NATALIA KUKULSKA Zostawić codzienność

NATALIA KUKULSKA Zostawić codzienność Zdjęcia: Natalia Kukulska i Michał Dąbrówka

Natalia od dawna marzyła o dalekiej podróży z rodziną. Potrzebowała spokoju, kilku dni bez telefonu, maili. Chciała pobyć z najbliższymi, a czasem tylko sama ze sobą. Udało się! Razem z mężem Michałem Dąbrówką i dziećmi: synem Jankiem i córką Anną wyjechała do USA. To była szczególna podróż – piosenkarka wróciła do miejsc, w których była kiedyś z tatą Jarosławem Kukulskim. Oto Ameryka widziana jej oczami. Proszę zapiąć pasy! Zaczynamy wyprawę! Pierwszy przystanek – Las Vegas!

Od dawna było to nasze marzenie – zobaczyć na żywo Cirque du Soleil – podobno najlepszy musical, spektakl, cyrk i show w jednym. Musical „O” wystawiany jest w „wypasionym” hotelu Bellagio. Ruszamy zatem z Hollywood... autem, za oknem mijając pustynne, amerykańskie krajobrazy. Zapada noc. Cisza i pusto, i sennie się robi. Nagle przed oczami wyrasta z tej pustyni jak fatamorgana coś niewiarygodnie świecącego, kolorowego, głośnego, absurdalnego, bo nawet bez zapowiedzi. Postawiona jak scenografia, jak wybryk – planeta Las Vegas. Wita nas statua wolności, sfinks i piramida, złoty lew, wieża Eiffla, fontanny, światła i tłumy ludzi. Kicz czy dzieło sztuki? Tutaj granice się zacierają, bo wszystko jest niby żartem, a jednak dopieszczone w każdym detalu. W kasynach nie wiadomo, czy to dzień, czy noc – od rana w powietrzu delikatnie wisi zapach cygar, papierosów i alkoholu. Sztuczne nieba na sklepieniach, nawet w galeriach handlowych – to jest jakiś komiks ;-) – a my z Michałem bohaterowie, ale jednak nie z tej bajki.

Ze wspomnień kasynowych zostaną nam tylko zdjęcia, bo nie mieliśmy pojęcia, który guzik wcisnąć, by chociaż jakiś jednoręki bandyta z nami zawalczył. Wrażenie robią tańczące fontanny przed Bellagio, ale już mniejsze wrażenie robi Presley, który pokazuje ci język, jak go fotografujesz za darmo. Niektóre wnętrza są piękne, wybitni architekci, bajkowe ogrody... a poza tym kult pieniądza wokół. Tam się tylko wydaje, a my wydaliśmy raz a dobrze na Cirque du Soleil. Mistrzostwo pod każdym względem ze wspaniałą muzyką na żywo. Po spektaklu długo nie mogliśmy ochłonąć, a miasto nam w tym uparcie pomagało.

Żona swojego męża

Głównym pretekstem wyjazdu do Kalifornii było zaproszenie Michała na międzynarodowe targi muzyczne NAMM Show. Dostał on propozycję współpracy z amerykańską firmą DW, jednym z największych producentów perkusji na świecie. Była to również znakomita okazja, żeby poznać szefów tej firmy i zwiedzić fabrykę, w której będzie produkowany specjalny zestaw dla niego. Czuł się zdecydowanie w swoim żywiole, choć nie powiem, żebym jako osoba towarzysząca mężowi nudziła się... Mnóstwo ciekawych wydarzeń wokół, koncerty wspaniałych muzyków, prezentacje najnowszych instrumentów, wykłady związane z produkcją muzyki itd... Percepcja wysiadała. Po całym dniu spędzonym w wypełnionych dźwiękami halach można było na szczęście odetchnąć w kalifornijskim klimacie ze znajomymi. Była to też możliwość nawiązania kontaktów i spotkania wybitnych osobowości takich jak John „JR” Robinson (współpracował m.in. z Quincy Jonesem, Herbie Hancockiem, Michaelem Jacksonem) czy perkusistą grupy Red Hot Chili Peppers – Chadem Smithem, w dość ekscentrycznym stroju księdza. Fajnie być nieznaną żoną Miśka, tak, tego świetnego bębniarza z Polski – bo tak o Michale mówiono.

Znikająca rakieta

Michał odkrył, że podczas naszego pobytu na Florydzie odbędzie się ostatni start wahadłowca Discovery. Próbowaliśmy kupić bilety na to wydarzenie zawczasu, ale nie było szans. Kierowani nadzieją udaliśmy się jednak w stronę Centrum NASA... Nadzieją, że start rakiety będzie widoczny i słyszalny nawet z większej odległości. Nie my jedni... Przylądek Canaveral na Florydzie był już „obstawiony”. Leżaki, koce, gromady świętujących ludzi z lornetkami – taki widok ciągnął się przez kilkanaście kilometrów. Nie poddawaliśmy się jednak i w upalnym słońcu przesuwaliśmy się powoli w korkach. Emocje podsycało radio z najświeższymi wiadomościami dotyczącymi załogi i szczegółów lotu na międzynarodową stację kosmiczną.

Na miejsce dotarliśmy w ostatniej chwili. Zaczęło się odliczanie. Chłopaki podekscytowani. Nawet nam z Anią się to udzieliło. Napięcie rośnie... i ... już po wszystkim ;-). Następnego dnia już na spokojnie zwiedziliśmy całe Kennedy Space Center, ale przyznam, że po atrakcjach z Epcot w Disney World, nie robiło to już dużego wrażenia. Nie zawsze warto być aż tak „górnolotnym”, chociaż męska część naszej wycieczki była zachwycona ;-)

Pokolorowany świat

Komentarze