Alicja Bachleda Curuś przed pięcioma laty została mamą synka, Henry'ego Tadeusza, którego ojcem jest irlandzki aktor Colin Farrell. Od tamtej pory piękna gwiazda całą swoją karierę organizuje tak, aby na jej pracy jak najmniej ucierpiał synek.

W rozmowie z magazynem "Glamour" aktorka przyznała, że pojawienie się na świecie Henry'ego przyniosło za sobą ogromną przemianę.

- Pojawienie się Henia dało mi spokój wewnętrzny. Może nawet za duży - zażartowała Alicja Bachleda-Curuś. - Wszystko dzieje się tak, jak musi się dziać. Chociaż pogodzenie bycia mamą z byciem aktorką jest nie lada wyzwaniem.

Gwiazda przyznała, że mimo iż może liczyć na dużą pomoc Colina Farrella, to i tak nie poświęciłaby swojej relacji z synkiem dla pracy.

- Nie powiedziałabym, że wychowuję Henia sama, bo jego tata jest bardzo obecny w jego życiu - powiedziała Alicja Bachleda-Curuś. - Rzecz w tym, że nie potrafię poświęcić czasu spędzonego z dzieckiem dla kariery czy bywania na bankietach.

Relacja aktorki z synkiem jest tak silna, że ogromnie trudnym przeżyciem była dla niej praca na planie ostatniego filmu, przez którą przez trzy tygodnie mogła widywać się z Henrym tylko dwie godzinny dziennie.

- To był najtrudniejszy czas w moim życiu. Straciłam trzy i pół tygodni z życia Henia. - wyznała Bachleda-Curuś, a zapytana przez dziennikarkę pisma, czy nie boi się, że przez swoje zasady straci ważną rolę, odpowiedziała: - Mam poczucie, że to się może zdarzyć, ale nie mam z tego powodu rozterek.

Podoba się Wam postawa gwiazdy?

» PRZECZYTAJ TAKŻE: Alicja Bachleda-Curuś - Ma nowego chłopaka?