MONIKA RICHARDSON Wybieram Polskę

Jeszcze niedawno mieszkała w Anglii i dolatywała do pracy w Polsce. Teraz mieszka z rodziną w Warszawie, a mąż, angielski pilot, lata po świecie. Jak długo tak wytrzymają? Monika ma nadzieję, że długo. Bo tu jest szczęśliwa. Pracuje, wychowuje dwójkę dzieci, a wieczorami biega na treningi boksu. Wkrótce wyjdą jej dwie książki.

Już na pierwszy rzut oka widać, że ma się do czynienia z kobietą energetyczną, optymistyczną, szczęśliwą. I ta denerwująco nienaganna figura.

„Żadna moja zasługa. Jak się ma przemianę materii kury…” – tłumaczy skromnie matka dwójki dzieci. Monika wstaje codziennie o 7, zawozi dzieci do szkoły.
W cukierni vis-à-vis szkoły Zosi zjada pączka i pije kawę. „To najpiękniejsza chwila dnia”. Potem jedzie do „Zwierciadła”. Swojego drugiego męża, angielskiego pilota Jamiego Malcolma, poznała dzięki Tadeuszowi Sznukowi, który namówił ją, by pojechała na pokazy lotnicze do Dęblina, do Szkoły Orląt z okazji 75-lecia lotnictwa polskiego, i usiłował wyjaśnić, jak samolot utrzymuje się w powietrzu.

W kantynie szkoły robiła wywiady z pilotami z całego świata, w tym z Jamiem (dał pokaz tankowania w powietrzu – najwyższa szkoła jazdy). Do Polski przyleciał przerażony, bo mu powiedzieli, że „to kraj buraków i kapusty”. Poszli do kantyny, gdzie podali mu… buraki i kapustę. Chciał uciekać, ale wcześniej poszli na długi spacer. Dziś uważa, że Polska to kraj fantastycznego jedzenia, że jego żona genialnie gotuje, choć ostatnio ma na to zbyt mało czasu.

GALA: Gdy usłyszałam, że uprawiasz boks, jakby nie było sport walki, pomyślałam: wie, co to garda, lewy sierpowy, worek treningowy, siniaki, ma dziewczyna fantazję.

MONIKA RICHARDSON: Od półtora roku boksuję z dwudziestką chłopa na Warszawiance. Uczy mnie Sebastian, syn słynnego Skrzecza. W boksie fascynuje mnie, że to sport wymagający myślenia. Myśli się o ciosie, który idzie, ale też o tym, który dopiero nastąpi i o trzech następnych. A propos siniaków, na zajęciach wszyscy mniej więcej kojarzą, kim jestem, i domyślają się, że jakby mi oko podbili, raczej nie byłoby fajnie.

GALA: Jesteś waga musza, kogucia, piórkowa? Pewnie ważysz ze 48 kg na 165 cm wzrostu?

MONIKA RICHARDSON: Wzrost się zgadza, waga to 55 kg, tyle samo od dziesięciu lat. Na sparingach dobieramy się wzrostem i wagą. Przecież nie chodzi o to, żeby się pozabijać.

GALA: Więc o co chodzi? Co jest fajnego w boksie?

MONIKA RICHARDSON: To, że robię 30 pompek albo 100 brzuszków i nie mam zadyszki. Że przez 20 minut biegam wokół sali, a potem prowadzę rozmowę bez utraty tchu. O formę chodzi! Jak robiłam telewizję śniadaniową w TVP 2, musiałam zaglądać na portale plotkarskie, a tam nic o mnie. Niestety. Nagle jest! Relacja z gali, ja w cudownej sukience Zienia, zdawało mi się, że wspaniale wyglądałam. Tymczasem czytam komentarze, że beznadziejna, okropna, a sukienka do chrzanu. A na końcu wpis: „Co ona ma za biceps, większy ode mnie” – podpisany męskim nickiem. Przysięgam, to był największy komplement, jaki dostałam w ciągu roku.

GALA: Boksujesz defensywnie?

MONIKA RICHARDSON: A skąd! Agresywnie. Taka moja osobowość. Wybiegam przed orkiestrę.
Od podstawówki, gdy trzeba było się w coś zaangażować, ja już trzymałam rękę w górze, dopiero potem się zastanawiałam, czy to dobrze. Poza tym to był jedyny trening po 21, a ja najpierw muszę położyć dzieci spać, zanim wyjdę z domu.

GALA: Mama całuje 7-letniego Tomka i 3,5-letnią Zosię w czółko na dobranoc i…

MONIKA RICHARDSON: ...dwa razy w tygodniu biegnie „bokserować”, jak się to w ich języku nazywa. Zabierają do zabawy bandaże, które wkładam pod rękawice, i trzeba ich co jakiś czas szukać. To najlepszy gadżet, choć w domu są dwa pokoje zawalone zabawkami po sufi t.

GALA: Jamie też „bokseruje”?

MONIKA RICHARDSON: Nigdy w życiu! Jamie regeneruje się w bezruchu. To kolejna różnica między nami. Mój mąż jest prawie dokładnym moim przeciwieństwem. Dla niego idealny wieczór to leżenie z pilotem w dłoni na kanapie. I z telefonem. Jamie uwielbia gadać przez telefon. Dla mnie rozmowa telefoniczna to: tak, nie, jutro, za 15 minut. On potrafi gadać półtorej godziny o życiu i uczuciach.

GALA: Twój mąż nauczył się polskiego?

MONIKA RICHARDSON: To drażliwy temat. Jego nauczycielką polskiego jest urocza Aneta, świeża mężatka. Jamie uważa, że ja uczyć nie umiem, jestem niemiła, despotyczna i nie ma nic do rzeczy, że wykładałam na uniwersytecie przez dwa lata (inna rzecz, że byłam straszną piłą!). Anetka zaś jest zachwycona, jak on w ogóle usta po polsku otworzy. Jamie uwielbia jej zachwyt. Tylko efekty tych zachwytów są dość mizerne.

GALA: Na długo się ta nauka zapowiada.

MONIKA RICHARDSON: Do końca świata. Jak próbuję narzekać na słabe postępy, jestem znowu ta niedobra, więc się nie wtrącam.

GALA: Półtora roku temu miałaś dwa domy, w Anglii i w Polsce, i dojeżdżałaś na nagrania „Europy...”. A jednak wróciłaś tu z dwójką dzieci i mężem.

Komentarze