MAGDA I BARTEK PROKOPOWICZOWIE Nie odkładamy marzeń na później

MAGDA I BARTEK PROKOPOWICZOWIE Nie odkładamy marzeń na później Zdjęcia: Jacek Poremba

To była miłość „od pierwszego dotknięcia”. Bartek wiedział, że Magda zmaga się z rakiem. Mimo to już po dwóch dniach mieszkali razem. Wspólnie przeżyli bardzo ciężkie chwile i wielką radość z narodzin syna. Teraz Bartek nakręci o tym film.

GALA: Kiedy dowiedziałaś się, że masz raka piersi?

MAGDA PROKOPOWICZ: Brałam kąpiel i wyczułam w prawej piersi malutki guzek. Podświadomie czułam, że to coś złego. Gdy jechałam na badania do Łodzi, bardzo płakałam, byłam przerażona. Natychmiast skierowano mnie na operację. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, czy to nowotwór złośliwy, czy może włókniak. Niestety, badanie wykazało, że mam raka.

GALA: Miałaś wtedy zaledwie 27 lat... Czułaś bunt, żal, niedowierzanie, że ciebie to spotkało?

MAGDA PROKOPOWICZ: Mnóstwo różnych skłębionych emocji. Kiedy po operacji lekarz powiedział, że muszę dalej się leczyć, najpierw byłam załamana. Potem uciekałam od problemu, nie chciałam wiedzieć, czym jest nowotwór i jak to się może skończyć. Łudziłam się, że może trzeba zrobić kolejne badania. Czułam się strasznie...

GALA: Rak, w tym momencie, znaczył dla ciebie wyrok?

MAGDA PROKOPOWICZ: Był równoznaczny ze śmiercią... Żaden lekarz niczego mi nie wyjaśnił, czułam się zagubiona. Moi rodzice zmarli na raka, to na pewno potęgowało złe myśli. Mama miała chemioterapię, bez skutku. Może dlatego początkowo uciekłam od medycyny konwencjonalnej. Chemia, naświetlania kojarzyły mi się wyłącznie z wycieńczeniem organizmu. Trafiłam do gabinetu medycyny chińskiej. Łykałam tabletki, piłam zioła, chodziłam na masaże. Wierzyłam, że z ich pomocą zwalczę chorobę. Dopiero po półtora roku, kiedy znalazłam drugi guzek, wróciłam do konwencjonalnego leczenia.

GALA: Dwa miesiące po operacji poznałaś Bartka.

MAGDA PROKOPOWICZ: Właściwie znaliśmy się od dawna. Mieszkaliśmy w Łodzi, na tym samym osiedlu, chodziliśmy do tej samej podstawówki...

BARTEK PROKOPOWICZ: Ciągle się mijaliśmy. Raz byliśmy nawet na jednym obozie harcerskim. Magda zawsze mi się podobała. Była taką śliczną laleczką, z czarnymi, kręconymi włosami. Ale wtedy ja miałem 15 lat, a ona 10. Przepaść.

MAGDA PROKOPOWICZ: Też pamiętam Bartka z tego obozu. Późniejszy kadr: Bartek idzie ulicą do swojego domu, a ja stoję w kuchni i kroję chleb. I jeszcze jeden zapamiętany obraz: w czasie studiów dorabiałam w jakiejś knajpie, Bartek wpadł tam na chwilę i staliśmy bardzo blisko siebie. Nigdy nie zamieniliśmy nawet słowa. Aż do spotkania po operacji.

BARTEK PROKOPOWICZ: Magda kupowała ode mnie samochód. Kiedy przyjechała do mojego domu, siedzieliśmy z sąsiadami przy grillu. Była taka chuda, popijała jedynie ciepłą wodę z kubka. Ja, rozbawiony, śpiewałem z bratem jakieś piosenki; jeszcze byliśmy obok. A potem usiedliśmy z Magdą na schodach i wszystko się zaczęło. To była sekunda...

MAGDA PROKOPOWICZ: Pierwszy raz w życiu tak naprawdę się zakochałam. To było jak grom, miłość od pierwszego dotknięcia, jak z filmu. Całą sobą czułam, że to jest to.

BARTEK PROKOPOWICZ: Siedzieliśmy ramię w ramię. O czwartej rano napisałem jej SMS-a: „Czy chciałabyś ze mną spędzić życie?”.

MAGDA PROKOPOWICZ: Było jeszcze: „Czy zostaniesz moją żoną i czy chcesz mieć ze mną dzieci?”.

BARTEK PROKOPOWICZ: Następnego dnia robiłem zdjęcia do reklamy pasty do zębów. Cały czas z planu wysyłałem kolejne SMS-y.

GALA: Magdo, co odpisałaś?

MAGDA PROKOPOWICZ: Pamiętam, że jechałam na targ staroci na Koło. Stanęłam i napisałam jedno słowo: „tak”. Spotkaliśmy się po dwóch dniach. Weszłam do domu Bartka i już tu zostałam.

GALA: Po dwóch dniach od pierwszej rozmowy?

MAGDA PROKOPOWICZ: Dla nas to było oczywiste. Nie zastanawiałam się, nie analizowałam, nie było takiej potrzeby. Szłam za tym, co czułam. Bez cienia wątpliwości.

BARTEK PROKOPOWICZ: Dziesięć miesięcy później byliśmy małżeństwem. Żartowałem, że zrobiłem interes życia: sprzedałem samochód, który nie opuścił mojego podjazdu, a jeszcze dostałem piękną i mądrą żonę.

GALA: Magdo, powiedziałaś mi, że choroba pozwoliła ci otworzyć się na miłość.

MAGDA PROKOPOWICZ: Wcześniej byłam osobą bardzo zamkniętą, skrywałam uczucia, nie potrafiłam o nich mówić. Zdecydowanie typ singielki. Pierwszy raz w życiu byłam gotowa na ślub, założenie rodziny.

BARTEK PROKOPOWICZ: Wszystkie jej koleżanki śmiały się, gdy myślały o Magdzie jako o żonie i matce. Mówiły, że to do niej zupełnie nie pasuje. Ona najbardziej kochała swojego psa i pracę. Na dzieci mówiła „dzieciory”. A teraz siedzi przede mną najlepsza mama, jaką znam.

GALA: Bartku, od początku wiedziałeś, że Magda jest chora?

BARTEK PROKOPOWICZ: Powiedziała mi już podczas pierwszego spotkania. Wiedziałem, że leczy się niekonwencjonalnie. Pojechaliśmy na długi majowy weekend nad morze. Oboje wierzyliśmy w potęgę miłości. Mówiliśmy: „Jeżeli się kochamy, to nic złego nie może się stać”. Magda powtarzała, że nie chce cierpieć jak jej mama, że woli dwa lata żyć w szczęściu, niż umierać powoli przez dziesięć.

GALA: Nie przerażała cię jej choroba?

BARTEK PROKOPOWICZ: Do tej pory mnie nie przeraża. Na początku nie do końca zdawałem sobie sprawę, czym jest rak. Kochałem Magdę, chciałem z nią być na zawsze i tylko to się liczyło.

GALA: Wiele związków nie przechodzi próby raka. Mężczyźni odchodzą. Bywały chwile, gdy chciałeś uciec od choroby Magdy?

Słowa kluczowe
Komentarze