny o Cezarego?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Nie, chociaż na początku uważnie mu się przyglądał.

GALA: A z drugiej strony: dwie córki Cezarego.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Rzeczywiście, byłam zestresowana pierwszymi spotkaniami, zapoznawaniem się. One też. Ale na szczęście nie zabierałam nikomu męża ani ojca z rodziny. Ja też byłam wolna. Znam jednak przypadki, że dzieci nawet w takiej sytuacji stawiały zdecydowane weto.

CEZARY HARASIMOWICZ: Ja zawetowałem mojej mamie jednego narzeczonego, kiedy byłem w wieku syna Grażyny. Do dziś dziękuję Filipowi, że nie położył się w progu, tak jak ja wtedy.

GALA: Kiedy Cezary Harasimowicz pisze coś dla innej pięknej kobiety, w Pani się gotuje?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Najczęściej pisze na zamówienie producenta, obsada więc nie zależy od niego. I wtedy mogę sobie tylko mówić: ,,Jaka szkoda...”.

GALA: A kiedy pisze Pan o kobiecie, to myśli o Grażynie?

CEZARY HARASIMOWICZ: Zależy, jaka to jest postać. Czasami mam przed oczami konkretną osobę, czasami zlepek postaci. Zdarza się i tak, że mam w głowie Grażynę Wolszczak.

GALA: Co ,,kradnie” Pan z Pani Grażyny i daje kobietom, które wymyśla?

CEZARY HARASIMOWICZ: Nie czerpię tylko z Grażyny. Byłbym człowiekiem ograniczonym, jeśli oglądałabym się całe życie tylko za jedną.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Cezary ma szeroko otwarte oczy. Podpatruje różnych ludzi. Kobiety też.

GALA: Które z Was więcej zarabia? 

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Czasem ja, czasem on.

GALA: Kto utrzymuje dom?

CEZARY HARASIMOWICZ: Pół na pół.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Staramy się, żeby było sprawiedliwe. Mamy osobno dzieci: ja – syna, Cezary – dwie córki. Związane z nimi wydatki ponosimy niezależnie.

CEZARY HARASIMOWICZ: Związaliśmy się osiem lat temu. Każde z nas miało już pewien bagaż. Wniosło do związku inne zobowiązania.

Komentarze