Wyglądasz jak piękna i modna kobieta z ulic Nowego Jorku czy Paryża…

To świetnie, bo francuskie kobiety bardzo mi się podobają! Potrafią łączyć klasykę ze współczesnością. Wyznaję podobną zasadę i jak widzisz, dziś mam na sobie ołówkową spódnicę i bardzo współczesny T-shirt z czaszkami. Do tego biżuteria, zawieszki, sznurki na rękach i koniecznie czerwone usta.

Znajomość mody przydaje Ci się w pracy. Rola stylistki w serialu „Wiadomości z drugiej ręki” stworzona jest jakby specjalnie dla Ciebie. Poza tym musisz znać się na modzie, skoro zostałaś okrzyknięta jedną z najlepiej ubranych znanych Polek.

W serialu jestem charakteryzatorką, więc blisko mi do mody. Uwielbiam modę i zabawę nią, a na to nakłada się moja nieokiełznana spontaniczność. Ciężko jest mi zaplanować strój na wyjście dwa tygodnie wcześniej. Nie mogę przecież przewidzieć, jaki będę miała nastrój w danym dniu. Czasem myślę, że lepiej dla mnie byłoby takie rzeczy ustalić, zaplanować. Obserwując jednak idealnie wystylizowane osoby, dostrzegam, że ich image nie zawsze jest do końca naturalny i że czasem same nie czują się w nim swobodnie. Kreacja, nawet od najlepszego projektanta, wygląda pięknie tylko wtedy, gdy jest dobrana zgodnie z naszym stanem ducha i energią. Zespala się wtedy z ciałem, jest prawdziwa. Tak noszonej kreacji nie da się nie zauważyć.

Korzystasz z propozycji polskich projektantów?

Pewnie gdybym mieszkała w Nowym Jorku, fascynowaliby mnie designerzy stamtąd, ale mieszkam tu i uwielbiam naszych projektantów. Ostatnio współpracuję z Kubą Boneckim. Ten młody projektant ma duży dar i umie materializować moje marzenia (śmiech). Kuba ma tajemniczą intuicję i talent do rozumienia kobiet.

Spędzasz godziny przed lustrem?

Absolutnie nie!

Masz własną stylistkę. Wytłumacz mi, właściwie po co?

Mam wielu przyjaciół stylistów, z którymi często o modzie rozmawiam. Nasze opinie się przenikają i na pewno mamy na siebie wpływ. Nie pamiętam jednak sytuacji, w której to, jak wyglądam, było w stu procentach wizją stylisty.

Jesteś aktorką, piosenkarką, kochasz modę. Co jest dla Ciebie najważniejsze?

To bardzo spójne światy, nawzajem się przenikające i uzupełniające, dlatego staram się ich nie wartościować. Przychodzi czas, że bardzo potrzebuję aktorstwa i poświęcam się mu całkowicie, ale są też momenty, kiedy brakuje mi muzyki, więc realizuję się wtedy na tym polu. Przed wojną światy filmu, teatru i piosenki bardzo się ze sobą łączyły. Piosenki pojawiały się w filmach, później przeboje srebrnego ekranu można było usłyszeć w teatrze. Dziś dużą rolę odgrywa też moda – wystarczy spojrzeć na kreacje sceniczne np. Lady Gagi.

Jak to się stało, że pokochałaś styl retro?

To zasługa mojej kochanej babci, która mnie wychowywała. Pamiętam jej nauki stylu i opowieści o przedwojennym szyku. Pamiętam np., jak zwracała mi uwagę, żebym nie nosiła dżinsów, bo uważała je za wyjątkowo nieeleganckie. Wydawało mi się to wtedy absurdalne, bo przecież w latach 80. dżins był głównym trendem i szczytem naszych modowych poszukiwań. Dzisiaj rzeczywiście bardzo rzadko noszę dżinsy.

Jako mała dziewczynka przebierałaś się w babcine rzeczy?

Babcia miała swoją skrzynię z biżuterią, do dzisiaj pamiętam jej zapach. Kiedy ją otworzyła, oczarowała mnie masą błyszczących rzeczy. To było jak z bajki. Wydawało mi się, że są tam prawdziwe pierścionki Arabelli i magiczne brylantowe naszyjniki.

Ale tak na poważnie zaczęłaś się stylizować na retro dopiero na studiach?

W szkole teatralnej chciałam wyglądać jak Edith Piaf i ścięłam swoje długie do pasa rude włosy.

Chłopcy musieli szaleć za dziewczyną z burzą rudych włosów...

O to musiałbyś zapytać moich kolegów z dawnych lat (śmiech).

Niedawno wydałaś płytę „Ninoczka”. To babcia zaraziła Cię muzyką lat 20. i 30.?

Babcia zawsze twierdziła, że za czasów jej młodości była najlepsza muzyka, najlepsze filmy, najelegantsze kobiety i szarmanccy mężczyźni z nienagannymi manierami. Na początku tego nie rozumiałam. Z czasem ta dawna muzyka stała się i dla mnie absolutnie wyjątkowa. Opowieści i historie, które pojawiają się w piosenkach, są napisane w taki sposób, że czuć w nich emocje tamtego świata. Właśnie te emocje, podobnie jak melodie, są dla mnie aktualne do dziś.

Śpiewając piosenki w stylu retro, uznałaś, że powinna temu towarzyszyć stylizacja?

To nie był wynik jakichś większych analiz i przemyśleń, po prostu czułam się w tym dobrze. Ale nie zawsze jestem w stylu retro. Ostatnio dosyć często ubieram się współcześnie. Choć nadal ciągnie mnie do tamtych lat i do tamtej elegancji. Do czerwonych ust i spojrzeń spod długich sztucznych rzęs. Podoba mi się taka stylistyka, ale ja też się zmieniam, więc nie wiem, co mnie będzie inspirować za jakiś czas.

To chyba Twoja droga. Płyta nie ukazała się w dużym nakładzie, ale została świetnie przyjęta.

Mój projekt „Ninoczka” nie jest mainstreamowy. Jestem zaskoczona, że mimo braku ogromnej machiny promocyjnej właściwej dla współczesnych popowych projektów, mimo braku małych skandali jest wokół tej płyty takie zainteresowanie. 

Wzorujesz się na konkretnej przedwojennej diwie?

 

Podziwiam kobiety sprzed lat. Każda z nich miała w sobie tajemnicę. Dziś w naszym zabieganiu wszystko jest takie oczywiste. Tak jakby świat nie miał już czasu na tę zasłonę, za którą tamte diwy często się skrywały, na wysublimowaną grę, którą prowadziły. Niesamowitą gwiazdą z tamtych lat, a równocześnie ikoną stylu była Marlena Dietrich. Hanka Ordonówna natomiast po próbie samobójczej nosiła kapelusze przekrzywione na jedną stronę, w ten sposób tworząc nową modę. Pola Negri była pierwszą kobietą, która pomalowała paznokcie u stóp na kolor czerwony i pierwsza założyła sandały na gołe stopy. Te przełomy w obyczajowości i modzie przetrwały do dziś.

Starasz się przestrzegać przedwojennej etykiety?

Staram się, ale też bywam często zabiegana i do tego dość emocjonalna, więc nie zawsze mi się to udaje (śmiech). Co do modowych zasad dużym faux pas jest przyjście za bardzo wystylizowaną na poranne spotkanie. Jeszcze większym nietaktem jest pojawienie się  na wieczornym przyjęciu w krótkich spodenkach i sandałach, co często zdarza się mężczyznom w naszym kraju. To, jak się ubieramy, nas wyraża, choć z drugiej strony moda powinna służyć zabawie i nie traktowałabym jej tak zupełnie serio.

Jeśli spotykasz się z mężczyzną nieodpowiednio ubranym, to jest w Tobie od razu jakieś uprzedzenie?

Absolutnie nikogo od razu nie skreślam. Nie wymagam też od wszystkich, żeby byli fashionistami.

Jesteś z Krakowa. W Warszawie żyje się inaczej. Zdążyłaś się już zaaklimatyzować w stolicy?

O ile w Krakowie świetnie wymyśla się projekty, zwłaszcza w zadymionych kawiarniach na Kazimierzu, to na etapie ich realizacji warszawska dawka konkretów bardzo się przydaje. Warszawa to miasto z ogromną energią ludzi, którzy chcą coś zrobić, coś zmienić i cenią współpracę. Szkoda jednak, że nie ma już tej przedwojennej Warszawy.

Bo gdyby Warszawa była retro, to byłoby wspaniale!

Gdyby była taka jak przed wojną, to byłoby cudownie! W końcu nie bez powodu była nazywana Paryżem Północy.

A jak na Twoje sukcesy reagują rodzice? Przecież chcieli, żebyś została lekarzem.

Zawsze były we mnie dwie drogi. Moi rodzice chcieli, żebym poszła w ich ślady, dlatego namawiali mnie na studia medyczne. Mimo że już w podstawówce grałam na fortepianie i tańczyłam w zespole, wszyscy byli pewni, że moje zacięcie do sztuki w miarę dorastania osłabnie. Zaczęłam więc od stomatologii, ale dość szybko zorientowałam się, że nie mogę żyć bez swoich marzeń i pasji.

Rodzice to przeboleli?

Tak, nie mieli z tym jakiegoś większego problemu, bo moja mama skończyła szkołę muzyczną i zawsze rozumiała moje fascynacje. Ale pracowałam jakiś czas jako lekarz stomatolog, dzięki czemu mogłam realizować swoje muzyczne projekty.

Nie wszyscy Twoi fani wiedzą, że masz męża...

Zgodnie stwierdziliśmy, że zbyt cenimy naszą prywatność, żeby wrzucać nasz związek w wir show-biznesu. Show-biznes bywa niebezpieczny.