MICHAŁ ZNANIECKI I JON PAUL LAKA Ach, co to był za ślub!

Michał Znaniecki i Jon Paul Laka Zdjęcia: Tomasz Jaworski

Michał Znaniecki to jeden z najbardziej cenionych reżyserów operowych na świecie. Gdzie, jeśli nie w operze właśnie, miałby poznać miłość swego życia? Uderzenie pioruna dosięgnęło go sześć lat temu. A w końcu uczucie zawiodło aż na ślubny kobierzec. I może nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że jego druga połowa także jest mężczyzną. W Polsce ten ślub nie mógłby się odbyć. Dlatego młoda para zamiast sakramentalnego „tak” zadeklarowała: „Si, quiero” w Bilbao, w Kraju Basków. To niezwykłe pod względem i artystycznym, i obyczajowym wydarzenie relacjonuje specjalnie dla „Gali” Monika Richardson.

Jadę na ślub. Rzecz o tyle niezwykła, że po czterdziestce jeżdżę głównie na party rozwodowe, ewentualnie pogrzeby zmarłych nagle na zawał kolegów. Rzecz tym bardziej rzadka, że jadę do Bilbao, siedziby władz Kraju Basków, ojczyzny ETA, zarodka separatyzmu europejskiego, kolebki języka euskadi, którego nie rozumie w najmniejszym stopniu wykształcona w Katedrze Studiów Iberyjskich Uniwersytetu Warszawskiego iberystka. Ja. Rzecz także zaskakująca w sensie obyczajowym, bo wybrankiem serca mojego przybranego kuzyna Michała Znanieckiego jest erudyta, wybitny znawca statystyki biznesowej i ekonometrii, muzyk, akordeonista, nowy dyrektor artystyczny Opery w Bilbao – Jon Paul Laka. Mężczyzna.

Michał Znaniecki jest reżyserem operowym i teatralnym. Jest także synem zmarłej niedawno aktorki Wandy Koczeskiej. Jest warszawiakiem, byłym studentem wydziału wiedzy o teatrze, fanem zespołu Republika, dandysem, przystojniakiem, wizjonerem opery, obywatelem świata, gejem. Znam go od liceum, bo siostra jego mamy Laura, jego przybrana matka, jest moją macochą od 33 lat. Michał zawsze mnie fascynował i zawsze miałam podejrzenia, że jego  sposobem na życie jest uwodzenie ludzi, z którymi pracuje. Jego charyzmatyczna osobowość sprawia, że bywa niebezpieczny. Ludzie nie potrafią mu odmówić. Ludzie robią dla niego wszystko. On zna i czuje tylko operę i teatr. Reszta to koszta własne.

Gdy wyjechał na studia do Włoch, w Polsce zaczynała się demokracja. Michał dusił się w warszawskiej PWST. Pragnął rozmachu, humanizmu, który nie dba o granice i historyczność. W Polsce pewnie zostałby drugi, trzeci po medialnych Trelińskich, Warlikowskich, mistrzach. Na świecie granice wyznacza sobie sam. Straciłam z nim kontakt, ale nie przestałam o nim myśleć, również dlatego, że od zawsze jest dla mnie najbardziej pewnym siebie i dumnym ze swojej męskości facetem, jakiego znam. Teraz jadę spotkać się z nim na jego ślubie.

Dumny bask

Bilbao to piękne i dziwne miasto. Zbudowane wokół portu, postindustrialne, bardzo europejskie, ale też bardzo osobne. Kiedyś zaniedbane, brudne, z okropnym krajobrazem opuszczonych stoczni nad Zatoką Biskajską. Dzisiaj nad ujściem rzeki Nervión (oraz Ibaizabal) dumnie puszy się Muzeum Guggenheima, a architekci tej miary co Frank Gehry, Norman Foster czy Santiago Calatrava podpisują się pod najważniejszymi obiektami architektonicznymi stolicy Kraju Basków.

Idziemy do Guggenheima na wystawę rysunków i akwareli Egona Schiele, którego uwielbiam. Pytam JP (tak nazywają Jona Paula Lakę jego krewni i przyjaciele): „Czy niepodległość jest dla was, Basków, wciąż ważna?”. „Tak, ale chcemy integracji, nie izolacji – mówi. – Co nam po niepodległości, jeśli jej konsekwencją mają być sankcje gospodarcze? Katalonia powiedziała: »Chcemy, razem z Hiszpanią, pozostać w Unii Europejskiej«. My myślimy podobnie. Euskadi to naród, język, kultura, historia i tożsamość. Gdy byłem mały, rodzice, w grupie kilkunastu osób, stworzyli dla mnie i moich pięciorga sióstr i braci szkołę, która uczyła w języku baskijskim. Musieliśmy uważać, nasza edukacja była nielegalna. Nie mogliśmy pokazać, że uczymy się z podręczników w euskadi. Dzisiaj mówimy po baskijsku, w baskijskim czytasz drogowskazy i informacje w budynku opery. Za granicą, na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie pisałem doktorat, czy w Rosji, gdzie realizuję sporo projektów muzycznych, jestem po prostu Hiszpanem i nie mam z tym problemu. Ale tutaj jestem Baskiem. Nie jesteśmy odszczepieńcami, chcemy tylko być sobą”. Michał nie mówi po baskijsku. Zaczął od nauki hiszpańskiego, żeby na ślubie móc w pełni świadomie powiedzieć: „Si, quiero”. Baskijski będzie nowym wyzwaniem, ale to już w podróży poślubnej...

Jon Paul Laka to jednostka niezwykła, znana postać w Bilbao i jeden z niewielu ludzi na tej Ziemi, którym udało się rozwinąć równolegle dwa talenty dane mu w genach. Ma 48 lat. Jest utalentowanym muzykiem, który pochodzi z muzycznej rodziny (tata – inżynier budowlany i baryton, cała szóstka dzieci skończyła szkoły muzyczne), akordeonistą, który po raz pierwszy przyjechał do Polski w 1992 roku z zespołem akordeonistów występujących na poznańskiej Malcie. JP jest również wybitnym ekonomistą, wykładowcą na najlepszym uniwersytecie ekonomicznym w Hiszpanii. Jego specjalizacja to marketing i market research.

Jego profesor z Uniwersytetu Ekono-micznego w Bilbao José Luis Narvaiza mówi: „W mojej 40-letniej karierze zdarzali się bardzo zdolni uczniowie, ale JP był bez wątpienia moim najbardziej utalentowanym studentem. Poznałem go w dziwny sposób, jeszcze na roku przygotowawczym. Usłyszałem, że ktoś gwiżdże arię Królowej Nocy Mozarta tak czysto, że dźwięk brzmiał jak z płyty. Zapamiętałem tego młodego chłopaka, który rok później pojawił się na moich zajęciach. Pamiętam, jak w niezwykły sposób chłonął wiedzę, właściwie wdychał ją, a gdy wypuszczał powietrze, można było być pewnym, że ma już gotowe zaskakujące wnioski, gotową syntezę tego wszystkiego, co zostało mu przedstawione”.

Co na to rodzina?

Ciekawa jestem, jak przywiązana do tradycji i konserwatywna rodzina JP przyjęła jego homoseksualizm. „Bracia i siostry nigdy nie mieli z tym problemu. Dla naszego pokolenia to już normalność. Ale z rodzicami długo było źle – mówi JP. – Pomogli mi moi przyjaciele, geje, którzy są od lat przyjaciółmi naszej rodziny. Moi rodzice musieli wykonać ogromną pracę nad własnymi emocjami, nie tracąc z oczu tego, co dla każdego rodzica jest najważniejsze: szczęścia swojego dziecka”.

Komentarze