Rolami w "Szadzi" czy "Klangorze" Aleksandra Popławska powiększa swoje grono fanów. Ale oprócz seriali, aktorka kocha też pracę na deskach teatralnych. Czy wiążąca się z popularnością konieczność "bywania" jest dla niej? Jaki wpływ na jej życie miały problemy jej ojca?

Aleksandra Popławska o drodze aktorskiej

45-latka przywykła już do faktu, że jest obsadza w rolach kobiet o raczej mrocznym życiorysie. Jak sama przyznaje, to dla niej cenne doświadczenie:

Wchodząc w trudne emocje, przeżywając ze swoimi bohaterkami najbardziej dramatyczne chwile, mogę wrócić do domu szczęśliwa, że mam inne życie niż one. Że nikt nie pozbawia mnie godności, że nie muszę przeżywać takiego bólu i upokorzenia.

Aleksandra Popławska przyznaje też, że nie jest fanką imprez towarzyskich - nieodłącznej części kariery aktorskiej (przynajmniej sprzed pandemicznych czasów):
 

Nie jestem osobą, którą często można spotkać na imprezie. Mieszkam pod Warszawą i bardzo rzadko wychodzę ze swojego domu na wsi. Lubię długie spacery z psami, jazdę na rowerze, aktywność na świeżym powietrzu. Wrzucam dres, nie maluję się. Wolę to niż ścianki i cekinowe sukienki.

Aleksandra Popławska o trudnych rodzinnych doświadczeniach

Nie jest tajemnicą, że ojciec aktorki zmagał się z alkoholizmem. Sama Aleksandra przeszła z kolei drogę przez depresję:

To depresja zabrała go (ojca, przyp. red.) z tego świata, prowadziła go w stronę ciemności, którą starał się rozjaśniać alkoholem. Używki w takich sytuacjach nie pomagają, są złe. Dziś wiem, że gdy tylko widzi się choćby najmniejsze zalążki depresji, trzeba natychmiast udać się do lekarza, a nie szukać doraźnych rozwiązań. Moja mama potrafi cieszyć się życiem, wyciąga z niego to, co najlepsze dla siebie, nawet w pandemii. Mało kto ma tak pozytywne podejście do życia i problemów jak ona. Nie wiem, czy taka się urodziła, czy wypracowała takie spojrzenie na rzeczywistość, ale stawiam na to drugie. Nad tym trzeba ciągle pracować. (...) Unikam używek, próbowałam i nie przyniosły mi żadnej radości. Wprowadziły niepokój. Nigdy nie byłam od niczego uzależniona, bo widziałam, ile kosztuje nałóg, jakie ma konsekwencje dla rodziny i osoby uzależnionej. Bywa, że ta walka trwa latami, co obserwowałam również w domu rodzinnym.

Aktorka dodaje, że sama walczyła z depresją. Była wtedy przed 30-tką:

Jako dwudziestoparoletnia osoba cierpiałam na depresję. Leczyłam się, na szczęście z sukcesem. Odkąd uwolniłam się od tej choroby, doceniam każdy dzień i lubię żyć. Uważam, że każda osoba, która doświadczyła jakiejś trudnej sytuacji, choroby, traumy i wyszła z niej zwycięsko, inaczej patrzy na życie. Radość z kolejnej szansy, jaką się dostało, jest tak wielka, że chce się nią wypełnić każdą chwilę. Nawet jeśli mam gorszy dzień, szybko się z tej emocji potrafię uwolnić medytacją lub praktyką jogi, spacerem albo telefonem do bliskiej osoby.

Przesłanie Aleksandry, którym się kieruje, to pozytywne myślenie i cieszenie się życiem nawet w tak trudnych chwilach jak te, z którymi wszyscy się dzisiaj zmagamy:

Moja mama zawsze mówi, że nie ma sensu martwić się rzeczami, na które nie ma się wpływu. Trzeba żyć chwilą, która jest słynnym "carpe diem". Ta prosta zasada siedzi mi głowie. Nie mamy wpływu na pandemię, więc musimy się nauczyć w niej funkcjonować. Przestrzegać zasad, ale żyć, nie zamykać się ze strachem w domu. Moja mama, mimo że jest w grupie ryzyka, żyje normalnie. Zawsze była buntownikiem i ignorowała wszelkie zakazy, więc to często my, córki, przypominamy jej o zasadach.

Cały wywiad z aktorką znajdziecie w najnowszym wydaniu magazynu "Gala".