AGATA MŁYNARSKA: Aśka, usiądź w końcu, nie przemieszczaj się już z tą kawą, bo wylejesz.

JOANNA KUROWSKA: Agata, wiesz, czego szukam?

AGATA MŁYNARSKA: Kluczyków do samochodu.

JOANNA KUROWSKA: Matko święta, gdzie one mogą być?

AGATA MŁYNARSKA: Bo my mamy takie same kluczyki.

JOANNA KUROWSKA: Bo my mamy takie same samochody.

GALA: Co macie jeszcze takie samo?

JOANNA KUROWSKA: Nietolerancję dla banału i tandety. Wiele. Wydaje mi się, że ten rodzaj przyciągania i podobieństw jest bardzo dobry w przyjaźni. Nawet lakier do paznokci mamy dzisiaj taki sam.

AGATA MŁYNARSKA: Ale zaczęłaś używać czerwonego, kiedy ci powiedziałam, że jest zdecydowanie ponadczasowy! Siadaj już, jest wywiad, kluczyków będziesz potrzebowała za trzy godziny.

GALA: Czy to przyjaźń homeopatyczna?

AGATA MŁYNARSKA: Tak. A zaczęło się to bardzo, bardzo dawno temu, kiedy nie wiedziałyśmy jeszcze, że kryje się w nas tak dużo podobieństw.

GALA: Gdzie spotkałyście się po raz pierwszy?

JOANNA KUROWSKA: W programie „Szkoła kłamców”.

AGATA MŁYNARSKA: Nikt już tego nie pamięta (śmiech).

JOANNA KUROWSKA: To był program, który prowadziła Agata w telewizyjnej Dwójce. W jednym z odcinków gościem był Adam Hanuszkiewicz i jego dwie aktorki: Sławka Łozińska i ja. Potem Agata opowiedziała mi, że od razu jej się spodobałam, bo krytykowałam mojego dyrektora, co jak na tak młodą aktorkę było aktem niezłej odwagi.

AGATA MŁYNARSKA: Mnie ujęła raczej jej pogoda ducha i to, że jest takim rajcownikiem.

GALA: Ile lat temu to było?

JOANNA KUROWSKA: Nie będziemy o tym mówić (śmiech). Można powiedzieć, że był to...

GALA: Późny kenozoik?

JOANNA KUROWSKA: Tak. Te lata, które minęły, pozwoliły skrystalizować się naszej przyjaźni.

AGATA MŁYNARSKA: Duże znaczenie miało moje ówczesne miejsce zamieszkania. Naprzeciwko Teatru Nowego, w którym Joanna pracowała. Intuicyjnie wiedziałam, że to fajna babka, ktoś wyjątkowy i nieprzeciętny, ale nie byłyśmy jeszcze wtedy tak blisko. Do grupy naszych wspólnych znajomych należeli wtedy m.in. Piotrek Gąsowski, Hania Śleszyńska, Robert Rozmus, którzy wpadali do mnie w przerwach lub po spektaklu. Któregoś razu mój znajomy mieszkający na stałe w Niemczech powiedział mi, że przyjechał właśnie do Polski i ma wolny wieczór. Zabrałam go więc do teatru, by przedstawić mu to zjawisko, jakim była dla mnie Joanna. Akurat schodziła ze schodów i...

JOANNA KUROWSKA: Biedaczyna się zakochał i zmarnowaliśmy sobie cztery lata życia.

AGATA MŁYNARSKA: Po spektaklu wrócił ze mną do domu i właściwie to on odkrył dla mnie Aśkę, bo moje mieszkanie stało się pretekstem do ich pierwszych schadzek. Dodatkowo Joanną zachwycał się mój ojciec, mówiąc, że jest utalentowaną aktorką, że świetnie śpiewa. Potem Joanna zaprzyjaźniła się z moją siostrą. I tak coraz bardziej wrastała w naszą rodzinę.

JOANNA KUROWSKA: A mnie w Agacie spodobało się to, że jest osobą, która się bardzo rozwija. Do takich osób lgnę. Są mi bliskie i od nich się uczę.

GALA: Kiedy spadła na Was ta pierwsza kropla, która zadecydowała, że znajomość stała się przyjaźnią?

AGATA MŁYNARSKA: Znowu życie tak sprawiło, że ja terytorialnie zbliżyłam się do Asi. Znów zakręciło taki scenariusz, że przedstawiłam jej kolejnego mężczyznę, tym razem przyszłego męża. Pamiętam ten dzień! Powiedziałam do niego: „Przyprowadzam ci kobietę twojego życia”.

JOANNA KUROWSKA: Tak, to jest niesamowite, że życie pisze scenariusze, które wydają się takim banałem. A z tym właśnie mężczyzną jestem już dwunasty rok.

GALA: No to teraz poproszę o szczegóły.

JOANNA KUROWSKA: Agata zmusiła mnie do wyjścia na jego urodziny, na co zupełnie nie miałam ochoty, byłam nieumalowana, nieuczesana...

GALA: W jaki sposób zmusiła?

JOANNA KUROWSKA: Wtedy wyczuwała już moje słabe strony, to znaczy że jestem uzależniona między innymi od dbania o dobry wygląd. Przywiozła z Paryża szarą marynarkę w pasy, pamiętam ją do dziś, i powiedziała: „Jeśli pójdziesz, to ją dostaniesz”. No to wskoczyłam w marynarę, a że było dziesięć kilogramów temu, wyglądałam rewelacyjnie...

AGATA MŁYNARSKA: I...

JOANNA KUROWSKA: Poczekaj, skończę. Tego wieczoru krążyło dookoła mnie trzech prestiżowych celebrytów, a ja wybrałam mojego obecnego męża. Później okazało się, że marynarka nie była z Paryża, tylko z Odzieżowego Pola, a po latach mąż stwierdził: „Słuchaj, ja się wtedy w tobie zakochałem, chociaż wyglądałaś fatalnie w tym łowickim stroju” (śmiech).

AGATA MŁYNARSKA: A pikanterii dodaje fakt, że na tamtą imprezę Joanna przyszła ze swoim poprzednim narzeczonym. Tym wcześniej poznanym przeze mnie...

GALA: I co on, nieborak, wtedy zrobił?

AGATA MŁYNARSKA: Już ja się tym zajęłam (śmiech)... Tym razem jednak złożyło się tak, że byłam sąsiadką Joanny. Zaczęłyśmy być sobie najzwyczajniej potrzebne. I pomocne od święta. I na co dzień. Bo jest tak, że prawdziwy przyjaciel spełnia dwie funkcje: nie zawodzi cię, kiedy jesteś w potrzebie, oraz mówi ci prawdę.

 

JOANNA KUROWSKA: A ja dodałabym jeszcze, że dopóki nie zadomowiłam się na stałe w sercu Agaty, że tak górnolotnie powiem, miałam dość mgliste pojęcie na temat przyjaźni. Ponieważ jej miarą jest też umiejętność przyjmowania nie porażek przyjaciela, ale jego sukcesów. Zwłaszcza u kobiet i zwłaszcza w naszym środowisku. Muszę powiedzieć, że dosyć marnie przychodzi mi to w innych przypadkach. Nie jestem święta i nie skaczę do nieba, gdy któraś z koleżanek odnosi spektakularny sukces zawodowy. A gdy odnosi go Agata, czuję autentyczną radość. I to jest miarą przyjaźni.

GALA: Na przykład?

JOANNA KUROWSKA: Jestem twarzą Plusa, ale dostałam też inną propozycję reklamy, której nie mogłam już przyjąć. I po mnie tę samą propozycję dostała Agata. Wtedy to właśnie poczułam. Nie byłam zazdrosna, że dziewczynisko sobie zarobi, choć zazdrość niestety jest nieuchronną częścią tego zawodu. Naprawdę się ucieszyłam!

GALA: A wcześniej nie przydarzały się Wam żadne przyjaźnie?

JOANNA KUROWSKA: Jako że jestem osobą dosyć barwną i mam potrzebę „gadactwa”, wciąż otaczają mnie przyjaciółki. Mam ich masę z dawnych lat. Anię Wojton, z którą byłam w teatrze u Adama Hanuszkiewicza, Małgosię Adamską i Majkę Jeżowską, która stała się też przyjaciółką Agaty. I wiele innych.

AGATA MŁYNARSKA: Podobnie mój przyjaciel Wiktor zaprzyjaźnił się z Joasią.

GALA: A jeśli jedna z Was czuje, że ta druga jest blisko z kimś, kto może być wobec niej nie fair?

AGATA MŁYNARSKA: Była taka sytuacja, że ktoś bliski Joannie okazał się nie w porządku wobec mnie.

JOANNA KUROWSKA: Czułam się z tym fatalnie, jakby ten ktoś obraził część mnie.

AGATA MŁYNARSKA: Tak. I to jest następne słowo klucz w przyjaźni. Lojalność.

JOANNA KUROWSKA: Dla tej osoby, która wykazała się ogromną nielojalnością wobec Agaty, u mnie też jakby coś umarło. Nie potrafi łam już odnowić tej przyjaźni. Powiedzmy sobie szczerze: Agata ma serce wielkie jak dzwon i czasem ludzie ją wykorzystują. Wtedy ja jej to brutalnie mówię, a ona się strasznie zaperza.

AGATA MŁYNARSKA: Wkurzam się, płaczę.

JOANNA KUROWSKA: Potem przyznaje mi rację, albo i nie, ale potrafi to przyjąć na klatę, że tak powiem. Mnie się w ogóle wydaje, że przyjaźń to pojęcie, które jest defraudowane i nadużywane. Ludziom wydaje się, że przyjaciel to osoba, do której można zadzwonić o trzeciej w nocy albo zawsze pożyczyć kasę. To nie tak. U nas rodzaj pewnego dystansu i wzajemnego szacunku do czasu i wolności spowodował, że ta przyjaźń jest prawdziwa i pełna.

AGATA MŁYNARSKA: Na początku myślałam, że przyjaźń jest przepustką do zażyłości na sto procent. Kiedy Aśka mówiła: „Słuchaj, nie podoba mi się to, że się spóźniasz. Nie pukaj do mnie rano, bo chcę się wyspać”. Myślałam: „Boże, jak ona może mi tak powiedzieć? Nie pójdę już do niej. Nigdy! Nadęta w tym swoim wymaganiu, mój czas nie ma tu znaczenia, tylko ona się liczy. Jaka ona jest dla mnie okropna!”.

GALA: No, niezła zołza.

JOANNA KUROWSKA: Myślę, że bez tego szacunku dla zachowania granic nie można nic zbudować, że ten rodzaj dystansu i zimnego chowu jest potrzebny, zwłaszcza w tak bliskiej relacji.

AGATA MŁYNARSKA: Próbowałam pójść po rozum do głowy. Aż wreszcie uznałam, że ona taka jest. I, że po pierwsze, dostaję od niej w zamian masę innych rzeczy, a po drugie – ona ma prawo taka być.

JOANNA KUROWSKA: I właśnie tutaj skonfrontowało się często nadużywane pojęcie przyjaźni. Przyjaciel to nie jest osoba, którą można budzić o dowolnej godzinie, ani osoba, na spotkania z którą można notorycznie się spóźniać.

AGATA MŁYNARSKA: Wcześniej miałam kłopot z mówieniem prawdy, żeby nie urazić drugiej osoby. Ale wreszcie pojęłam tę kaszubską moc Joanny w dążeniu do sprawiedliwości. Wiem, ona jest takim kaszubskim Che Guevarą!

JOANNA KUROWSKA: Jeszcze nikt mnie tak nie nazwał. To nawet brzmi już tragikomicznie. Bo Che Guevara to był niezły drań.

GALA: A Pani jak nazwałaby Panią Agatę?

JOANNA KUROWSKA: Agatę to oczywiście nazywamy księżną Dianą – Królową Ludzkich Serc. A tak serio... to nie lubię u siebie tego przymusu mówienia prawdy.

AGATA MŁYNARSKA: Powiem szczerze, że Aśka raz zrobiła mi tym straszną przykrość...

JOANNA KUROWSKA: Mówisz o sukience? To było rzeczywiście straszne. Agata zaprosiła 50 osób na swoje urodziny do pięknej knajpy. Włożyła sukienkę...

AGATA MŁYNARSKA: Valentino!

JOANNA KUROWSKA: Dla mnie wyglądała jak z supermarketu. A ja w tym głupkowatym odruchu mówienia prawdy powiedziałam jej, że wygląda fatalnie, jak dziecko stróża. W jej własne urodziny.

AGATA MŁYNARSKA: A ja byłam przekonana, że wyglądam fajnie, bo dużo osób mi tak mówiło.

JOANNA KUROWSKA: A co mieli ci mówić w twoje urodziny? Agata, mnie się to wtedy wymsknęło.

AGATA MŁYNARSKA: A widziałaś, z jaką klasą to dźwignęłam?

JOANNA KUROWSKA: Tak. Z wielką klasą! Cha, cha, cha. Twój ojciec miał do mnie potem pretensje, bo mu się poskarżyłaś.

AGATA MŁYNARSKA: Było mi bardzo przykro. Myślałam, że serce mi pęknie. A on stanął po stronie córki (śmiech).

JOANNA KUROWSKA: Patrzył na mnie tak, jakby chciał mnie zabić. Pamiętam też, gdy Agata zrobiła obiad, na który zaproszony był tata.

AGATA MŁYNARSKA: I ty powiedziałaś, że moja zupa jest wstrętna.

JOANNA KUROWSKA: Bo ja genialnie gotuję. A Agata gotuje dobrze, tylko że dietetycznie, a jedzenie dietetyczne nigdy nie będzie wspaniałe.

AGATA MŁYNARSKA: A ja się z tobą kompletnie nie zgadzam. Świetnie gotuję!

 

JOANNA KUROWSKA: Po obiedzie ojciec wstał i powiedział: „Dziękuję ci, Agata, za obiad. A najsmaczniejsza była... ZUPA”. I spojrzał na mnie. Cóż, ja jestem taki nauczyciel matematyki – jeśli jest dobrze, stawiam dostatecznie. Ale uważam, że ta moja chęć pozbycia się balastu i powiedzenia, co się myśli, jest obrzydliwą cechą. Muszę sobie posypać głowę popiołem. Chcę jednak też podkreślić, że Agata daje mi możliwość konfrontowania się z tą gorszą stroną mojej osobowości. Z możliwością poprawy. Bo wyciągam wnioski i po tym nikczemnym zdarzeniu z sukienką już nigdy nikomu tak nie zrobiłam.

AGATA MŁYNARSKA: I to jest cudowne. W przyjaźni trzeba cenić cały ten bagaż. I wciąż się uczyć. Otóż ja jestem osobą, która ma problem z braniem. Uwielbiam dawać, sprawia mi to przyjemność, czasem męczy... Ale tak po prostu wziąć coś dla siebie? Kiedyś jednak znalazłam się w autentycznym krachu zdrowotnym. Byłam w szpitalu zakaźnym ciężko chora, w sytuacji, w której właściwie nie miałam nikogo, u kogo mogłabym się znaleźć podczas rekonwalescencji, gdzie czułabym się dobrze, bezpiecznie i bez poczucia, że moja obecność jest problemem. Dostałam duże wsparcie od siostry, od Wiktora, ale to Joanna powiedziała, że mam zamieszkać u niej. Oddała mi swój pokój, zapaliła świece, pościeliła łóżko i ja jako ten Łazarz dochodziłam do siebie.

GALA: Tak oto została Pani biorcą.

AGATA MŁYNARSKA: W dresach, z włosami przez tydzień związanymi gumką, w jakimś chemicznym dopasowaniu do Aśki. Wiele razy było zresztą tak, że jeździłyśmy z Aśką na wakacje i brałyśmy jeden pokój. Nawet jak Zosieńka była mała.

JOANNA KUROWSKA: Chociaż może się tak wydawać, to nasza przyjaźń nie jest lukrowanym tortem ani sielanką. Jest jak w każdym babskim związku – czasem na siebie powarczymy i się poobrażamy. Ale mnie się wydaje, że mam do Agaty więcej cierpliwości niż do własnej córki.

AGATA MŁYNARSKA: A mnie się wydaje, że najwięcej cierpliwości to ja mam dla ciebie. No i twoj mąż.

JOANNA KUROWSKA: Aha!

AGATA MŁYNARSKA: Mówię poważnie.

JOANNA KUROWSKA: To jest tak, że nie można dąsać się na rodzinę. No bo jak się pani z własnym dzieckiem pokłóci, to co? Tu właśnie jest ta specyfi ka związku z Agatą. Bo na ogół jeśli ktoś przekroczy granicę i wykaże się wobec mnie nielojalnością, to działam zero-jedynkowo. Urywam kontakt. A jeśli wkurzy mnie Agata, to złość trzyma mnie parę godzin, dzień, dwa.

AGATA MŁYNARSKA: Ja jestem typem życiowego zadaniowca. I to też jest moje zadanie: żeby tej przyjaźni nie zmarnować, nie zgubić w biegu. To jest tak jak z małżeństwem, dziećmi – ta relacja nie jest dana raz na zawsze.

JOANNA KUROWSKA: Tu poruszyłaś ważną rzecz. Nic w życiu nie jest dane raz na zawsze. Na wszystko trzeba zapracować. Nawet fakt powinowactwa nie musi sprawiać, że miłość jest utrzymana.

AGATA MŁYNARSKA: Mam wrażenie, że to jest dywagacja akademicka co najmniej.

GALA: Raczej sesja terapeutyczna. Często podejrzewają Was o romans?

JOANNA KUROWSKA: Tak, bo my mamy romans. Intelektualny. To, co nam się z Agatą przydarzyło, to jest coś bardzo ładnego. Przecież ludzie mogą przejść przez życie i nie doświadczyć prawdziwej przyjaźni.

AGATA MŁYNARSKA: Poza tym mało kto wie, że Joanna to chodząca biblioteka, z powodu erudycji i liczby przeczytanych książek. Z takim samym zaangażowaniem można z nią dyskutować o twórczości Trumana Capote’a, jak o kolorze staników, kremach oraz...

JOANNA KUROWSKA: ...zmarszczkach. Ale też potrafi my nie odzywać się do siebie długo.

GALA: Ile to jest u Was długo?

JOANNA KUROWSKA: No, czasem nawet dwa tygodnie.

AGATA MŁYNARSKA: Ja wyjeżdżam na przykład na targi telewizyjne do Cannes.

JOANNA KUROWSKA: A ja tymczasem na mojej wsi z miotłą latam.

GALA: Czego się w przyjaźni nie wybacza?

AGATA MŁYNARSKA: Zdrady.

JOANNA KUROWSKA: Ja jestem w stanie dużo wybaczyć. AGATA: Ale Joanno, zdrady się nie wybacza! To świństwo! JOANNA: Wybacza się to, co bierze się z bezmyślności. To, w czym nie ma kunktatorstwa, zamierzenia. Bo przyjaźń cierpliwa jest...