Pod Kliniką Hematologii i Transplantologii AM w Gdańsku dzień i noc koczują fotoreporterzy. Dwóch próbowało wedrzeć się na oddział, powstrzymała ich ochrona. Wczesną wiosną ubiegłego roku mało komu w Polsce mówiło coś nazwisko Darski, niedawno wiadomość o chorobie Nergala, narzeczonego Dody obiegła wszystkie media. Związek wokalisty deathmetalowego Behemota i królowej polskiego popu od ponad roku, odkąd są razem, budzi emocje, rozpala ciekawość. Zagraniczne portale fanów ciężkich brzmień pierwsze zapełniły się tysiącami życzeń powrotu do zdrowia, w kraju to wciąż ona jest większą gwiazdą. Choć dziś tylko zakochaną kobietą, która zrobiłaby wszystko, by jej mężczyzna wrócił do domu zdrowy.

Jeden z ostatnich występów Dody. 7 sierpnia, Szymocice. „W najbliższym czasie będę się spotykać z wami jedynie podczas koncertów. Ktoś bardzo mi bliski poważnie zachorował” – tego dnia nie uśmiechała się jak zwykle do swoich fanów. Na stronie wokalistki pojawiła się notka: „Nie będę w stanie wydać w terminie swojej drugiej solowej płyty »The Seven Temptation«”. Kariera poczeka. Dla Adama zmieni wszystkie plany.

BŁAGAM O POMOC
Nic nie zapowiadało kłopotów. Przecież dopiero co wrócili z wakacji. W niedzielę 1 sierpnia Adam zasłabł na koncercie w Bolkowie. I choć upierał się, że w domu dojdzie do siebie, pięć dni później trafi ł do szpitala. Stacja Polsat jako jedyna ogłosiła: cierpi na białaczkę. To prawda, że w klinice, którą kieruje profesor Andrzej Hellmann, leczeni są przede wszystkim chorzy z rozpoznaniem ciężkich białaczek. Ale ani on, ani nikt z najbliższych Adama tej smutnej diagnozy nie potwierdził. Można się tylko domyślać, że problem błahy nie jest. Milczenie przerwał sam Nergal: „Nie mogę dłużej ukrywać faktu, że czeka mnie wieloetapowe leczenie, które może potrwać nawet do kilku miesięcy” – ogłosił 8 sierpnia na stronie internetowej zespołu. Czy oznacza to chemioterapię? Pierwsze, jak zwykle, zareagowały portale społecznościowe.

Na Facebooku znajoma Dody wkleiła treść SMS-a: „Adam potrzebuje szpiku, błagam o pomoc. Proszę otwórz stronę www.dkms.pl w zakładce dawca wejdź w rejestrację, wypełnij formularz. Przekaż info dalej. Dziękuję z całego serca. Doda”. Autentyczny czy nie, sprawił, że strona Fundacji DKMS – Baza Dawców Komórek Macierzystych, przeżyła oblężenie. W niespełna tydzień zarejestrowały się trzy tysiące osób! „Odzew na ten apel Dody jest niezwykły. W Polsce gotowych na oddanie swojego szpiku jest dziś około stu tysięcy, potencjał naszego kraju to milion dawców” – mówi Kinga Dubicka z fundacji DKMS. O chorobie Adama Darskiego taktownie milczy.

„Nergal wkrótce poczuje się lepiej, w końcu jest półbogiem” – napisał jeden z fanów na stronie „Metal Hammer”, największego metalowego magazynu ukazującego się na Wyspach Brytyjskich. I nie ma w tym cienia drwiny. Dla setek tysięcy takich jak on słuchaczy muzyki ekstremalnej rozsianych po świecie ten facet na scenie jest bogiem. Cholernie zdolnym artystą z najściślejszej czołówki. Dla innych, tu w kraju, często groźnym satanistą, deprawującym muzyką. Kim tak naprawdę jest Adam Darski?

NARODZINY PÓŁBOGA
Szary, dziesięciopiętrowy blok na gdańskiej Żabiance. To tu na drugim piętrze mieszkają rodzice Adama. Choć wyprowadził się parę ładnych lat temu, wciąż chętnie do nich wpada. Jeśli tylko nie koncertuje gdzieś w świecie. Prawda jest taka, że ten chłopak żyje w trasie. Ostatnie miesiące: Stany, Kanada, Japonia, Australia. Europa? Prawie cała. Jadł i kangura, i wykwintne sushi. Ale nie wstydzi się przyznać w wywiadach: nikt tak jak mama Irena nie ugotuje mu pomidorowej.

Muzyka, odkąd pamięta, była jego oknem na świat. Dzieciństwo w latach 80. nie wypadało szczególnie kolorowo. Chętnie wraca wspomnieniami do chwil, kiedy razem ze starszym o osiem lat bratem słuchali nagrań Iron Maiden, Van Halen, Deep Purple czy Marillon. W czwartej klasie podstawówki koledzy zbierali znaczki, on do grubego zeszytu wklejał powycinane z gazet fotografie ulubionych zespołów. Tę jego „Encyklopedię metalu” ojciec trzyma w domu do dziś. Kolejne kartki: Kat, Metalika, TSA, Kiss.

Na pierwszą komunię dostał od rodziców gitarę. Najpierw brat uczył go chwytów, potem trafił do ogniska muzycznego. Ależ on się tam męczył. W kółko ćwiczyli gamy. Wytrzymał rok. Wolał koncerty w swoim pokoju. Był mroczny, ściany w gotyckie kolaże. Jezus na krzyżu też był. Tylko wisiał do góry nogami. Ojciec sam tak go przybił. Widział, że syn się buntuje, że szuka swojej drogi. Zostawił mu wolną przestrzeń, zaufał. Adam na lekcjach religii gryzmolił karykatury księży, o dogmatach nie słuchał. Do bierzmowania nie poszedł. „Już jako dziecko zadawałem mnóstwo pytań. Z nich zrodziły się wątpliwości. Formalnie nigdy nie wypisałem się z Kościoła, co zdaniem paru osób umniejsza moją wiarygodność” – zdradzał niedawno w wywiadzie.

 

Kiedyś znalazł w swoim pokoju ulotkę „Black metal rosnące zagrożenie”. To tata się martwił, ale niczego nie zakazywał. No może raz. Kiedyś skonfiskował „czarną” biblię LaVeya. Sam przeczytał i oddał. Aż przyszedł czas, kiedy narodził się Nergal. W 1991 roku wspólnie z kumplem ze szkoły Adam założył zespół. Wybrał dla siebie imię sumeryjskiego boga podziemia. Próby Behemotha (z hebrajskiego – niepokonanej bestii) dobiegały aż pod sam dach ze szkolnej piwnicy. Ten wrzask, metalowy śpiew prosto z przepony, inaczej growl, niejednego wystraszył. Nagrali demo, ich ostre, brudne brzmienie przysparzało im fanów. Na pierwszą płytę czekali jeszcze trzy lata. Kolejne wyznaczały prostą drogę do sukcesu. A kolce i ćwieki do strojów na scenę nabijał groźnemu Nergalowi własny ojciec. „Zenek to od lat najlepszy konserwator Behemotha” – powiedział dziennikarce Adam. Najchętniej nie wypuszczałby z rąk gitary, ale studia skończył. „Wybrał historię, bo pasjonował się czasami pogańskimi. Zaczytywał się w książkach o czasach przedchrześcijańskich” – zdradza dziennikarce w wywiadzie Irena Darska. „Cała jego muzyka na tym bazuje”.

MIŁOŚĆ NA PRZEKÓR
Wracała z koncertu. Hotelowa winda otworzyła się bezdźwięcznie. Zaskoczenie? To mało. Spod jej stóp prosto do drzwi apartamentu ktoś usypał z płatków kwiatów długą ścieżkę. Tego wieczoru nie zapomni. Kilkaset żółtych tulipanów, świece, szampan i ukochany z diamentowym pierścionkiem. W sylwestrową noc, kilka minut po północy, Doda przyjęła oświadczyny Adama Darskiego. A niedługo potem dowiedziała się o tym cała Polska. Trudno uwierzyć, ale pod demoniczną charakteryzacją Nergal skrywa duszę romantyka.

Ten związek fani obojga przyjmowali z początku z niedowierzaniem. „To żart, artystyczna prowokacja?” – pytano. Pod koniec lipca on przyznał wreszcie: „Ludzie mogą mówić: Jak to? Tutaj różowe, a tam czarne? Ale to osoby, które nie potrafią czytać między wierszami. Dla mnie najważniejsze jest to, że się kochamy”. A kiedy prasę obiegły zdjęcia znad morza, wspinających się po wydmach, trzymających za ręce, jeżdżących na rowerach, nikt już nie wątpił. Różowa szafa Dody wypełniła się szybko czarnymi ciuchami. A ona sama promieniała: „Pierwszy raz poczułam się partnerką w związku. Nie prześcigamy się z Adamem, nie rywalizujemy” – mówiła.

Na początku sierpnia Behemoth wydał nowy album. Za oceanem „Evangelion”, zadebiutował na 56. miejscu prestiżowej listy magazynu „Billboard” notującej płyty najlepiej sprzedające się w Ameryce. Żadnemu wykonawcy nagrywającemu w Polsce nie udało się wejść na tę listę przed Nergalem. Ale tego gorącego lata po raz pierwszy także i u nas nowy Behemoth znalazł się na topie, ustępując pola tylko składance hitów Michaela Jacksona. „Może jestem naiwny, ale wierzę, że katalizatorem całego zamieszania jest wyłącznie nasza sztuka” – mówił Nergal zapytany, czy zawdzięcza to swojej miłości. Faktem jest, że Behemoth to świetny towar eksportowy i rozpoznawalna na świecie marka. Lista sukcesów jest długa. Nergal znalazł się wśród 20. najlepszych gitarzystów deathmetalowych wszech czasów. Koncertowy magazyn muzyczny „Terrorizer” okrzyknął grupę najlepszym zespołem na świecie. Ale Behemoth jest też politycznie niepoprawny. Prawie nie ma go w mediach mainstreamowych. Może coś właśnie się zmienia? Ta sztuka łatwa w odbiorze nie jest. Nergal nie kryje fascynacji okultyzmem, podczas jednego z koncertów podarł na scenie Biblię. Śledztwo wszczęte o obrazę uczuć religijnych umorzono. „To, co robię, nie jest naszpikowane nienawiścią do ludzi i świata. To przede wszystkim prowokacja, integralny element sztuki, którą uprawiamy. Manifestacja poglądów ubrana w teatralną formę” – tłumaczył dziennikarzowi. „Poza sceną jestem przyjazny, otwarty na ludzi i ich poglądy, choć równocześnie głośno deklaruję swoją niechęć do dogmatów, do instytucji i istoty religii, która według mnie kłóci się z prawdziwą ludzką naturą. Dlaczego więc nie mam pokazywać pewnych rzeczy w mocny sposób?”.

„Nie przepadamy za jego muzyką, ostatnio zauważyliśmy zmiany na lepsze” – mówili w wywiadzie Irena i Zenon Darscy. „Utwory są bardziej melodyjne, aż tańczyć się chce. Kiedyś taka muzyka to był dla nas szok, teraz wiemy, że musi być głośna”. Nergal zdaje sobie sprawę, że ta inność sprowadza go na pozycję wyrzutka. „Czy po prostu wroga publicznego” – spuentował w wywiadzie. Ale prowokacja to jego drugie imię. Bliscy muszą przywyknąć. Na ostatnich koncertach Doda śpiewa, wychodząc z brylantowej trumny. Czego się nie robi dla miłości? Metalowe fora huczały, gdy opublikowano zdjęcia ich idola z festiwalu w Sopocie, siedzącego w pierwszym rzędzie podczas występu zespołu Feel. Ten związek czeka dziś wielka próba. I nie za sprawą muzyki.

RAMIĘ W RAMIĘ
Włosy spięte w kucyk. T-shirt, legginsy, japonki. Zniknęła gdzieś gwiazda na szpilkach. Jest zwykła dziewczyna, która się troszczy, pewnie też trochę boi. Każdy dzień zaczyna od wizyty w klinice. Jest tam najczęstszym gościem. „Kochani, wierzę, że los postawił mnie na drodze mojej miłości nie bez głębszego powodu. Jeżeli jest nim pomoc w TEJ WALCE, to staję z nią ramię w ramię, bez mrugnięcia” – to wyznanie Dody nie było pod publikę.

W ostatnim teledysku Behemotha Nergal to upadły anioł. Skandalizujący clip już zdjęto z YouTube'a, czeka go cenzura. „Czy wokalista Behemotha się nawróci?” – podobnych nagłówków pojawia się w mediach wiele. Wprost ze szpitala trafiła cięta riposta: „Dlaczego choroba miałaby zmienić moją optykę? Owszem, to dla mnie trudny czas i trudno mi uniknąć myśli o tym, co ostateczne, ale pomysł, że pod wpływem cierpienia zmienię poglądy, priorytety i wartości brzmi tak, jakby ktoś uznał, że nie moje ciało, a moja głowa była zaatakowana przez chorobę. (...) Tym wszystkim, którzy w chorobie wietrzą szanse dla złamania moich wartości, a więc i mnie samego, odpowiadam po raz pierwszy i ostatni, i wyjątkowo krótko: po moim trupie!”.

Niedawno mówił: „Na scenie daję z siebie wszystko. Staram się zawsze grać tak, jakby to był mój ostatni koncert w życiu”. Oby zagrał ich jeszcze wiele. Doda: „Moje serce i myśli są teraz tylko skupione na jednym, zwycięstwie Adama. Wygramy, bo mamy w ręku najpotężniejszą broń – MIŁOŚĆ. KOCHAM CIĘ ADAŚ!:*”. A więc, rogi do góry!