MAŁGORZATA OSTROWSKA-KRÓLIKOWSKA I PAWEŁ KRÓLIKOWSKI O miłości bez końca

Na Wigilii w domu Królikowskich spotykają się cztery rodziny. Wieczerza jest składkowa, każdy przywozi to, co ma najlepszego. Specjalnością gospodyni jest makowiec. Wśród tradycyjnych potraw nie brakuje niczego z wyjątkiem uszek, do których Małgorzata ma żal...

Przy rodzinnym stole w domu Królikowskich w podwarszawskim Zalesiu będzie wesoło, gwarno i smakowicie. Zasiądzie przy nim ponad dwadzieścia osób. Wszystkie dzieci Małgosi i Pawła, Rafała (aktora, brata Pawła) i jego żony Doroty, rodzice Małgorzaty, którzy przyjadą z Opola Lubelskiego, i oczywiście rodzice Pawła i Rafała, którzy na co dzień mieszkają w rodzinnym mieście braci aktorów, Zduńskiej Woli. Każdy z rodziny przywozi to, co najbardziej lubi jeść. Resztę potraw przygotują Paweł i Małgorzata, którzy kochają gotować. O zimowych zapasach i świątecznych smakołykach aktorka pomyślała już jesienią. W przerwie pomiędzy nagrywaniem kolejnych odcinków „Klanu” i prowadzeniem reality show „Co masz do stracenia?”, który powstawał w odległej od Warszawy Kudowie-Zdroju, robiła przetwory na zimę. Kupowała skrzynki pomidorów, wiśni i śliwek i z pomocą dzieci zamieniała je w konfitury i przeciery. „Pomidorowa musi być z mojego słoika. W życiu nie kupiłam koncentratu pomidorowego. To mi sprawia przyjemność nieporównywalną z niczym” – mówi serialowa Grażynka.

W garażu Królikowskich jest wielki regał, którego półki uginają się od przetworów. „Bo kiedy wraca się ze świata, w którym się robi za gwiazdę, gdzie nas ubierają, malują, obsługują, a w hotelu wszystko podają do rąk, to w pewnym momencie zaczyna mi brakować mojej kuchni, codziennych obowiązków. A ja je bardzo lubię, dają mi równowagę” – przyznaje aktorka. Paweł i Małgorzata są małżeństwem od 20 lat. Jak sami mówią, tworzą świetny tandem z bagażem doświadczeń i z niezłym przychówkiem. Mają pięcioro dzieci. Najstarszy Antek skończył 19 lat i wszystko wskazuje na to, że jak rodzice zostanie artystą. Ale nie aktorem. Studiuje reżyserię w Warszawskiej Szkole Filmowej. Janek, gimnazjalista, jest uzdolniony muzycznie. Gra na fortepianie. Ma niebywały słuch. Julia od 9 lat, czyli od urodzenia, występuje w „Klanie”. Widzowie znają ją jako Kasię Lubicz, córkę Grażynki i Rysia. Druga córka, Marcelina, jak mówi o niej mama, jest małą kobietką, która myśli o robieniu sobie makijażu i malowaniu paznokci. Roczny Ksawery, najmłodsze dziecko Królikowskich, jak tylko przyszedł na świat, od razu stał się oczkiem w głowie rodziców. Sesja zdjęciowa rodziny Królikowskich dla „Gali” jest niepowtarzalna. Antek i Jan po raz pierwszy zgodzili się publicznie pokazać razem z rodzicami. Mówią, że zrobili to dla ojca, w ramach męskiej solidarności. I oczywiście na pamiątkę.

GALA: Które święta pamiętacie najlepiej, bo były wyjątkowe, szczególne z jakiegoś powodu?

PAWEŁ KRÓLIKOWSKI: Pamiętne święta? Miałem pewnie ze trzy lata, gdy dostałem pod choinkę dwie pomarańcze i parę rajtuzów. A do tego trudną do zdobycia kolejkę elektryczną. Ależ byłem szczęśliwy. Pewnie dlatego te święta zapamiętałem. Ale najlepsze święta były później, w domu babci Zosi, w Jasionowie, w Krośnieńskiem. Pamiętam, jak kiedyś obudziliśmy się rano po Wigilii, a były to jeszcze czasy, gdy na choinkach zapalało się prawdziwe świeczki. Próbowaliśmy wyjść z domu do kościoła. Okazało się, że nie da się otworzyć drzwi, bo są całkowicie zasypane śniegiem! Jak się je odkopało, droga do kościoła wyglądała jak w najwspanialszym przygodowym filmie. Trzeba się było przebijać przez ogromne zaspy, a jak dotarliśmy do kościoła, to pamiętam wypełniające go w środku kolorowe światło i niesamowity nastrój. Jakby się było w niebie.

GALA: Pani Małgosiu, a pani niezapomniane święta?

MAŁGORZATA OSTROWSKA- KRÓLIKOWSKA: Rok i dwa lata temu gościliśmy w naszym domu po dwadzieścia parę osób, ale dla mnie najbardziej pamiętne były pierwsze święta, które robiłam sama od a do z. Od barszczu po wypieki. Byłam wtedy strasznie młoda, nic nie umiałam, ale i ambitna. Chciałam więc zrobić absolutnie wszystko, niczego nie kupując w sklepie. Ryba w galarecie, prawdziwy barszcz na zakwasie, który zaczyna się kisić na dwa tygodnie przed świętami, bardziej kwaśny niż słodki. Ze wszystkim się wyrobiłam. Zadbałam o prezenty, obiad, obrus, opłatek i żeby niczego nie zabrakło. Oczywiście, że zabrakło... ale pamiętam, jak to przeżywałam. Potworny stres, żeby się udało. I gdyby nie uszka…

GALA: Co się stało uszkom?

MAŁGORZATA OSTROWSKA-KRÓLIKOWSKA: Były twarde jak kamień. Do dziś nie mam pojęcia dlaczego. Od tamtej pory mam niechęć do uszek. Poza nimi okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. I ta ilość prezentów pod choinką dla wszystkich dzieci. Co roku najstarszy syn mówi do mnie „Mamo, niech u nas będzie Wigilia”. Cudowny wieczór, światła, świeczki, kolędy, jest w tym coś magicznego.

GALA: Któreś z dzieci wierzy jeszcze w Świętego Mikołaja?

MAŁGORZATA OSTROWSKA-KRÓLIKOWSKA: Marcelina i Ksawery. Julka już chyba nie do końca...

GALA: Paweł zakłada czerwoną czapkę?

Komentarze