Czy regularne kontakty z byłą miłością to dobry pomysł? Odpowiedź na takie właśnie pytanie stara się znaleźć bohaterka powieści pt. "Recepta na szczęście", czyli drugiej części niezwykle ujmującej i pełnej humoru serii autorstwa Agaty Przybyłek. Julia jest jeszcze przed trzydziestką, ale już teraz staje przed poważnym dylematem związanym z marzeniami o założeniu rodziny. Podczas rutynowych badań okazuje się bowiem, że młodej kobiecie niestety pozostało już naprawdę niewiele czasu na zajście w ciążę i urodzenie upragnionego dziecka. Poważnego kandydata na męża i ojca dziecka jednak brak. Przynajmniej do czasu. W jej życiu bowiem pojawia się Maks - ten, który już kiedyś złamał jej serce. Tym razem jednak w zupełnie innej roli. Czy zuchwały podrywacz nauczy ją tego, w czym sam jest najlepszy i pomoże jej w wyścigu z tykającym niemiłosiernie zegarem biologicznym? Tego dowiesz się na kartach „Recepty na szczęście”, która ukazała się 25 marca nakładem wydawnictwa Czwarta Strona.

Ekskluzywny fragment najnowszej książki Agaty Przybyłek do przeczytania poniżej.

Odetchnęła głęboko i podparła brodę ręką. Od wielu lat właściwie nie wiedziała, co myśleć o Maksie. Gdy była nastolatką, miała taki okres, że bardzo jej się podobał. Obiektywnie był przystojnym mężczyzną i wzdychała do niego, zresztą jak wiele dziewczyn ze szkoły czy koleżanek Oli. Ola złościła się nawet, że część osób chciała się z nią zaprzyjaźnić tylko dlatego, żeby zbliżyć się do jej brata. Ona na szczęście nie miała tego problemu, bo polubiły się dużo wcześniej, zanim Maks wyrósł na przystojnego chłopaka.

Niestety, w pewnym momencie Maks bardzo się zmienił. Niespodziewanie zaczął wykorzystywać swoją urodę, żeby zdobywać kolejne kobiety, przez co Julia musiała zmienić swój obiekt westchnień. Prawie co weekend wracał z imprezy z inną dziewczyną i szczycił się swoimi trofeami, jak sam je określał, więc nie zamierzała marnować czasu ani energii na zauroczenie takim facetem. To chyba właśnie od tamtego okresu byli na wojennej ścieżce. Julia kilkakrotnie dogadała mu i wyraziła głośno swoją opinię na temat traktowania przez niego kobiet, co Maks do tej pory miał jej za złe.

– Jesteś zacofana i staromodna – powiedział jej podczas którejś kłótni, za co miała ochotę dać mu w twarz.

Ich drogi rozeszły się na dobre. Spotykali się tylko czasami i ograniczali do krótkich, kurtuazyjnych rozmów. Aż do wczorajszego wieczoru.

Julia westchnęła i odchyliła się do tyłu, żeby wygodniej usiąść w fotelu. Mimowolnie zaczęła wspominać kłótnie z Maksem i to, jak nieświadomie złamał jej serce. Chociaż nie mówiła o tym nawet Oli, długo cierpiała po zawodzie miłosnym. Jej koleżanki umawiały się z kolejnymi chłopakami, a ona próbowała przeboleć stratę złudzeń co do Maksa. Chyba również ze względu na to dawne uczucie spotykanie się z nim nie było najlepszym pomysłem. Nauka randkowania, dobre sobie. Czy to na dłuższą metę nie jest głupie? Niby jak takie lekcje miałyby wyglądać? I w jaki sposób Maks miałby ją niby uczyć?

Uświadomiła sobie, że i tak jest na przegranej pozycji. Nawet gdyby odwołała te, hm, lekcje, w najbliższych dniach, chcąc nie chcąc, będzie musiała znosić Maksa. Wczoraj podała mu numer do menedżerki hotelu, która zajmuje się organizacją przyjęć. Z tego, co zdołała się dzisiaj od niej dowiedzieć, udało im się dogadać i firma, w której pracował Maks, miała urządzić w Stanfordzie swój jubileusz. Co więcej, szefowa to właśnie Julię wyznaczyła na osobę, która miała pomagać przy organizacji przyjęcia.

Skoro masz niedługo awansować, to powinnaś się już powoli uczyć pewnych rzeczy – powiedziała, najwidoczniej myśląc, że sprawi Julii w ten sposób przyjemność. – Wiele razy rozmawiałyśmy o tym, że marnujesz się na recepcji. Myślę, że ten jubileusz to świetna okazja, żeby w końcu zrobić krok naprzód. Ufam ci i wiem, że podołasz.

Zrobię wszystko, co w mojej mocy – zapewniła ją Julia, chociaż prawdę mówiąc, miała ochotę odmówić.

Jakiś głos w głowie podpowiadał jej, że cykliczne spotkania z Maksem będą jak igranie z ogniem – niebezpieczne, i na pewno nie wyniknie z nich nic dobrego. Jednakże tak długo czekała na tę propozycję szefowej, że jakaś część niej była naprawdę zadowolona. Przełożona już od dłuższego czasu obiecywała awans, ale na tym się kończyło. Julia cieszyła się, że w końcu przestały to być puste słowa i będzie miała okazję się sprawdzić. Lubiła wyzwania, poza tym organizacja przyjęć dla bliskich czy dla przyjaciół zawsze dawała jej dużej radości.

Może więc nie będzie tak źle?

#receptanaszczęście #agataprzybyłek #czwartastrona