KAZIK STASZEWSKI Działka pod palmą

KAZIK STASZEWSKI Działka pod palmą Zdjęcie: Marcin Suder/Melon, Donat Brykczyński/REPORTER, Radosław Nawrocki/FORUM

Słoneczna Teneryfa to miejsce, gdzie ładuje akumulatory. Zawsze wtedy, kiedy w Polsce nastaje czas szarugi. Zaprosił nas do swojego mieszkaniu na Costa Adeje, żeby porozmawiać o nowej płycie „Silny Kazik pod Wezwaniem”, a także o różnicach między hiszpańską a polską biurokracją. Wytłumaczył też, dlaczego jest spokojniejszy, odkąd w jego życiu pojawiła się Hania.

Prawie 30 stopni w cieniu i palmy. I tak przez cały rok. Z tarasu „działki”, jak Kazik nazywa swoje mieszkanie na Costa Adeje na Teneryfie, widać ocean, a dużo bliżej korty tenisowe. Przed słońcem chroni nas jedynie niebiesko-biała markiza. Jest tak gorąco, że lód do napojów zaczyna się topić zaraz po wyjęciu z zamrażalnika...

GALA: W Polsce jesień. Zimno, mokro i wieje.

KAZIK STASZEWSKI: Kilka dni temu byłem u brata ciotecznego, który też mieszka na Teneryfie, a dokładnie na osiedlu obok. Sprawdziliśmy prognozę pogody w Warszawie. Dwa stopnie. A tutaj słońce świeci zawsze. Dlatego, kiedy u nas jest szaro i zimno, pakujemy się i przylatujemy na wyspę.

GALA: Uciekacie z Polski?

KAZIK STASZEWSKI: Nie z Polski. Tylko przed jesienią i zimą, której nie ma, bo jest szaruga jakaś bezśnieżna. Wiosną i latem wolimy być w ojczyźnie. Jest nawet piękniej niż na Teneryfie.

GALA: Tutaj masz trochę spokoju.

KAZIK STASZEWSKI: Dostosowałem się i przyzwyczaiłem do tego, że mam gębę rozpoznawalną przez ludzi. Akurat w moim przypadku jest to rzecz dosyć przyjemna i nawet pomocna. Niemiłe sytuacje związane z popularnością mogę policzyć na palcach jednej ręki. Dużo łatwiej jest na przykład w kontaktach z policją drogową. Lepiej rozmawia się także z paniami w urzędach. Nie uciekam od tego. Kiedyś takie piękne zdanie powiedział David Byrne z zespołu Talking Heads, którego pytano o plusy i minusy bycia osobą publiczną: „Kocham robić to, co robię. Spełniam swoje życiowe marzenie i jeszcze zarabiam na tym pieniądze”. Nie przeszkadzali mu ludzie proszący o autografy. Po prostu przyjmował to z całym dobrodziejstwem inwentarza. A ja podpisuję się pod tym oświadczeniem obiema rękami.

GALA: Skoro nie uciekasz, to dlaczego akurat „Tenerka”? Na świecie jest mnóstwo innych równie pięknych miejsc.

KAZIK STASZEWSKI: Przyjeżdżaliśmy tutaj z rodziną na wycieczki. Bardzo podobało mi się, że kiedy u nas panuje jesień czy zima, można w ciepłe strony pojechać. Sprawa z naszym mieszkankiem wypaliła podczas jednej z pogawędek z bratem ciotecznym. To on mnie namówił.

GALA: Kiedy to było?

KAZIK STASZEWSKI: Chyba z sześć lat temu. Zaczynam się już trochę w tym gubić. Pamiętam, że wtedy euro było po pięć złotych. Pamiętam też, że kiedy dostaliśmy klucze, zrobiłem wielką imprezę. Przyszedł nawet wiceminister transportu ZSRR z czasów Michaiła Gorbaczowa. Giennadij bardzo ładnie przetrzymał transformację ustrojową, zresztą na wyspie jest wielu bogatych Rosjan.

GALA: Dużo czasu tu spędzacie?

KAZIK STASZEWSKI: W zeszłym roku byliśmy w sumie trzy lub cztery miesiące. W tym jesteśmy pierwszy raz od kwietnia. Po takiej przerwie musiałem uprać polską flagę, która wisi na balkonie, odmalować część mieszkania. Było trochę porządków.

GALA: Balkon jest patriotyczny, a jak sprawa z twoim hiszpańskim?

KAZIK STASZEWSKI: Słabiutko. Na szczęście dzięki temu, że dużo tu turystów brytyjskich, miejscowi, choć nie zawsze się z tym ujawniają, jako tako mówią po angielsku. W urzędach jest też zazwyczaj jeden pracownik, który pomaga ludziom nieznającym języka. Ponieważ mieszkam na wyspie, jestem trochę wciągnięty w te urzędnicze meandry. Wtedy próbuję załatwiać sprawy właśnie z takim człowiekiem.

GALA: W Polsce strasznie narzekasz na biurokrację.

KAZIK STASZEWSKI: Tu jest to samo. A czasem mam wrażenie, że gorzej. Wszystko przez nasze członkostwo w Unii Europejskiej. Mnożą się absurdy, a moja bariera językowa wcale mi nie pomaga, żeby te wszystkie urzędowe bzdury pozałatwiać. Ciągle nie czuję się tu jak u siebie. Cały czas jestem w gościach. Poza tym nie bez kozery jest ta słynna mañana. Naprawdę my, ludy z północy, musimy się uzbrajać w olbrzymią cierpliwość, żeby tutaj funkcjonować. Kiedyś mnie to irytowało, teraz postrzegam to w kategoriach specyficznego folkloru, jest wesoło, śmiesznie. Urzędy działają krótko, banki też. Do 14 w piątek. A potem na głucho zamknięte. Są też lepsze kwiatki. Na przykład przepis, że nie można kupić na wyspie samochodu, jeżeli nie masz tutaj stałego zameldowania. Czy nie nałgałeś w Radzie Narodowej, czy w powiecie à propos swojego adresu, sprawdza później policja. I rzeczywiście. Przyjechali tutaj funkcjonariusze, ale mnie nie zastali. Więc poszedł meldunek, że nie mieszkam.

GALA: Kiedy wstępowaliśmy do Unii, mówiłeś, że to mniejsze zło.

KAZIK STASZEWSKI: Nadal nie uważam Unii za jakiś ideał. Pozostawało nam albo wsiąść do tego pociągu, albo zostać na peronie z Białorusią czy Ukrainą. Świat nie jest idealny. Jeszcze dwa, trzy miesiące temu byłem przekonany, że przyjęcie euro nie jest dobrym wyborem. Podpierałem się przykładem Brytyjczyków, którzy zostali przy swojej walucie i całkiem dobrze na tym wychodzili. A teraz, po wydarzeniach w świecie globalnej gospodarki, już nie jestem tego pewien. Okazało się, że złotówka nie jest na tyle stabilna, jak nam się wydawało, czy jak byśmy chcieli, żeby była.

GALA: Jesteś w stanie dostrzec plusy?

Słowa kluczowe
Komentarze