Z Agnieszką Dygant, jedną z najbardziej znanych i zapracowanych aktorek w kraju, spotkaliśmy się w jednym z warszawskich hoteli przy okazji premiery nowych perfum Avon - Her Story, których jest ambasadorką. Inspiracją do ich stworzenia były historie różnych kobiet, mówiące o sile osobowości, determinacji oraz spełnianiu swoich marzeń. 

Wywiad z Agnieszką Dygant

Aleksandra Kwiecień: Czym kieruje się Pani dokonując życiowych wyborów - rozumem czy sercem?

Agnieszka Dygant: Chyba sercem. A najbardziej intuicją. Nie lubię rozmyślać zbyt długo przy podejmowaniu decyzji. Zawsze na każde "nie" znajdzie się jakieś "tak”. A jak człowiek idzie za własną intuicją, to odpowiedź jest jedna. To upraszcza życie.

Zwraca Pani czasem uwagę na opinię innych? Czyje zdanie się dla Pani najbardziej liczy?

Tak, zwracam uwagę na opinię moich najbliższych – partnera, mamy, siostry. 

Pytam o to nie bez powodu, bo spotykamy się dziś przy okazji premiery nowych perfum Avon - Her Story, których jest Pani twarzą. Mają one symbolizować odwagę, mądrość i siłę, inspirować do podejmowania swoich wyborów - czy Pani czuje się dziś odważną i silną kobietą?

Czasem. No cóż, już trochę siebie poznałam i wiem, że budują mnie nie tylko momenty mocy i siły, ale też te gorsze dni, chwile słabości. Człowieka kształtują zarówno dobre, jak i złe doświadczenia. Nigdy nie wiadomo, co zadecyduje o tym, że na koniec dnia powiemy: "To był dobry dzień".

Czyli ta odwaga i siła przyszły do Pani z czasem?

Chyba tak, te cechy przychodzą z czasem – jeśli w ogóle. Ileś razy przechodzimy przez wydarzenia, które są naszą życiową próbą. Zmieniamy się. Paradoksalnie dzisiaj jestem dla siebie bardziej wyrozumiała niż kiedyś. Mam też więcej luzu w postrzeganiu innych. Nie mam potrzeby ciągłej oceny, mówienia czy coś mi się podoba, czy nie.  

Jest Pani znana z tego, że bardzo uważnie dobiera swoje współprace - dlaczego zdecydowała się Pani wziąć udział w tym projekcie?

Cała koncepcja kampanii, która towarzyszy perfumom Avon wydała mi się ciekawa i przemyślana. Spodobało mi się, że ma to być coś więcej, niż tylko zapach. W spotach promujących Her Story pokazujemy siłę i mądrość kobiet, ich intuicję. Wszystkie kobiety, które wzięły udział w reklamie mają swoją mocną historię. Czułam, że z tym projektem jest mi po drodze.

Jedną z Pani cech jest to, że nie ulega Pani modom dzisiejszego świata, nie dzieli się prywatnością w mediach społecznościowych, rzadko pojawia się na branżowych imprezach. Dlaczego wybrała Pani taką "strategię" podczas, gdy nie jest ona wcale tak popularna wśród polskich gwiazd?

Jako początkująca aktorka uważałam, że im mniej widz wie o mnie prywatnie, tym bardziej uwierzy w postacie, które gram. Ale to było takie akademickie mądralowanie. Prawda jest taka, że to, co uważam w sobie za ciekawe, kompletnie nie nadaje się do publicznej prezentacji (śmiech). Poza tym, odkąd mam rodzinę, muszę uwzględniać to, że oni niekoniecznie chcą funkcjonować razem ze mną w mediach.

Czy może nam Pani zdradzić jedną rzecz, której prawdopodobnie nie wiemy o Agnieszce Dygant?

No raczej nie. Skoro jej nie wiemy, to chyba tak ma zostać (śmiech). Może na przykład to, że nie wychodzę często na imprezy z czystego, żywego lenistwa. Po prostu nie cierpię tych przygotowań: ubrania, fryzura, makijaż – to wszystko zajmuje pół dnia. Serio, nie mam do tego cierpliwości.

Ma Pani na koncie wiele ról filmowych i serialowych - w "Niani" grała Pani kokieteryjną, czasami infantylną Franię, w "Prawie Agaty" stanowczą, chłodno myślącą prawniczkę, a w filmach Patryka Vegi wciela się Pani w twarde, bezkompromisowe kobiety. Do której z granych bohaterek jest Pani najbliżej?

Każda z tych bohaterek ma coś ze mnie. Co prawda daleko mi do morderczyni, ale też daleko mi do Frani. Bywam zabawna, lubię się powygłupiać, czasem przekraczać granice, ale to też nie jest cała moja natura. W momencie grania danej postaci, zazwyczaj to ona wydaje mi się jest najbliższa charakterologicznie, ale to oczywiście nieprawda.

Od zawsze wiedziała Pani, że chce być aktorką?

Mama mówi, że od najmłodszych lat lubiłam się popisywać i zwracać na siebie uwagę.

Jest jakaś rola, którą chciałaby Pani zagrać, a jeszcze nie miała okazji?

Gdyby zadała Pani mojemu synowi pytanie: „Jaką rolę twoim zdaniem chciałaby zagrać mama?” to odpowiedziałby: „Rolę Bruce’a Lee. Chciałaby wszystkich pobić, wymierzyć sprawiedliwość i stłuc wrogów na kwaśne jabłko.” No coś w tym jest (śmiech). A mówiąc szczerze, najważniejsze, żeby rola była dobrze napisana. Nieważne czy postać jest dobra czy zła, ładna czy brzydka, sprawiedliwa czy wredna. Kiedy postać w scenariuszu jest dobrze zbudowana, to ma szanse wybrzmieć, mocno zaznaczyć się w filmie. Na takie role czekam.

Perfumy Avon - Her Story są inspirowane historiami różnych kobiet. Jaka jest Pani historia, którą chciałaby przekazać przez udział w tej kampanii?

Taka, że warto zaufać sobie i wsłuchać się w swój wewnętrzny głos. Nie szukać siebie tam, gdzie nas nie ma. Umieć cieszyć się tym, co jest i z tego czerpać siłę. Nie rozpamiętywać tego, co się nie udało, co by było, gdyby było, tylko iść do przodu. Budować siebie na pozytywnych zdarzeniach, na mikro sukcesach, które mogą być motywacją do działania.

Wiele młodych dziewczyn z pewnością inspiruje się Panią i chce być, jak ich idolka. Jaką dałaby im Pani radę?

Żeby jednak chciały być sobą (uśmiech) i nie były zakładniczkami czyichś pomysłów i idei. Żeby jak najszybciej wyodrębniły siebie, poznały swój głos i za nim szły. To jest najważniejsze. Żeby decyzje podejmować intuicyjnie i być wobec siebie do bólu szczerym. Taka moja rada. Nie gwarantuję, że wszystkim się sprawdzi, ale może właśnie o to chodzi – każda z dróg jest inna i trzeba znaleźć swoją.

 

 

Perfumy Her Story można zamówić u Ambasadorek Piękna Avon lub kupić za pośrednictwem strony www.avon.pl, przez iKatalog AVON, w cenie od 49,99 zł.